20. rocznica masakry w Srebrenicy

Aktualizacja:
Srebrenica. Baza i tereny wokół bazy Potoczari
Srebrenica. Baza i tereny wokół bazy Potoczari
Archiwum Reuters
Muzułmanie szukali schronienia w bazie wojsk ONZ w enklawie Srebrenicy. Tysiące z nich znalazły tam tylko śmierćArchiwum Reuters

Serbskie oddziały paramilitarne przejęły kontrolę nad Srebrenicą w kwietniu 1992 r. - Padły pierwsze strzały. Serbowie zajęli posterunki policji, kazali muzułmanom oddać broń - opowiada 70-letnia Kada Hotić, która trzy lata później podczas masakry straciła 56 członków rodziny. Mija dwudziesta rocznica najgorszego ludobójstwa w Europie po zakończeniu II wojny światowej, która mogła pochłonąć ponad dziesięć tysięcy ofiar.

Kilka tygodni po zajęciu miasta, w maju spalono wszystkie muzułmańskie domy i mieszkańcy musieli ukrywać się w lesie. W Srebrenicy zostało około 30 osób. - Wszyscy zostali zabici przed posterunkiem policji. A ośmiu niepełnosprawnych spalono żywcem. To były pierwsze ofiary w Srebrenicy - opowiada Hotić.

Początek dramatu

Siły bośniackie odbiły miasto w maju, a we wrześniu zostało ono połączone z sąsiednią Żepą. W styczniu 1993 r. siły bośniackich Serbów rozpoczęły kontrofensywę, by odzyskać tereny wokół miasta. Po miesiącach walk połączenie z Żepą zostało zerwane. - Do Srebrenicy zaczęli przybywać ludzie z okolicznych wsi i miast, którzy uciekali przed wrogiem. W centrum, w którym wcześniej mieszkało 5 tys. ludzi, nagle było ich 60 tys. - wspomina Kada.

Miasto przypominało obóz koncentracyjny z punktami kontrolnymi wokół. Brakowało jedzenia. - Byliśmy głodni i nawet podczas bombardowań chodziliśmy do pobliskich wsi w poszukiwaniu pożywienia. Głód jest gorszy od tego, że ktoś do ciebie strzela - twierdzi Hotić i wspomina, jak podczas jednej z ryzykownych wypraw udało jej się zdobyć 60 kg mąki.

W marcu 1993 r. rozpoczęły się zrzuty paczek z żywnością z samolotów. Był to jedyny sposób dostaw, bo Serbowie blokowali drogi i nie przepuszczali transportów. - Teraz co noc polowaliśmy na te pakunki. Nigdy nie wiedzieliśmy, gdzie zostaną zrzucone - wspomina Kada.

W jej domu nie było schronu i rodzina wciąż zmieniała miejsce pobytu. - Ze strachu przed bombardowaniem zawsze spałam w ubraniu - wyznaje.

Relacja mężczyzny, który cudem uniknął masakry

Złudna nadzieja od ONZ

Wiosną 1993 r. Srebrenicę odwiedził francuski gen. Philippe Morillon. Gdy ogłosił, że miasto zostanie zdemilitaryzowane, kobiety z wdzięczności obiecały, że nazwą jedną z ulic jego imieniem. - Naprawdę miałyśmy nadzieję, że ocalejemy - mówi Kada.

W kwietniu ONZ uznała Srebrenicę za „strefę bezpieczeństwa” i nakazała obu stronom wycofanie się z miasta i okolic. Wkrótce pojawili się żołnierze ONZ. Grupy błękitnych hełmów przebywały tam rotacyjnie po pół roku. W jednej nie było więcej niż 600 żołnierzy i byli słabo uzbrojeni. Główna baza ONZ mieściła się w Potoczari, pięć kilometrów od Srebrenicy.

W końcu można było dostarczać żywność drogą lądową, ale za kierownicami ciężarówek zasiedli Serbowie. - Mieli czapki z serbskimi nacjonalistycznymi znaczkami. Chcieli nas w ten sposób sprowokować - wspomina Kada.

Lasy Srebrenicy. Muzułmanie pojmani przez Serbów
Lasy Srebrenicy. Muzułmanie pojmani przez SerbówArchiwum Reuters

Holendrzy ustępują przed Serbami

W styczniu 1995 r. w Srebrenicy zaczął stacjonować batalion z Holandii. Kada krytycznie wspomina holenderskich żołnierzy. Pamięta, jak marnowali jedzenie, a resztki wyrzucali za miastem, żeby mieszkańcom było trudniej je zdobyć. - Po te resztki wysyłaliśmy młodych. Holendrzy robili zdjęcia i naśmiewali się z nich, wydawało im się to bardzo zabawne - mówi.

11 lipca 1995 r. siły bośniackich Serbów, wbrew wcześniejszym porozumieniom, wkroczyły do Srebrenicy i zajęły muzułmańską enklawę. Obawiając się o życie tysiące ludzi ruszyły w kierunku bazy ONZ w Potoczari, gdzie schronienie znalazły około trzy tysiące z nich. Przed bazą koczowało kolejne kilkadziesiąt tysięcy. 12 lipca zjawił się tam gen. Ratko Mladić ze swymi serbskimi oddziałami. Uzbrojeni tylko w lekką broń Holendrzy ustąpili bez walki, bo dowództwo misji wojskowej ONZ odmówiło wsparcia i zbombardowania Serbów. Muzułmanie zostali na łasce serbskich nacjonalistów.

- Spędziłam w bazie dwie noce. Jeśli miałabym zapisać wszystko, co tam widziałam, papieru by nie starczyło. Ludzie płakali lub błagali żołnierzy, by nie zabierali ich dzieci, bo wiedzieli, co je czeka - relacjonuje Kada.

