USA "na łasce wydarzeń". Romney krytykuje Obamę


- Nasz kraj wydaje się znajdować na łasce wydarzeń, zamiast je kształtować - stwierdził Mitt Romney, szeroko krytykując politykę zagraniczną Baracka Obamy w artykule w "Wall Street Journal". Kandydat republikanów na prezydenta, wraz z wiceprezydentem, szczególnie skrytykowali politykę Obamy na Bliskim Wschodzie, nie mówiąc jednak, co zrobiliby inaczej.

W artykule w poniedziałkowym "WSJ" Romney zarzucił prezydentowi, że próbuje bagatelizować problemy krajów arabskich i muzułmańskich. Obwinił go też za słabnące wpływy USA w tym regionie.

Dryfujące USA

Romney przypomniał szereg problemów Bliskiego Wschodu, takich jak kryzys w Syrii, ataki na ambasady USA w krajach arabskich, zaostrzający się konflikt izraelsko-palestyński i brak postępów w próbach pokrzyżowania planów nuklearnych Iranu. Skrytykował wypowiedź Obamy, który nazwał te wydarzenia "wybojami na drodze".

- To poważne problemy, które zagrażają naszemu bezpieczeństwu. Mimo to nasz kraj wydaje się znajdować na łasce wydarzeń, zamiast je kształtować. Nie posuwamy ich w kierunku, który chroniłby nasz naród, lub naszych sojuszników - napisał Romney.

W artykule w "WSJ" Romney zaatakował politykę Obamy wobec arabskiej wiosny pisząc, że "potrzebujemy strategii na jej sukces". Nie zaproponował jednak alternatywy dla postępowania prezydenta.

Poszkodowany Izrael

Kandydat republikanów powtórzył też swoją krytykę polityki Obamy wobec Izraela. Wytknął mu niedawne sformułowanie, że kraj ten jest "jednym z naszych najbliższych sojuszników" na Bliskim Wschodzie. Według Romneya prezydent powinien był powiedzieć, że Izrael jest "najbliższym sojusznikiem". - To dyplomatyczny sygnał, który będzie jasno odebrany zarówno przez Izrael, jak i jego przeciwników - napisał Romney. Wypomniał mu wreszcie odmowę spotkania z izraelskim premierem Benjaminem Netanjahu w zeszłym tygodniu podczas sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku. W czasie tej sesji prezydent Obama nie spotkał się osobno z żadnym ze światowych przywódców; z Netanjahu rozmawiał przez telefon.

Słaba gospodarka szkodzi

Kandydat Republikanów zwrócił uwagę, że powolny wzrost gospodarki amerykańskiej - o co obwinia prezydenta - na dłuższą metę naraża na szwank bezpieczeństwo USA. Skrytykował też plany redukcji wojsk w wyniku "gier budżetowych uprawianych przez Biały Dom".

Zdaniem wielu ekspertów anemiczny wzrost gospodarki jest rezultatem szczególnie głębokiego kryzysu z 2008 roku. Za cięcia wydatków na armię odpowiadają również - jak uważają komentatorzy - republikanie w Kongresie, którzy forsują oszczędności budżetowe bez podwyższania podatków. Sypiące się USA? W niedzielę politykę międzynarodową Obamy zaatakował także republikański kandydat na wiceprezydenta Paul Ryan. Jego zdaniem reakcja administracji na demonstracje antyamerykańskie - m.in. w Libii, gdzie zginął ambasador USA - była zbyt powolna, niekonsekwentna i mało stanowcza. - Widzieliśmy w telewizji brzydkie owoce polityki zagranicznej Obamy. W Syrii zginęło już 20 tysięcy ludzi, Iran jest coraz bliżej zdobycia broni atomowej, a proces pokojowy na Bliskim Wschodzie leży w gruzach - powiedział kandydat republikanów w telewizji Fox News. Wybory prezydenckie odbędą się w USA 6 listopada.

Autor: mk\mtom / Źródło: PAP

Raporty: