Pierwsza debata dla Romneya. "To on był w ofensywie"

Aktualizacja:

Pierwsze bezpośrednie starcie za Barackiem Obamą i Mittem Romneyem. W Denver debatowano o polityce wewnętrznej. Nie ma wątpliwości, że wygrał kandydat republikanów. - To on był w ofensywie przez 90 minut tego spotkania - ocenił Reuters. Podobnie uważa większość komentatorów i telewidzów w USA. Kolejna debata 16 października.

1,5-godzinną debatę w Denver prowadził nestor amerykańskiego dziennikarstwa Jim Lehrer z telewizji publicznej PBS, który już dwunasty raz moderował potyczkę kandydatów do najwyższego urzędu w USA.

Zanim debata rozgorzała na dobre, Romney pogratulował konkurentowi 20. rocznicy ślubu i błysnął poczuciem humoru. - To najbardziej romantyczne miejsce, w jakim dziś mógłby pan być - rzucił.

Zaskoczony Obama tylko się zaśmiał, a lider republikanów przeszedł do ofensywy.

Niewłaściwa odpowiedź dla Ameryki

Zaatakował Obamę, drwiąc z jego polityki ekonomicznej, która - jego zdaniem - poniosła fiasko i doprowadziła do wzrostu bezrobocia (obecnie wynosi ponad 8 proc.).

- Obawiam się, że jesteśmy na ścieżce, która nie przynosi efektów. Prezydent reprezentuje pogląd bardzo podobny do tego, który przedstawiał cztery lata temu ubiegając się o urząd. Że wydając więcej, nakładając wyższe podatki, nakładając więcej regulacji rządowe inwestycje przyniosą skutek. To nie jest właściwa odpowiedź dla Ameryki - podkreślił wyraźnie usatysfakcjonowany.

Republikanin bezustannie atakował dorobek rządów prezydenta, obwiniając go nie tylko za podwojenie deficytu budżetowego, ale również za powolny wzrost ekonomiczny po recesji i niepotrzebne dotowanie firm "zielonej" gospodarki, które zbankrutowały.

Krytykował reformę ochrony zdrowia nakładającą zbyt wielkie ciężary na drobne firmy.

Deficyt: problem moralny - Deficyt budżetowy to problem nie tylko ekonomiczny, ale i moralny - ocenił kandydat republikanów, podkreślając, że długi dziś zaciągane będą musiały spłacać przyszłe pokolenia.

- Prezydent powiedział, że zmniejszy deficyt, a tymczasem doprowadził do jego podwojenia - oświadczył Romney.

Romney przedstawił przy okazji liczący pięć punktów plan naprawy amerykańskiej gospodarki.

Obama ratował się Bushem

Urzędujący prezydent ratował się jak mógł. Przypomniał, kto był jego poprzednikiem i po kim odziedziczył wysoki deficyt.

- Kiedy wszedłem do Gabinetu Owalnego czekał na mnie deficyt. I wiemy, skąd pochodził - odpierał ataki, mając na myśli George'a W. Busha który obniżył podatki, chociaż wojny w Iraku i Afganistanie kosztowały miliardy dolarów.

Zmniejszyć deficyt, przyspieszyć wzrost Romney tłumaczył jak sam zamierza zmniejszyć deficyt i przyspieszyć wzrost gospodarki - przez obniżenie podatków, zwłaszcza od korporacji, oraz redukcje wydatków rządowych. Zaznaczył jednak, że za jego rządów nie będzie cięć wydatków na oświatę i zbrojenia.

Obama ripostował, że plan podatkowy Romneya spowoduje ogólne zmniejszenie dochodów państwa o 5 bilionów dolarów w ciągu najbliższych lat. Romney temu zaprzeczył. Negował także twierdzenie prezydenta, że jego program sprzyja szczególnie najzamożniejszym Amerykanom. - Nie zamierzam wcale zmniejszyć obciążenia podatkowego najbogatszych obywateli - zapewnił. Obama - dodał - podwyższa podatki "nie tylko od Donalda Trumpa, a to likwiduje miejsca pracy".

Atak za "zielone" firmy Kandydat GOP wypomniał następnie Obamie popieranie wielomiliardowych dotacji budżetowych dla firm produkujących alternatywne źródła energii, jak słoneczna i wiatrowa. - Zapewnił pan ulgi podatkowe wartości 90 miliardów dolarów dla takich firm jak Solyndra i Tesla, które okazały się przegranymi - powiedział. Solyndra, przedsiębiorstwo wytwarzające energię słoneczną, zbankrutowało, a Tesla Motors, producent luksusowych samochodów elektrycznych, ma ogromne trudności na rynku. Obama bronił subsydiów dla "zielonych" firm jako "inwestycji w przyszłość", podobnych do inwestycji w edukację.

Polityka nieprzyjazna dla biznesu

Romney krytykował też przeforsowaną w Kongresie przez Biały Dom reformę ochrony zdrowia, gdyż - jego zdaniem - nakłada ona zbyt wielkie obciążenia na drobne firmy, zmuszając je do ubezpieczenia pracowników. Zarzucił prezydentowi, że przez pierwsze dwa lata swej kadencji koncentrował się na tej reformie, zamiast na pobudzaniu gospodarki do szybszego wzrostu. Obama przypomniał, że reforma zagwarantuje ubezpieczenia medyczne wszystkim Amerykanom. Romney replikował, że uchwalono ją tylko głosami demokratów, chociaż ponad połowa społeczeństwa jej nie chce. Republikański kandydat scharakteryzował też politykę ekonomiczną prezydenta jako nieprzyjazną dla biznesu za sprawą zwiększania regulacji rządowych. Zapowiedział, że doprowadzi do odwołania uchwalonej z inicjatywy prezydenta ustawy Dodda-Franka, która zaostrzyła regulacje banków.

Pierwsze komentarze po debacie są bardziej przychylne dla byłego gubernatora stanu Massachusetts.

Ostatnie szanse Romneya Przed debatą w Denver i pozostałymi dwiema debatami telewizyjnymi (16 i 22 października, dotyczyć będą polityki zewnętrznej i wewnętrznej) panowało przekonanie, że są one praktycznie ostatnią szansą dla Romneya, aby wygrać wybory 6 listopada. Według ostatniego przedwyborczego sondażu, przeprowadzonego przez "Wall Street Journal" i telewizję NBC News, gdyby wybory odbyły się w środę, na Obamę głosowałoby 49 proc. Amerykanów, a na jego kontrkandydata 46 proc. Przewaga prezydenta stopniała o 2 pkt proc. w porównaniu z poprzednim sondażem i mieści się w granicach błędu statystycznego. Nadal jednak prowadzi on w kluczowych stanach, które rozstrzygną o końcowym wyniku, gdyż szanse obu kandydatów są tam wyrównane. Chodzi tu przede wszystkim o Ohio, Florydę i Kolorado.

Autor: twis,jak//gak / Źródło: reuters, pap

Tagi:
Raporty: