Hamburg przerodził się w nocy z soboty na niedzielę w pole bitwy. Ponad trzystu lewicowych demonstrantów starło się z policją. Na funkcjonariuszy poleciały kamienie i koktajle Mołotowa. Policjanci nie pozostali dłużni - użyli pałek i wodnych armatek.
Do zamieszek doszło podczas ulicznego festiwalu Schanzenfest. Chuligani zniszczyli oddział banku, wybijali szyby w sklepach, wstrzymali ruch miejskiej kolejki wspinając się na wiadukt.
Cel: samochód droższy niż 50 tys. euro
Policja zgromadziła ponad dwa tysiące funkcjonariuszy - pomna wydarzeń sprzed roku. Zatrzymano wtedy prawie 70 osób, a 27 policjantów zostało rannych. Festiwalowi każdego roku towarzyszą rozruchy lewackich ekstremistów. W tym roku - choć policja zatrzymała część z nich przed imprezą - nie udało się uniknąć wybuchu przemocy.
Między demonstrantami krążyły ulotki z celami ataków: hotelami, bankami, sklepami i "samochodami droższymi niż 50 tysięcy euro".
Według lokalnych mediów kilkanaście demonstrujących osób zostało aresztowanych.
Źródło: Reuters