Duża agencja zapaliła żółte światło dla Polski. "Celem jest mobilizowanie rządu do działań"

Z kraju


- Celem tego ratingu jest mobilizowanie rządu do działań, żeby nie szły w złym kierunku - mówi w TVN24, o piątkowej decyzji Standard&Poor's, prof. Stanisław Gomułka. Główny ekonomista BCC dodaje, "to żółte światło, że jest zagrożenie spowodowane zapowiedziami dotyczącymi finansów publicznych".

Agencja ratingowa Standard&Poor's obniżyła w piątek długoterminowy rating polskiego długu w walucie obcej do poziomu "BBB plus" z "A minus". Perspektywa ratingu jest negatywna. "Od wygrania wyborów w październiku 2015 r., nowy polski rząd zainicjował różne działania legislacyjne, które naszym zdaniem osłabiają niezależność i efektywność kluczowych instytucji, jak wynika z naszej oceny instytucjonalnej" - napisano w uzasadnieniu decyzji.

Przyczyny obniżki ratingu

Zdaniem prof. Stanisława Gomułki, głównego ekonomisty BCC, "oświadczenie agencji nawiązuje do pewnych wydarzeń o charakterze politycznym. W szczególności zaniepokojenie budzi konflikt między Polską a Unią Europejską". - Tego typu konflikt musi się przełożyć na wzrost ryzyka inwestycyjnego, a teraz wzrost może się odbić na zdolności Polski do obsługi długu zagranicznego - wyjaśnia w programie "Horyzont" w TVN24.

Jednocześnie prof. Gomułka zaznacza, że "w podtekście całej oceny są gospodarcze kwestie" związane z programem gospodarczym Prawa i Sprawiedliwości. - Szczególnie zapowiedzi dużych wzrostów wydatków oraz niższych dochodów budżetowych, co może skutkować wzrostem deficytu i przyspieszeniem wzrostu długu publicznego w 2017 roku i latach następnych - dodaje główny ekonomista BCC.

Zdaniem Aleksandra Smolara, "agencja ratingowa ma świadomość, że w dzisiejszym świecie, w takim państwie, gdzie polityka odgrywa bardzo istotną rolę, ma istotną, destabilizującą funkcję gospodarczą".

- Sytuacja, w której - moim zdaniem - nie było różnicy ze stanem poprzednim, a gwałtowna reakcja czy to UE i będąca konsekwencją reakcja S&P - moim zdaniem pokazuje, że jest to raczej spór polityczny. Bruksela najchętniej ma takich swoich ulubieńców - przedstawicieli ładu europejskiego i jest zadowolona kiedy oni rządzą. Kiedy nie rządzą zaczyna się awantura - ocenił Piotr Semka, publicysta, "Do Rzeczy".

"Żółte światło"

Jak zaznacza prof. Gomułka, "w naszym przypadku nie chodzi o sygnał, że coś jest fundamentalnie złego z Polską". - To jest żółte światło, że jest zagrożenie spowodowane zapowiedziami dotyczącymi finansów publicznych - dodaje.

Dzieje się tak choćby w przypadku propozycji dotyczącej frankowiczów, która może uderzyć w sektor bankowy. Według wyliczeń BCC obciążenia dla banków mogą wynieść łącznie nawet 40 mld zł. - Takie uderzenie w sektor bankowy musi odbić się niekorzystnie na akcji kredytowej i w związku z tym ma niedobre konsekwencje - podkreśla prof. Stanisław Gomułka.

- Celem tego ratingu jest mobilizowanie rządu do działań, żeby (zmiany - red.) nie szły w złym kierunku - mówi gość programu "Horyzont".

Minister niesłuchany

Prof. Stanisław Gomułka podkreśla jednocześnie pozytywną rolę ministra finansów.

- W tym rządzie Paweł Szałamacha pełni rolę kogoś, kto próbuje dbać o finanse publiczne. Mówi o przesunięciu pewnych decyzji, zastanawia się jak utrzymać deficyt pod kontrolą. Pod względem pełni bardzo pozytywną rolę - mówi główny ekonomista BCC.

- Tyle tylko, że nie jest dostatecznie popierany przez innych członków rządu, a także prezydenta - dodaje.

Bez trendu

Piotr Semka z "Do Rzeczy" zwraca uwagę na to, że "dwie inne duży firmy zajmujące się ratingami nie zmieniły swojego ratingu dla Polski". - To oznacza, że Standard&Poor's nie zapoczątkował trendu - dodaje.

Po decyzji S&P w piątek swoją ocenę wydała bowiem agencja Fitch, która utrzymała rating Polski na dotychczasowym poziomie A- oraz A (odpowiednio dla zobowiązań w walutach obcych i w walucie krajowej) z perspektywą stabilną. Natomiast agencja Moody’s, mimo wskazania 15 stycznia jako możliwej daty ogłoszenia oceny ratingowej Polski, nie przedstawiła swojego komunikatu.

Co to jest rating?

Standard & Poor's, to właśnie obok Fitch Ratings i Moody's najważniejsza agencja ratingowa na świecie.

- To instytucje prywatne i bardzo im zależy na swojej własnej wiarygodności, bo od tej wiarygodności zależy, czy otrzymają zamówienia na ratingi. One dokonują tysiące ratingów - tłumaczy prof. Gomułka. Jednocześnie przypominając, że agencje ratingowe poniosły dużą porażkę wtedy, kiedy nie przewidywały kryzysu finansowego w 2008 roku.

Cały świat na podstawie ich ocen decyduje bowiem komu i za ile można pożyczyć pieniądze. Ewentualnie komu najlepiej nie pożyczać. To właśnie istota ratingu, czyli oceny wiarygodności kredytowej.

Rating jest przyznawany zarówno bankom, spółkom i państwom. Ocena tych ostatnich realnie przekłada się na jego atrakcyjność gospodarczą.

Zobacz, co oznacza obniżenie ratingu Polski

Autor: mb/gry / Źródło: tvn24

Raporty: