Lodowiec Thwaitesa dorównuje powierzchnią Florydzie. Ze względu na katastrofę, jaką wywołałoby jego zawalenie się, nazywany jest Lodowcem Zagłady (ang. Doomsday Glacier). Zawiera tyle wody, że gdyby trafiła ona do oceanów, ich poziom podniósłby się o ponad 60 centymetrów. Co więcej, Lodowiec Thwaitesa pełni funkcję "korka" podtrzymującego rozległą pokrywę lodową Antarktydy Zachodniej. Jego zniknięcie mogłoby ostatecznie doprowadzić do wzrostu poziomu oceanów o ponad trzy metry.
>>> CZYTAJ TEŻ: Wierzchołek Mont Blanc w ciągu roku stracił ponad metr wysokości
Glacjolodzy z Uniwersytetu Kalifornijskiego oraz Laboratorium Napędu Odrzutowego NASA (JPL) opracowali nowy model, który - ich zdaniem lepiej niż dotychczasowe - uwzględnia, co dzieje się pod Lodowcem Thwaitesa. Ustalenia badaczy, opisane w czasopiśmie "Nature Communications", nie są niestety optymistyczne. Topnienie lodowca do 2100 roku może podnieść poziom oceanów o 30 milimetrów, nawet bez dodatkowego globalnego ocieplenia. To dwa razy więcej, niż wcześniej sądzono.
Ciepła woda oceaniczna topi lód
Według badaczy szybkie cofanie się lodowca wynika z procesów zachodzących na jego linii gruntowania. To miejsce, w którym lód wyłania się z dna morskiego i swobodnie unosi się na powierzchni wody jako lodowiec szelfowy. Dotychczasowe modele zwykle przedstawiały linię gruntowania jako stosunkowo wąską granicę między lodem spoczywającym na podłożu a lodem unoszącym się na wodzie. Autorzy nowego badania podeszli do tego zagadnienia inaczej.
- Doszliśmy do wniosku, że pod największymi lodowcami kończącymi się w oceanach panuje inna sytuacja - powiedział Mattia Poinelli, główny autor badania, który podczas opracowywania modelu zajmował się nauką o systemie Ziemi na Uniwersytecie Kalifornijskim.
Analiza danych satelitarnych wykazała, że linia gruntowania pod Lodowcem Thwaitesa jest w rzeczywistości strefą, w niektórych miejscach szeroką na wiele kilometrów, gdzie woda morska bezustannie napływa i odpływa wraz z pływami, podnosząc i opuszczając grubą pokrywę lodową. Jak wyjaśnia Poinelli, pozwala to stosunkowo ciepłej wodzie oceanicznej przenikać głęboko pod pokrywę lodową i powodować intensywne topnienie.
Zagrożenie dla terenów przybrzeżnych
Choć może się wydawać, że podniesienie poziomu oceanów o 30 mm to niewiele, to byłoby ono znacznym zagrożeniem dla mieszkańców wielu terenów przybrzeżnych. Jak powiedział Eric Rignot, profesor nauk o systemie Ziemi na Uniwersytecie Kalifornijskim, wybrzeża byłyby przy takim scenariuszu znacznie bardziej narażone na powodzie w nadchodzących dekadach, niż przewidywano.
Eksperci, którzy nie uczestniczyli w badaniu, tacy jak Ted Scambos z Uniwersytetu Kolorado w Boulder, zauważają jednak, że potrzebne są kolejne analizy, by lepiej zrozumieć skutki topnienia w strefie gruntowania. Ważne jest zwłaszcza pozyskanie bezpośrednich danych z obszaru pod lodowcem. Rignot powiedział, że badacze planują udać się na Lodowiec Thwaitesa w 2028 roku, by je zdobyć.