Dożywocie za zabicie 86-latka? Wkrótce wyrok w głośnej sprawie

Warszawa

TVN24Oskarżeni Grzegorz R. i Monika A.

Kończy się proces w sprawie głośnego zabójstwa na Sadybie. Chodzi o morderstwo 86-letniego mężczyzny. Oskarżeni w tej sprawie są 32-letnia Monika A. i 21-letni Grzegorz R. Obojgu grozi dożywocie, choć żadne nie przyznaje się do winy. Oskarżają się wzajemnie.

W czwartek sąd miał przesłuchiwać Małgorzatę, koleżankę oskarżonej z celi. Jej zeznania są bardzo istotne zarówno dla prokuratury, jak i samej Moniki A. Według śledczych, była ona bowiem powierniczką - A. miała jej opowiadać ze szczegółami, jak doszło do zabójstwa.

Małgorzata miała być przesłuchana „w drodze telekonferencji”.

Przeszkodził śnieg

Niestety w czwartek do przesłuchania nie doszło. - Świadek przedstawiła wytłumaczenie, że z powodu warunków pogodowych nie była w stanie dotrzeć do sądu w Jarosławiu. Sąd sprawdził, że w okolicach Rzeszowa faktycznie były duże opady śniegu - powiedział sędzia Michał Piotrowski, przewodniczący składu orzekającego.

Przesłuchanie przełożono więc na 25 lutego. Właśnie wtedy sąd planuje wysłuchać ostatnich mów stron i zakończyć proces. Sędziowie nie określili, czy na tej rozprawie zapadnie już wyrok w tej głośnej sprawie.

Kto zabił?

Śledczy w akcie oskarżenia nie precyzowali, które z oskarżonych zabiło starszego mężczyznę. Ani Monika A., ani Grzegorz R. nie przyznają się do winy. W trakcie postępowania przygotowawczego wzajemnie się oskarżali. Grzegorz twierdzi, że tylko zwabił staruszka do mieszkania, a zabiła go Monika. Ta z kolei twierdzi, że wcale jej przy tym nie było.

W trakcie procesu jeden z kolegów spod celi 20-letniego Grzegorza, Daniel A. zeznał, że oskarżony chwalił się dokonaniem zbrodni. Miał ze szczegółami i dumą relacjonować wszystkie zdarzenia z mieszkania na Sadybie, gdzie doszło do mordu. Według jego zeznań, oskarżony prezentował kolegom jak poderżnął gardło starszemu mężczyźnie.

Ale inni koledzy z aresztu nie potwierdzili tych zeznań. - Słyszałem o Danielu A. Zawsze opowiadał, co to nie on, czego nie ma na wolności. To bajkopisarz, każdy miał o nim złe zdanie - mówił jeden z nich.

- Grzegorz? Bardzo spokojny, zamknięty w sobie. Opowiadał, że jakaś kobieta pomówiła go o morderstwo. On nie miał z tym nic wspólnego - dodawał drugi.

- Nigdy nie widziałem, by R. pokazywał, jak poderżnął komuś gardło - stwierdził trzeci.

Grzegorz R. słuchał tych zeznań ze spokojem. Nie oponował, nie zadawał żadnych pytań.

Ułożona 32-latka czy morderczyni?

32-letnia Monika A. na procesie sprawia niezwykle dobre wrażenie. Ułożone włosy, elegancka garsonka. Skończyła studia. Dziw bierze, że na każdą rozprawę wprowadzana jest w asyście uzbrojonych policjantów.

Zupełnie inny obraz Moniki A. przedstawił jej były mąż. - Ma charakter wredny, jest niezrównoważona i zdolna do wszystkiego - mówił na procesie.

Dodawał, że interesowały ją tylko pieniądze. Opowiadał też, że spotkał się z były kochankiem swojej żony. Mężczyzna zrezygnował z tej znajomości, bo nie chciał zostawić swojej rodziny. - Pytał mnie, czy Monika jest zdolna do spełniania swoich gróźb, bo takie kierowała wobec niego i jego rodziny. Mówiła, że może komuś odstrzelić łeb - opowiadał przejęty.

Zwłoki w walizce

Do zbrodni miało dojść w maju 2014 roku. Monika A. i Grzegorz R. mieli zabić 86-letniego Aleksandra P. w jednym z mieszkań na Sadybie. Para chciała przejąć kilka mieszkań, które starszy pan wynajmował ludziom w centrum miasta.

Zwabili Aleksandra P. pod pretekstem sprzedaży lokalu. Na miejscu starszy mężczyzna został ogłuszony uderzeniem butelki w głowę. Następnie poderżnięto mu gardło. Para zapakowała ciało staruszka do dużej walizki i wywiozła pożyczonym samochodem do wsi Wróblewo pod Płońskiem. Tam zakopali walizkę.

Po trzech tygodniach podejrzani postanowili przenieść ciało w inne miejsce. Zwłoki staruszka przewieziono do wsi Zaborowo pod Płońskiem. Tam para, w towarzystwie nastoletniej Oli, dziewczyny Grzegorza, spaliła ciało.

Za zabójstwo grozi im dożywocie.

Jakub Baliński/sk