Chłopców zabijano, a dziewczęta były gwałcone - opowiada. - Niektóre z tych dzieci wracały, inne nie - dodaje.

Relacje z dramatu bezbronnych muzułmanów pozostawionych na pastwę Serbów

Ludobójstwo

W następnych dniach „zdolni do służby wojskowej” muzułmańscy mężczyźni i chłopcy byli oddzielani od kobiet, czemu biernie przyglądali się Holendrzy. Muzułmanów przetrzymywano w nieludzkich warunkach w odizolowanych miejscach, m.in. w budynku zwanym "White house", gdzie byli torturowani, a potem mordowani. - Ta dolina życia, gdzie ludzie wcześniej uprawiali ziemię i pracowali, nagle zamieniła się w dolinę śmierci - ubolewa Kada.

ONZ-owscy wojskowi wydali nawet tych Bośniaków, którzy schronili się w Potoczari przed wywózką, bo Holendrzy byli przekonani, że wyjazd jest dla Muzułmanów jedynym wyjściem. - ONZ tylko pomogło Serbom w tej zbrodni, gromadząc ludzi w jednym miejscu - uważa Kada.

Uchodźcy mieli być wywiezieni autobusami na obszar kontrolowany przez armię bośniacką. - W tych autobusach jedna z kobiet urodziła dziecko. Chwycił je serbski żołnierz i udusił gołymi rękami. Milczeliśmy. Wszyscy się już poddaliśmy. Nie czułam nic, żadnego strachu, nadziei. Byliśmy pewni, że idziemy na śmierć - opowiada 70-latka.

Gdy Kada wchodziła do autobusu, żołnierze zabrali jej męża. Wcześniej zaginęli jej dwaj bracia. Syna, 29-letniego Samira, po raz ostatni widziała na stacji benzynowej w Srebrenicy. - Panował chaos. Chwilę wcześniej wybuchły trzy pociski, ktoś zginął. Nie mogłam nawet przytulić syna - mówi. Jedynym pocieszeniem jest to, że po wojnie znaleziono dwie kości Samira, więc Kada może odwiedzać grób syna w Potoczari, gdzie znajduje się największy cmentarz ofiar masakry w Srebrenicy.

Ekshumacje zwłok w Srebrenicy po wojnie w Bośni
Ekshumacje zwłok w Srebrenicy po wojnie w BośniArchiwum Reuters

10 tysięcy osób zniknęło, znaleziono szczątki 6,4 tysiąca

Z danych organizacji „Matek z enklaw Srebrenica i Żepa” zebranych na podstawie rozmów z ocalałymi, wynika, że w ludobójstwie zginęło 10 701 osób, w tym 1400 dzieci. Dotychczas zidentyfikowano i pochowano szczątki ponad 6,4 tys. ofiar, znalezione w zbiorowych grobach.

Na początku działalności stowarzyszenie przede wszystkim szukało zaginionych. - Po wojnie nikt nie był w stanie powiedzieć nam, gdzie są nasi mężowie i synowie. Powołałyśmy stowarzyszenie, by znaleźć odpowiedź. Wybrałyśmy miejsca pochówku, zeznawałyśmy w Hadze przed ONZ-owskim trybunałem. Szukamy sprawiedliwości - podkreśla.

Matki ze Srebrenicy zajmują się też edukacją sierot i pomagają tym, którzy w ludobójstwie stracili bliskich.

- Teraz żyję wszystkim na złość. Nic nie jest w stanie mnie zabić: papierosy, rak piersi, wiek, zapalenie stawów - wymienia.

Kada bywa w Srebrenicy, teraz zamieszkanej głównie przez Serbów, średnio raz w tygodniu. - Jeżdżę tam, by rozmawiać z ludźmi. Oni udają, że są dla mnie mili, ja robię to samo. Wszyscy udajemy, nikt nikomu nie ufa - zauważa. 70-letnia kobieta ma nadzieję, że jej wnuki będą dorastały w lepszej Bośni.

- Przykro mi, że tej opowieści nie słucha się z przyjemnością, ale to nie moja wina. Opowiedziałam te historię tysiąc razy i będę ją opowiadać aż do śmierci - kończy.

Uchodźcy w enklawie Srebrenicy w 1995 r.
Uchodźcy w enklawie Srebrenicy w 1995 r.Archiwum Reuters

Powolna sprawiedliwość

Zbrodnia w Srebrenicy przyspieszyła koniec wojny w BiH. Po masakrze lotnictwo NATO dokonało ciężkich nalotów na pozycje Serbów bośniackich, a po ich zakończeniu do Bośni wkroczyła armia chorwacka, która wraz z siłami muzułmańskimi i wojskiem bośniackich Chorwatów rozbiła Serbów.

ONZ-owski trybunał ds. zbrodni wojennych w b. Jugosławii i Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości w Hadze, główny organ sądowy ONZ, uznały masakrę w Srebrenicy za ludobójstwo. Z takim określeniem nie zgadzają się bośniaccy Serbowie ani Serbia, której Rosja jest sojusznikiem.

Dowódca oddziałów serbskich zajmujących Srebrenicę, Ratko Mladić, został zatrzymany dopiero w 2011 roku. Przez ponad dekadę ukrywał się w Serbii, choć początkowo miał nawet nie próbować się maskować. Wielu Serbów uważa go za bohatera. Teraz odpowiada przed trybunałem w Hadze. Równolegle toczy się proces Radovana Karadzica, prezydenta Serbskiej Republiki Bośni i Hercegowiny, który był formalnie najwyższym przełożonym Mladicia.

Źródło zdjęcia głównego: Reuters/Wikimedia Commons