TVN24 | Świat

"Kiedy ludzie mówią o spadku i postępie, to wszystko jest prawdą. Prawdą jest również, że wczoraj 232 osoby zmarły"

TVN24 | Świat

Autor:
asty//dap
Źródło:
PAP

Gubernator Nowego Jorku Andrew Cuomo powiedział w środę, że w ciągu ostatniej doby w stanie z powodu koronowirusa zmarły 232 osoby, o dwie więcej niż dzień wcześniej. - Większość nowych pacjentów w szpitalach rekrutowało się spośród emerytów i bezrobotnych - powiadomił gubernator.

- Kiedy ludzie mówią o tym, jak sytuacja jest dobra, o spadku i postępie, to wszystko jest prawdą. Prawdą jest również, że wczoraj 232 osoby zmarły – podkreślił gubernator stanu Nowy Jork Andrew Cuomo.

Ostrzegł, że łączna liczba ofiar śmiertelnych może być większa. Niekoniecznie wszystkie zgony w domach na COVID-19 są udokumentowane. Niektórzy ludzie mogli też umrzeć wcześniej, niż to zgłoszono. Przyznając, że całkowity odsetek hospitalizacji ponownie spadł, gubernator nazwał go "boleśnie powolnym".

OGLĄDAJ TVN24 W INTERNECIE NA TVN24 GO >>>

"Czy oni pracowali? Nie. Byli na emeryturze lub byli bezrobotni"

Do szpitali trafia codziennie około 600 zakażonych. - Skąd pochodzą te nowe przypadki, chociaż zrobiliśmy wszystko, pozamykaliśmy co było można. W jaki sposób wciąż generujesz 600 nowych przypadków każdego dnia? – zastanawiał się gubernator. Zaszokowany był wstępnymi ustaleniami trzydniowego sondażu, w którym przeanalizowano 113 szpitali, uzyskując ponad 1200 odpowiedzi.  Z ankiety wynika, że wśród nowych chorych z powodu SARS-CoV-2 większość (66 procent) to osoby, które nie pracowały, lecz przebywały w domu, zachowując dystans społeczny.

- 18 procent osób pochodziło z domów opieki nad osobami starszymi, mniej niż 1 procent z więzień lub aresztów, 2 procent z populacji bezdomnych, 2 procent z innych rezydencji dla starszych, ale 66 procent osób przebywało w domach. Jest to dla nas szokujące - przyznał Andrew Cuomo podczas codziennej konferencji prasowej.

Wyraził zdumienie, że prawie 84 procent pacjentów stanowili ludzie, którzy nie dojeżdżali do pracy, korzystając z taksówek, Ubera, itp., samochodów osobowych, transportu publicznego lub przychodzili pieszo. Większość hospitalizowanych to osoby na emeryturze lub bezrobotne. Około 73 procent stanowili ludzie w wieku powyżej 51 lat. - 84 procent dosłownie przebywało w domu. Czy oni pracowali? Nie. Byli na emeryturze lub byli bezrobotni - zaznaczył gubernator.

Powołując się na badanie, wyszczególnił, że przyjęci do szpitali pochodzą głównie z południowej części stanu, miasta Nowy Jork lub jego okolic. Nie są zatrudnieni, nie podróżują ani nie są niezbędnymi dla funkcjonowania stanu pracownikami. Należą w przeważającej mierze do mniejszości, w tym prawie połowa to Afroamerykanie lub Latynosi.

"Wiele sprowadza się do tego, co robisz, aby się chronić"

- Myśleliśmy, że może większy odsetek stanowić będą niezbędni pracownicy, którzy zachorowali w pracy. Że mogą to być pielęgniarki, lekarze, pracownicy tranzytowi. Tak nie jest – tłumaczył Andrew Cuomo. W jego opinii rezultaty sondażu wskazują na znaczenie zachowania podstawowych środków ostrożności.

- Wiele sprowadza się do tego, co robisz, aby się chronić. Wszystko jest zamknięte, władze zrobiły wszystko, co mogły, społeczeństwo zrobiło wszystko, co w jego mocy, teraz to zależy od ciebie. Nosisz maskę? Używasz środków do dezynfekcji rąk? Jeśli odwiedzają cię młodsi ludzie, mogą być mniej ostrożni, jeśli idzie o dystans społeczny, czy trzymasz się z dala od osób starszych? – zadawał w trakcie briefingu pytania gubernator.

W odniesieniu do gospodarki odnotował dziesiątki zakażeń w okolicach farm-szklarni w hrabstwach Madison i Oneida. Jego zdaniem powinno to służyć jako przestroga przed dużymi zgromadzeniami.

- Tu nie chodzi o drób, nie chodzi o mięso, nie chodzi o warzywa. Dzieje się tak kiedy prowadzisz zakład z dużą liczbą pracowników w zagęszczonym otoczeniu – przekonywał Cuomo, zapowiadając otwieranie w pierwszej kolejności firm najbardziej istotnych i stwarzających najniższe ryzyko rozprzestrzeniania COVID-19.

Znów ponad 2 tys. zgonów

W USA odnotowano w ciągu minionej doby 2073 zgony osób zakażonych koronawirusem; to drugi dzień z rzędu, gdy bilans wzrasta o ponad 2 tys. - wynika z danych Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa w Baltimore. Od początku epidemii zmarło już 73 095 Amerykanów.

W Stanach Zjednoczonych przeprowadzono dotychczas też ponad 1 mln 228 tys. testów na obecność koronawirusa z wynikiem pozytywnym. W ciągu minionych 24 godzin liczba ta zwiększyła się o ok. 25 tys.

Najnowsze dobowe dane obejmują 24 godziny od godz. 2.30 czasu polskiego w nocy z wtorku na środę.

W poprzednim bilansie odnotowano 2333 zgony, a w jeszcze wcześniejszym 1015. Ten ostatni był najniższym 24-godzinnym przyrostem od miesiąca.

Autor:asty//dap

Źródło: PAP

Tagi:
Raporty: