Pogoda
Dodaj lokalizację
Aktualna temp.: 2°C 5°C 1°C Przelotne opady śniegu
zwiń
Informacje
  • Zszedł do wnętrza rozgrzanego wulkanu, żeby zrobić sobie selfie

    10-09-2014 16:09 Kanadyjczyk George Kourounis jest zafascynowany ekstremalnymi zjawiskami
    Zszedł do wnętrza rozgrzanego wulkanu, żeby zrobić sobie selfie

    Selfie tuż przy wulkanie

    X-News

    Stanąć we wnętrzu krateru, podziwiać rozżarzone jezioro lawy? Trudno wyobrazić sobie taką sytuację, bo sama myśl o niebezpieczeństwie przyprawia nas o ciarki. Jest jednak śmiałek, któremu tak ekstremalne wyczyny nie są obce. To Kanadyjczyk George Kourounis. Udało mu się pod koniec sierpnia stanąć wewnątrz aktywnego wulkanu Marum, który położony jest na jednej z pacyficznych wysp.

    George Kourounis zaczynał jako inżynier dźwięku. Nagrywanie materiałów szybko mu się znudziło, dlatego zaczął poszukiwać mocnych wrażeń. Pod koniec lat 90. wyruszył w swoją pierwszą ekstremalną wycieczkę - w poszukiwaniu burz. Z czasem stworzył program telewizyjny o niebezpiecznych zjawiskach pogodowych.

    Jednak cały czas czuł niedosyt adrenaliny, dlatego do swojej listy rzeczy, które musi zrobić przed śmiercią, dopisał zejście do krateru wulkanu. Grozy dodawał fakt, że wybrał aktywny wulkan, który przypomina ogromny kocioł pełen tryskającej lawy.

    Niebezpieczne marzenie

    W sierpniu Kourounis spełnił swoje marzenie. Razem z Samem Cossmanem (podróżnikiem i filmowcem) zszedł w głąb wulkanu Marum, w którym znajduje się jezioro lawowe. Na Ziemi istnieje tylko pięć takich zbiorników: Erta Ale w Etiopii, Erebus na Antarktydzie, Kilauea na Hawajach, Nyiragongo w Kongo i Marum na wyspie Ambrin.

    Kourounis wspomina, że wyprawa nie należała do łatwych. Choć założył na siebie specjalny skafander, który był odporny na wysokie temperatury, to jednak czuł przerażenie.

    Jak wynika z jego relacji, najgorszym moment to ten, w którym stanął na klifie z głową skierowaną w dół, delikatnie się odchylając. Wtedy poczuł się naprawdę przerażony.

    - Widziałem tę świecącą, pomarańczową lawę. Niektóre fragmenty były naprawdę małe i zaczęły do mnie docierać. Nie miałem czasu na reakcję. Lawa "poplamiła" mój skafander - relacjonował później.

    Selfie z wulkanem

    Kourounis opanował emocje, co pozwoliło mu odwrócić się i zrobić sobie selfie. Opisał je w żartobliwy sposób: "Kiedy zwykłe selfie nie wystarcza". Robiąc sobie zdjęcie, trafił na idealny moment, bo później kamera się zepsuła.

    Mężczyzna po wyjściu z krateru, nie ukrywał zaskoczenia deszczem, który zastał go podczas wyprawy.

    - Był tak kwaśny, że kłuł w oczy. A wszystkie metalowe fragmenty sprzętu natychmiast zaczęły rdzewieć - powiedział.

    Kourounis pisze na swojej stronie internetowej, że to, co robi, traktuje bardziej jako styl życia niż karierę. Sierpniowe spotkanie z wulkanem nie należało do pierwszych. Kilka lat temu mężczyzna poślubił swoją narzeczoną w pobliżu wybuchającego wulkanu.

  • Olbrzymie ryzyko dla sławy, czy warto???
    Cóż, interesujące zajęcie lecz bardzo ryzykowne dla zdrowia i życia. Wysokie temperatury lawy mogą przy zetknięciu z kombinezonem przepalić w kilka sekund. Odwaga godna uwagi lecz, czy podświadome pragnienie śmierci i narażania siebie na ryzyka rodziny jest warte zachodu?? Sami Państwo oceńcie. Moim zdaniem, tej granicy, którą przekracza Autor; nie powinno się przekraczać. Krzysztof Szufla
    krisov333 /2014-09-10 16:33

Byłeś świadkiem ciekawego wydarzenia?

Zostań Reporterem 24 - wyślij nam swój materiał przez Kontakt24 lub kontakt24@tvn.pl!

Blogi

Tomasz Wasilewski

alt

Zaraz po ciepłym weekendzie czeka nas szokująca zmiana temperatury....

Wojciech Raczyński

alt

Polska jest pod wpływem wyżu Nicole znad Rumunii. Napływa do nas ciepłe powietrz...

Arleta Unton-Pyziołek

alt

Nastała astronomiczna wiosna. Jednak patrząc na piątkową pogodę, zimowa aura nie...