Bułgarzy wpłacają ministerstwu "darowizny"

Aktualizacja:
5.07 | Bułgarią co kilka tygodni wstrząsa kolejna afera z parlamentarzystami w roli głównej (sxc.hu)
40 proc. wynagrodzenia bułgarscy posłowie dostają do ręki - bez płacenia podatkówsxc.hu

W Bułgarii od prawie roku afera goni aferę i wygląda na to, że przygody polityków z Sofii to worek z opowieściami bez dna. Dziś media piszą o darowiznach składanych przez obywateli na rzecz administracji publicznej i parlamentarzystach, którzy 40 proc. swojej diety dostają "do ręki" nie odprowadzając od niej podatku.

Po pierwsze poszło o wpływy do kasy ministerstwa spraw wewnętrznych. W ostatnich dniach okazało się, że do kasy resortu wpływają potężne sumy pieniędzy - darowizn przekazywanych przez obywateli i firmy "zadowolone" z pracy urzędników.

Tych panów nie karzemy...

Od początku 2011 roku "zadowolenie" w formie przelewu w lewach (bułgarska waluta; 1 lew = ok. 2 zł - przyp. red.) okazało resortowi kilka tysięcy szczęśliwych Bułgarów, którzy przekazali łącznie 6,5 mln lewów (ponad 13 mln zł).

Okazało się, że wśród darczyńców byli klienci prokuratury i sądu, a także firmy, zainteresowane określonymi decyzjami rządowymi. Komercyjna telewizja BTV podała, że w niektórych regionach policja drogowa dysponuje nawet listami z numerami rejestracyjnymi samochodów darczyńców, których nie należy karać mandatami.

Dane, które MSW upubliczniło w swoich dokumentach postawiły pod ścianą szefa resortu i wicepremiera, Cwetana Cwetanowa. Ten jednak nabrał wody w usta i całą sprawę zbagatelizował.

Za to jego kolega, drugi wicepremier Simeon Diankow twierdzi, że MSW powinno zwrócić pieniądze z bardzo prostej przyczyny: - MSW ma najwyższy budżet w państwie. Pieniędzy wystarczy, jeżeli dobrze nimi gospodarować - powiedział w telewizyjnym wywiadzie.

... a tym dajemy zapomogę

Tymczasem w innym wywiadzie, udzielonym tym razem przez jednego z posłów opozycji, Jane Janewa, na światło dzienne wyszła sprawa nie księgowanych dochodów posłów. I to nie tylko posłów koalicji, ale w ogóle wszystkich zasiadających w obecnym parlamencie.

- Wszyscy posłowie oprócz wynagrodzenia, które obecnie wynosi 2196 lewów (ponad 4 tys. zł), dostają jeszcze około 1500 lewów (3 tys. zł) - oświadczył Janew, podkreślając, że pieniądze dostaje się do ręki i nie płaci od nich podatków. Te 1500 lewów to, zdaniem parlamentarzystów, środki przeznaczane na utrzymywanie biur i "koszty reprezentacyjne".

Wiceszef klubu poselskiego rządzącej partii, Dymitar Gławczew oświadczył, że posłowie GERB wydają te środki "wyłącznie na pomoc chorym dzieciom" i na delegacje w okręgach wyborczych. Tym samym w jeszcze gorszym świetle postawił kolegów z lewicy, którzy 40 proc. otrzymywanej kwoty przeznaczają na utrzymywanie siebie, tj. centrali ich partii, a 60 proc. na "seminaria i ekspertyzy".

Większość posłów jest jednak oburzona "atakiem" mediów. Okazuje się bowiem, że praktyka sięga początku poprzedniej dekady.

Źródło: PAP

Źródło zdjęcia głównego: sxc.hu