21 metrów w 3 godziny. Przesunęli kościół, by poszerzyć ulicę

TVN Warszawa

O przesunięciu kościołaMateusz Szmelter / tvnwarszawa.pl
wideo 2/3

Równo 55 lat temu Warszawa była świadkiem wyjątkowego wydarzenia. W centrum miasta przesunięto... kościół. Blokował poszerzenie ówczesnej alei Świerczewskiego.

Noc z 30 listopada na 1 grudnia 1962 roku, chwilę przed godziną 1. Przy alei Świerczewskiego (dziś aleja "Solidarności") kręci się sporo ludzi. Są robotnicy, ale też zaciekawieni mieszkańcy. Wszyscy są świadkami, jak pochodzący z przełomu XVII i XVIII wieku kościół Narodzenia Najświętszej Maryi Panny jest przesuwany od ulicy, w kierunku północnym.

Przemieszczał się z prędkością około dziewięciu centymetrów na minutę, na ponad 400 rolkach ustawionych na szynach. Operacja trwała ponad 220 minut.

"Flaczki i bigos na pokrzepienie"

- Przygotowania trwały rok. Był przesuwany za pomocą wind kozłowych. Przy każdym takim kołowrocie pracowało czterech robotników. Zmieniali się co 15 minut. Jak informowało Polskie Radio, donoszono im flaczki i bigos na pokrzepienie - opisuje Piotr Otrębski, varsavianista, autor książki "Echa dawnej Warszawy. Kościoły i kaplice".

- Naoczni świadkowie potwierdzili, że w czasie operacji na ołtarzu proboszcz postawił szklankę z wodą. I nic się nie wylało - dodaje.

- Chodziło o olbrzymi obiekt, który mógł się zawalić w trakcie całej operacji. Wszystko jednak poszło jak po maśle - mówi Jarosław Zieliński, historyk Warszawy. - Pewnym ułatwieniem był fakt, że inaczej niż później pałac Lubomirskich (obrócony w 1970 roku o 74 stopnie - red.), kościół był cofany prostoliniowo, nie po łuku. Dlatego wszelkie naprężenia struktury były mniejsze, ale oczywiście było to wielkie wyzwanie jak na początek lat 60. - podsumowuje.

Ostatecznie, ważący ponad sześć tysięcy ton obiekt, przejechał 21 metrów. Było to konieczne ze względu na budowę Trasy W-Z. Jej centralny odcinek został oddany do użytku w 1949 roku, a żeby ruch mógł się odbywać swobodniej, trzeba było również poszerzyć wąską aleję Świerczewskiego (przed wojną - ulicę Leszno), czyli przesunąć kościół.

"Nikt nie rozważał burzenia"

- Mimo że były to czasy komunistyczne, nikt poważnie nie rozważał zburzenia zabytkowej świątyni w centrum miasta. Byłoby to władzy nie na rękę, bo spowodowałoby ogromne niezadowolenie społeczne - zaznacza Zieliński.

Podkreśla jednak, że samo przesunięcie nie było zupełnie pionierską operacją. Podobne zdarzały się wcześniej, ale dotyczyły mniejszych obiektów, takich jak rogatki.

Historyk dodaje, że przesunięcie niosło za sobą pewną kroplę goryczy. Cofnięto kościół, ale nie zrobiono tego samego z przylegającym od zachodu do świątyni skrzydłem klasztornym.

– Może nie miało wielkiej wartości zabytkowej, ale wiązało się z jednym bardzo bolesnym wydarzeniem z naszej historii. Przed Powstaniem Listopadowym, po likwidacji klasztoru, było to więzienie, w którym był osadzony miedzy innymi Walerian Łukasiński, prześladowany w czasie rządów księcia Konstantego, oficer polski. I niestety, ten obiekt został zburzony. Postawiono nowy, stylizowany budynek w nowym miejscu – tłumaczy Zieliński.

"Kościół ocalał"

Kościół Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w czasie wojny stał po północnej stronie ulicy, która została włączona do getta i przy świątyni praktycznie przebiegał mur.

- Wszystko, co było za nim, zostało przez Niemców zrównane z ziemią, natomiast kościół ocalał w niezłym stanie, pomimo ogromnej wyrwy w dachu, czy murach. Był podpalony, ale nieskutecznie, wewnątrz - opisuje Zieliński.

Jeżeli ktoś chciałby zobaczyć, gdzie dokładnie stał kościół przed operacją przemieszczenia w 1962 roku, musi spojrzeć na jezdnię alei Solidarności prowadzącą w kierunku Woli. Tam znajduje się obrys poprzedniej lokalizacji.

ran/r