Przygotuj się na:

WEEKENDOWE UTRUDNIENIA

Nachodzący weekend będzie pracowity dla drogowców i wodociągowców. Ci pierwsi dokończą naprawę nawierzchni buspasa w alei Stanów Zjednoczonych, drudzy będą działać na Płockiej. Zmiany w organizacji ruchu spowoduje też białołęcki Bieg Wolności i Warszawskie Spotkanie Wigilijne na Pradze Północ.

Księgowa podejrzana o kradzież blisko 4 mln zł. Policja szuka mózgu operacji

Warszawa

kspZatrzymana księgowa

Mechanizm był prosty i zawsze taki sam. Firmy "słupy" wystawiały faktury za fikcyjne usługi, a wtajemniczona w cały proceder księgowa przelewała im pieniądze. W ten sposób 44-letnia Edyta P. miała wyprowadzić z firmy, w której pracowała, blisko 4 mln zł.

Księgowa zaczęła robić pierwsze przelewy już w 2007 roku. Według policji, to właśnie wtedy Edyta P., za namową kolegi, dyrektora jednego z oddziałów okradanej firmy, a zarazem prawdopodobnie pomysłodawcy tego działania, zaczęła wyprowadzać pieniądze.

Zatrzymano dwie osoby

Przez 6 lat działalności schemat był ten sam. Podejrzana znalazła trzy osoby, które założyły działalność gospodarczą o określonym profilu i otworzyły rachunek firmowy w banku. "Na podstawie faktur wystawionych przez firmy „słupy” za rzekomo wykonane czynności publiczno-prawne na ich konta dzięki Edycie P. za każdym razem trafiało po kilka tysięcy złotych" - informuje komenda stołeczna. W ten sposób kobieta w sumie wyprowadziła z firmy 3 600 000 złotych- piszą policjanci. Funkcjonariusze zatrzymali dwie osoby w tej sprawie. 44-letnią Edytę P. oraz 46-letniego Jarosława W., który był właścicielem jednej z fikcyjnych firm, a na konto którego trafiały pieniądze.

Dyrektor zarządzał pieniędzmi

Śledczy ustalili, że osoby, które założyły fikcyjne firmy oraz księgowa, otrzymywały tylko drobne prezenty oraz niewielkie kwoty za dokonywane przestępstwa. Całą gotówką miał zarządzać dyrektor - policja cały czas go poszukuje - oraz jeszcze dwie inne osoby. Sąd zadecydował o tymczasowym aresztowaniu kobiety na dwa miesiące. Jarosław W. wpłacił poręczenie majątkowe w wysokości 10 tys. zł i ma zakaz opuszczania kraju. - Obie te osoby częściowo przyznały się do winy - poinformował Robert Szumiata, rzecznik śródmiejskiej policji. Grozi im do 10 lat więzienia.

ło/ec