Świat

Talibowie sprawdzają wytrzymałość Polaków

Świat

Aktualizacja:
TVN24Stanisław Koziej przestrzegał MON jeszcze przed wysłaniem żołnierzy do Afganistanu

Jednym z powodów wzmożonej aktywności wymierzonej w polskich żołnierzy w Afganistanie może być ich podporządkowanie oddziałom amerykańskim - komentuje generał brygady Stanisław Koziej.

Zdaniem generała, jednym z powodów ataków na polskich żołnierzy w Afganistanie może być dążenie do wywarcia nacisku, by Polska wycofała wojska z tego kraju. Pożądane byłoby przejęcie odpowiedzialności nad jednym rejonem i zastosowanie własnej taktyki, nastawionej na współpracę z cywilami

- Przychodzi tu na myśl przykład Hiszpanii - gdy toczyła się tam debata polityczna, sieć terrorystyczna skoncentrowała się na Hiszpanii, by zniechęcić ją do udziału w misji irackiej, co doprowadziło do wycofania kontyngentu. My jesteśmy w podobnej sytuacji, partie populistyczne głośno protestują przeciw udziałowi Polski w misji afgańskiej, terroryści mogą im dostarczać argumentów na rzecz takiej postawy - powiedział Koziej.

W ocenie gen. Kozieja, stratega i byłego wiceministra obrony, powodem większego narażenia na ataki może być też fakt, że polscy żołnierze są "porozrzucani" w oddziałach amerykańskich. - Na ich tle polskie pododdziały są niewątpliwie słabsze, gorzej wyposażone, mniej doświadczone, gorzej znają teren, są więc łatwiejszym celem ataków. Można oceniać, że przywódcy wojskowi przeciwnika będą nastawiać się na ataki sił polskich - uważa.

Gen. Koziej podał jeszcze inny możliwy powód ataków - komplikującą się sytuację na pograniczu afgańsko-pakistańskim, gdzie działa polski kontyngent.

Wskazał przy tym na trzy czynniki, które należy wziąć pod uwagę przy ustalaniu taktyki na miejscu w Afganistanie i strategii dalszego postępowania.

- Jednym ze sposobów może być próba skonsolidowania naszych rozproszonych sił w jedno zgrupowanie, odpowiedzialne za jeden rejon. Moglibyśmy wtedy zastosować taką taktykę, jaką uznamy za optymalną, stosując na przykład doświadczenia irackie, zwłaszcza współpracy z cywilami - uważa.

Takie działania pozwoliłyby - dodał Koziej - pozyskiwać informacje od miejscowej ludności, dałyby też sposobność przekonania jej, "że nie działamy jak strzelający z biodra kowboje, nie zważając na cywilów, jak Amerykanie".

- Problemem są coraz wyższe straty wśród ludności cywilnej spowodowane nalotami, przeciw którym protestował prezydent Amid Karzaj - przypomniał strateg.

Zaznaczył, że zatarła się różnica między amerykańską operacją Enduring Freedom a prowadzoną przez NATO misją ISAF.

- Do 2003 roku można było te siły odróżniać, gdy Amerykanie prowadzili operacje bojowe, a ISAF koncentrowały się na współpracy cywilno-wojskowej. Odkąd siły ISAF przejęły odpowiedzialność za cały Afganistan, bombardowania niczym się nie różnią od amerykańskich - wyjaśnił.

Generał powtórzył opinię, że wysłanie licznego kontyngentu bez nakładania na niego ograniczeń co do sposobu użycia było błędem i nie zachęciło innych sojuszników do podobnego zaangażowania. Podkreślił, że Afganistan potrzebuje rozwiązania nie wojskowego, lecz promocji innego modelu życia, do czego nie nadaje się NATO, a co powinno być zadaniem ONZ i jest pracą na pokolenia.

- Mylą się ci, którzy mówią, że Afganistan to egzamin wojskowy. Zbrojnie w Afganistanie wygrać się nie da. Jeżeli chcemy go utrzymać, potrzebne są pieniądze, inwestycje - dodał Koziej. Zadanie dla wojska dostrzega w izolowaniu Afganistanu, by "zagrożenia nie wydostały się na zewnątrz".

Polska wysłała do Afganistanu ponad 1000 żołnierzy. Ich zadaniem jest ochrona projektów odbudowy, zapewnienie bezpieczeństwa oraz szkolenie afgańskich żołnierzy i policjantów. Polskie wojska stacjonują w Kabulu, Bagram, Mazar-i-Szarif, prowincjach Ghazni i Paktika oraz w Kandaharze. Ostatnio doszło do kilku ataków na polskie konwoje i bazy, gdzie stacjonują polscy żołnierze.

We wtorek w Afganistanie zginął polski żołnierz: gdy ostrzelany polski konwój się zatrzymał, żołnierze opuścili pojazdy - w wymianie ognia śmiertelnie ranny został ppor. Łukasz Kurowski

tan

Źródło: PAP, APTN

Źródło zdjęcia głównego: TVN24