Świat

"Francuscy bandyci będą sądzeni w Czadzie"

Świat

Aktualizacja:

Czad zamierza u siebie sądzić 10 Europejczyków oskarżonych o próbę porwania 103 darfurskich dzieci. - Kiedy nasi kryminaliści są aresztowani w waszych krajach, nie przywozi się ich tutaj - tłumaczy prezydent Czadu. Wcześniej prezydent Nicloas Sarkozy apelował by oskarżeni stanęli przed wymiarem sprawiedliwości we Francji.

- Jest absolutnie jasne, że przestępstwa popełniono w Czadzie. Dlatego ci bandyci muszą być sądzeni i skazani tutaj - powiedział minister spraw wewnętrznych Czadu Ahmat Mahamat Bachir. - Muszą także tutaj odbyć karę: niech posmakują naszych więzień - dodał.

- Kiedy nasi kryminaliści są aresztowani w waszych krajach, nie przywozi się ich tutaj. Bądźmy poważni, ci oskarżeni powinni być sądzeni w Czadzie - podsumował Bachir.

Następstwem akcji "Arche de Zoe" jest zaostrzenie wymagań stawianych przez Czad działającym na terenie kraju organizacjom pozarządowym. - Od teraz będziemy wymagać szczegółowych, comiesięcznych raportów dotyczących ich działań. Zaufanie nie wyklucza kontroli - powiedział minister spraw wewnętrznych Czadu.

ONZ potępia "Arche de Zoe" - Zdecydowanie potępiam działania organizacji, która starała się wywieźć dzieci z Czadu - powiedziała główna przedstawicielka Narodów Zjednoczonych ds. pomocy humanitarnej w Czadzie.

- Takie działania są sprzeczne z prawem międzynarodowym i standardami ruchu na rzecz dzieci, a także gwałci humanitarne zasady, które wyznają Narody Zjednoczone - dodała Ameera Haq.

Haq powiedziała też, że w Sudanie i Czadzie ONZ oraz inne organizacje skutecznie odpowiadają na potrzeby ludności. - Musimy współpracować z partnerami w rządzie i upewnić się, że poprawa dotycząca ochrony praw dzieci, zdrowia i edukacji nie zostanie zaprzepaszczona przez działania jednej organizacji - zaznaczyła przedstawicielka ONZ.

Sprawa "porwania" darfurskich dzieci

Dwa tygodnie temu pracownicy organizacji charytatywnej "Arche de Zoe" zostali zatrzymani, gdy chcieli wywieźć z Czadu 103 dzieci w wieku 1-10 lat: 21 dziewczynek i 83 chłopców z sudańskiego Darfuru. Te ofiary wojny domowej miały polecieć do Europy, a później trafić do rodzin we Francji i Belgii.

Organizacja utrzymywała, że są to sieroty, jednak wydany kilka dni temu przez Czerwony Krzyż i ONZ raport stwierdził, iż większość z nich ma przynajmniej jednego rodzica lub bliskiego członka rodziny. Oburzenie wywołały także doniesienia, że francuskie i belgijskie rodziny miały zapłacić organizacji po kilka tysięcy euro za możliwość zaadoptowania dzieci.

Dwa dni temu, dzięki mediacji prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy'ego, udało się uwolnić siedem osób. Są to trzej dziennikarze towarzyszący pracownikom francuskiej organizacji oraz cztery hiszpańskie setwardessy. Wszyscy zostali zatrzymani przez władze Czadu pod zarzutem współudziału w przestępstwach dokonanych przez członków "Arche de Zoe".

W areszcie w stolicy Czadu Ndżamenie wciąż przebywa dziesięciu Europejczyków, których oskarżono o próbę uprowadzenia darfurskich dzieci.

Źródło: Reuters, TVN24