Giełda w dół, waluta traci. Zamieszki w Hongkongu biją w rynki

Najnowsze

TVN24 Biznes i ŚwiatRynki reagują na protesty w Hongkongu

Indeksy w Hongkongu zniżkowały dziś w następstwie największych od prawie 20 lat prodemokratycznych protestów. Traci też dolar hongkoński, a banki zamykają swoje oddziały. Zamieszki nie mają na razie wpływu na chińskie rynki.

W poniedziałek tysiące demonstrantów nadal blokowało finansową dzielnicę miasta, gdzie doszło do kolejnych starć z policją. Protesty zaniepokoiły inwestorów na hongkońskiej giełdzie. Indeks Hang Seng spadł dziś o ponad 1,9 proc.

Banki nie pracują

Niektóre banki zamknęły swoje oddziały oraz bankomaty. Pracownicy są odsyłani do domów albo do biur w innych lokalizacjach. Bank centralny poinformował, że "w razie potrzeby" jest gotowy do zachowania płynności w systemie bankowym.

Brytyjski bank Standard Chartered poinformował, że uruchomił plan awaryjny w celu zapewnienia klientom ciągłych usług. Bank of China podał, że zawiesza działalność w niektórych filiach ze względu na "nietypową sytuację". Swój oddział, w dzielnicy dotkniętej protestami, zamknął także DBS, największy bank Singapuru.

- Ruch Occupy w Hongkongu wymknął się spod kontroli. Wielu inwestorów obawia się, że zamieszki mogą jeszcze trochę potrwać. Martwią się też, jak to się skończy - powiedział Jackson Wong, dyrektor w United Simsen Securities. - W tym momencie jest wiele niepewności na rynku, ludzie nie lubią takich sytuacji - dodał.

Zły okres na protesty

Najbardziej dotknięci demonstracjami są lokalni detaliści, którzy zmagają się ze znacznym spadkiem sprzedaży. Niepokoje społeczne w Hongkongu skutecznie bowiem wypłoszyły z miasta chińskich turystów tuż przed hucznie obchodzonym świętem narodowym zwanym Chińskim "Złotym Tygodniem", rozpoczynającym się 1 października. W tym okresie nie pracują urzędy i zamknięte są wszystkie fabryki. Czynne są sklepy, a w dużych miastach domy towarowe są otwarte dłużej niż w dni powszednie. W okresie świąt następuje ogromny wzrost turystyki - miliony Chińczyków podróżuje po kraju, odwiedza atrakcje turystyczne, rodziny w dalekich zakątkach Chin i centra handlowe miast. W związku z protestami kurs międzynarodowego koncernu kosmetycznego Sa Sa zanurkował o 3,3 proc., akcje Wharf Holdings - dewelopera i właściciela centrów handlowych - zjechały aż o 6,2 proc. Spadki dotknęły też New World Development i Cheung Kong Holdings, odpowiednio o 4,6 proc i 3,3 proc.

W walce o reformy

Protesty, głównie studentów i wykładowców akademickich, rozpoczęły się tydzień temu. Demonstranci domagają się demokratycznych reform. Protestują także przeciwko narzuconym przez Pekin zasadom wyboru szefa lokalnej administracji w 2017 r.

Hongkongowi, który w 1997 r. został zwrócony Chinom przez Wielką Brytanię, obiecano szeroki zakres autonomii, w tym politycznej, w ramach ukutej przez byłego przywódcę ChRL Denga Xiaopinga zasady "jeden kraj, dwa systemy". Tymczasem hongkońscy zwolennicy demokracji ostrzegają, że Pekin stara się stopniowo zacieśniać kontrolę polityczną nad regionem. Jednym z tego przejawów ma być ich zdaniem sposób wybierania szefa lokalnej administracji w 2017 roku. Po raz pierwszy w historii mieszkańcy Hongkongu będą mogli wyłonić szefa administracji w wyborach powszechnych, działacze wskazują jednak, że wybór będzie zawężony do dwóch-trzech kandydatów zatwierdzonych uprzednio przez wierny władzom w Pekinie komitet nominacyjny.

Władza zagrożona

Utrzymywanie kontroli nad domagającym się swoich praw Hongkongiem staje się dla rządu centralnego sporym wyzwaniem - zauważa Reuters. Pekin obawia się, że prodemokratyczne apele w Hongkongu i pobliskim Makau (należącej do Chin dawnej portugalskiej kolonii) rozszerzą się na część kontynentalną kraju, zagrażając władzy partii komunistycznej.

Autor: ToL / Źródło: BBC, Reuters