Nieudolny szturm, strzały, zakładnicy. Były prezydent oddał się w ręce władz

TVN24

Aktualizacja:

Po wielogodzinnych negocjacjach były prezydent Kirgistanu Ałmazbek Atambajew oddał się w ręce funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa. Wcześniej oddział specjalny przypuścił nieudolny szturm na rezydencję Atambajewa. Jego zwolennicy, na czele z nim samym, odparli ten atak i wzięli zakładników. Celem akcji było zatrzymanie i doprowadzenie na przesłuchanie byłej głowy państwa, pozbawionej wcześniej immunitetu. Nad Atambajewem ciążą zarzuty korupcyjne.

"Atambajew postanowił się poddać" - podała w pilnej depeszy kirgiska agencja kg_24. "Negocjacje trwały długo. Ałmazbeka Atambajewa wywieźli z terytorium rezydencji funkcjonariusze sił bezpieczeństwa" - dodała.

W operacji brało udział kilkuset funkcjonariuszy MSW. Dowodził nią szef resortu Kaszkar Dżunuszalijew.

Wcześniej, w związku z trudną sytuacją na przedmieściach Biszkeku, kirgistański parlament zawnioskował o ogłoszenie w kraju stanu wyjątkowego.

Zanim Atambajew postanowił oddać się w ręce funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa, jego sztab poinformował, że jednostkom specjalnym udało się przedostać w czwartek na teren rezydencji byłego prezydenta.

Na miejscu było słychać strzały - informowali korespondenci Radia Swoboda.

Pierwszy szturm. Zabity i wielu rannych

Pierwszy szturm na rezydencję Ałzambeka Atambajewa w wiosce Koj Tasz w pobliżu Biszkeku oddział specjalny Alfa Państwowego Komitetu Bezpieczeństwa Narodowego przeprowadził w środę wieczorem. Atambajew nie był tam sam. W okolicy domu znajdowało się około pół tysiąca jego zwolenników.

Kiedy funkcjonariusze próbowali ich rozpędzić, ci odpowiedzieli ogniem. W wyniku starć, jak podają kirgiskie media, zostało rannych ponad 50 osób, w większości funkcjonariuszy Alfy.

"Jeden z nich zmarł z powodu rany postrzałowej" - poinformowała w czwartek kirgiska agencja 24_kg.

Były prezydent też "strzelał"

Zwolennicy byłego prezydenta nie tylko odparli atak, wzięli też sześciu zakładników.

- Ich życie nie jest zagrożone, nikt ich nie bije - zapewniał były szef administracji Atambajewa Farid Nijazow, cytowany przez 24_kg. Później poinformował, że zatrzymani funkcjonariusze zostali uwolnieni.

Atambajew, na zwołanej w czwartek konferencji, oświadczył dziennikarzom, że sam osobiście także uczestniczył w odparciu szturmu, strzelał do funkcjonariuszy, ale celował tak, by w nich "nie trafić".

- Broń miałem tylko ja. Kiedy chłopcy (funkcjonariusze - red.), wdarli się na trzecie piętro (rezydencji - red.), strzeliłem pięć, sześć razy w powietrze - oznajmił były prezydent. Zaapelował, by nie obarczać winą jego zwolenników. Powiedział, że broń, którą w czasie szturmu zdobyli jego stronnicy, została zebrana i złożona w pomieszczeniu na trzecim piętrze jego domu. Kirgiskie media informowały, że w czasie odbicia ataku sympatycy Atambajewa przejęli 40 sztuk broni palnej, 15 pistoletów i ponad dwa tysiące sztuk amunicji.

W czasie konferencji były prezydent zaapelował do swoich zwolenników, by wzięli udział w czwartkowym wiecu w Biszkeku. Zażądał dymisji obecnego prezydenta Kirgizji Suronbaja Dżinbekowa, odpowiedzialnego - jak stwierdził - za "krew zmarłego i rannych funkcjonariuszy".

Ałzambek Atambajew był prezydentem Kirgistanu w latach 2011-2017 kremlin.ru

Deputowani parlamentu zwołali w środę nadzwyczajne posiedzenie w związku z wydarzeniami w Koj Tasz. Wzmocnione zostały także środki bezpieczeństwa w administracji prezydenckiej. "Przed wszystkimi bramami prowadzącymi do tego gmachu pojawiły się betonowe bloki. Wjazd został zablokowany" - podała agencja 24_kg. W czasie posiedzenia parlamentu szef Państwowego Komitetu Bezpieczeństwa Narodowego Orozbek Opumbajew ogłosił, że jest gotów podać się do dymisji w związku z wydarzeniami w Koj Tasz. - Dom Atambajewa został zamieniony w fortecę. Jego zwolennicy stawiali opór przy użyciu broni palnej, kamieni, kijów, armatury. Funkcjonariusze nie byli na to przygotowani - tłumaczył niepowodzenie środowej akcji. Przypomniał, że szturm nie był "operacją wojskową". Celem - jak stwierdził Opumbajew - było zatrzymanie i doprowadzenie na przesłuchanie byłego prezydenta.

Pozbawiony immunitetu i oskarżony o korupcję

Atambajew był prezydentem sześciomilionowego Kirgistanu, położonego w Azji Środkowej, w latach 2011-2017. W kwietniu bieżącego roku specjalnie powołana komisja w parlamencie wysunęła przeciwko niemu szereg zarzutów, w tym dotyczących nadużycia władzy.

W czerwcu były prezydent został pozbawiony przez parlament immunitetu, a prokuratura oskarżyła go o korupcję. Atambajew odrzuca oskarżenia. Twierdzi, że są motywowane politycznie. Trzykrotnie odmawiał stawienia się na przesłuchanie.

W wyborach prezydenckich w 2017 roku Atambajew poparł Suronbaja Dżinbekowa, jednak później wybuchł między nimi konflikt.

Wydarzenia w Kirgistanie są uważnie obserwowane przez Rosję (w Kant na północy Kirgistanu stacjonuje baza wojsk rosyjskich - red.). - Wzywamy strony konfliktu w Kirgistanie do powściągliwości - oświadczył Siergiej Naryszkin, szef rosyjskiej Służby Wywiadu Zagranicznego. - Oczywiście martwimy się o los tego kraju, o los naszego braterskiego narodu - dodał, cytowany przez agencję RIA Nowosti.

Dom byłego prezydenta Kirgistanu znajduje się w wiosce pod stolicą, BiszkekiemGoogle Maps

Autor: tas/adso / Źródło: 24_kg, Radio Swoboda, RIA Nowosti, PAP