Według ministra górnictwa Chile, wiertło powinno dotrzeć do przestrzeni, w której przebywają górnicy, w nocy z piątku na sobotę. Po dowierceniu się do celu, ratownicy będą musieli jeszcze wyłożyć ściany długiego na niemal 700 metrów szybu rurą. Ma ona zapobiec ewentualnym problemom podczas przemieszczania się w nim kapsuły ratunkowej.
Według przewidywań inżynierów, ostatni górnik wyjedzie na powierzchnię najwcześniej za 10 dni. Wstępnie przewidywano, że uda się ich wydostać na powierzchnię w okolicy Bożego Narodzenia. Akcję przyspieszyło wykorzystanie potężniejszego świdra.
Spokojne działania
Manalich wezwała rodziny górników, aby zachowały spokój w ostatnich momentach akcji ratowniczej. - Cały sprzęt służący do kopania szybu musi zostać usunięty, trzeba w jego miejscu zainstalować dźwig do opuszczania kapsuły ratunkowej - powiedziała minister. Według niej, całe przygotowania mogą zająć trzy-cztery dni. Czas ten może się wydłużyć, jeśli zajdzie potrzeba wzmocnienia ścian szybu.
Kiedy zostanie podjęta decyzja o rozpoczęciu ewakuacji górników, na dół w kapsule zjadą ratownicy, którzy będą pomagać uwięzionym w ostatnim etapie ich dramatu. Podróż z 700 metrowej głębi na powierzchnię zajmie za każdym razem około godziny.
Górnicy zostali zasypani 700 metrów pod ziemią piątego sierpnia i przez 17 dni nie było z nimi kontaktu. Ostatecznie ratownikom udało się dowiercić do uwięzionych. Przez szeroki na 15 centymetrów szyb od połowy sierpnia do górników docierają zapasy i środki umożliwiające im przetrwanie, zarówno fizyczna jak i psychiczne. 33 Chilijczyków spędziło pod ziemią już rekordowy okres czasu, 64 dni.
Źródło: CNN