TVN Meteo | Świat

Wybuch wulkanu na Wyspach Kanaryjskich. Relacja Polki: są ludzie, którzy zostali w spodenkach, bez pieniędzy

TVN Meteo | Świat

Autor:
dd
Źródło:
TVN24
Tak wygląda podwodne życie w rejonie delty lawy na La Palmie
Tak wygląda podwodne życie w rejonie delty lawy na La PalmieReuters/IEO-CSIC
wideo 2/20
Erupcja wulkan na La Palmie

Na Wyspach Kanaryjskich w niedzielę wybuchł wulkan Cumbre Vieja. Ewakuowano do tej pory pięć tysięcy osób, uszkodzone są domy. Ludzie nie wiedzieli, co mają robić, większość nie zdążyła się spakować - relacjonowała na antenie TVN24 pani Anna, turystka z Polski przebywająca na wyspie.

W niedzielę na wyspie La Palma wybuch wulkan Cumbre Vieja. Uszkodzonych zostało około stu domów, kilkadziesiąt zniszczono doszczętnie. Ewakuowano do tej pory około pięciu tysięcy osób, w tym 500 turystów, z gmin zagrożonych wybuchem wulkanu.

Czytaj więcej o zniszczeniach na wyspie.

Pani Anna, turystka z Polski, która przebywa po wschodniej stronie La Palmy, była gościem "Dnia na Żywo" w TVN24. W rozmowie telefonicznej przyznała, że z Santa Cruz, czyli z miejsca, gdzie obecnie przebywa, chmury dymu nie widać. Została ewakuowana z hotelu w Puerto Naos.

Erupcja wulkanu na La Palmie. Relacja Polki

- Część ludzi pojechała autokarem na wschód. Ja miałam to szczęście, że miałam samochód, więc przyjechałam z rodziną bezpośrednio tutaj. Znaleźliśmy sobie hotel na jedną noc, bo wszyscy dzisiaj stąd wylatujemy z powrotem do Polski. Wczoraj ewakuacja była chaotyczna, ludzie nie wiedzieli, co mają robić, większość nie zdążyła się spakować. Zostali w tym, co stali, w spodenkach czy klapkach - mówiła po godzinie 14 na antenie TVN24 pani Anna. - Na wschodzie wyspy jest spokój, nic się nie dzieje - dodała.

Jak przekazała Polka, połączenia lotnicze nie są wstrzymane, a komunikaty dotyczące bieżących wydarzeń są, ale w języku hiszpańskim.

- Ciężko się było porozumieć z policjantami, bo my w momencie, kiedy wybuchł wulkan, byliśmy po wschodniej stronie wyspy i nie wiedzieliśmy, czy mamy wracać do hotelu po rzeczy, czy nie. Rezydent też nic nie wiedział. Policja nas kierowała do Puerto de Tazacorte, nie chciała nas wpuścić tam, gdzie jest hotel. Jednak udało się nam bocznymi drogami tam dostać, żeby spakować rzeczy i zabrać. Tylko jak weszliśmy do hotelu, to była ewakuacja. Kto zdążył się spakować, to miał szczęście. Są ludzie, którzy zostali w spodenkach, bez pieniędzy, z innych krajów. Spotkałam Niemców, którzy zostali w samych spodenkach, źli, że nie było informacji - relacjonowała turystka.

Autor:dd

Źródło: TVN24