W czasie styczniowego okresu napięcia pomiędzy Iranem i USA, które było pochodną manewrów morskich Teheranu, w rejonie Morza Arabskiego Amerykanie skoncentrowali znaczne siły floty. Początkowo był to jeden lotniskowiec wraz z eskortą, do którego dołączył później drugi. Łącznie było to kilkanaście okrętów, które stanowiły znaczną siłę bojową.
Wśród nich była fregata brytyjska i francuska. Obie jednostki prezentowały raczej nikły potencjał bojowy w porównaniu do zespołów amerykańskich.
Akcja pokazowa
Jak twierdzi "Daily Telegraph", Paryż i Londyn musiały w sposób upokarzający "upraszać się i błagać", aby US Navy zgodziła się na włączenie do swoich zespołów obu fregat. Europejskim stolicom miało bardzo na tym zależeć, bowiem podnosiłoby to ich prestiż na arenie międzynarodowej. Byłoby też sygnałem, iż mają coś do powiedzenia w kwestii stosunków z Iranem.
- Amerykanie początkowo planowali działać indywidualnie. Zmienili zdanie dopiero po protestach z Europy - twierdzi rozmówca "Daily Telegraph". Pierwsi zgodę na dołączenie swojej fregaty La Motte-Picquet mieli uzyskać Francuzi. W takiej sytuacji, Londyn nie chciał zostać w tyle i również miał na gwałt zacząć prosić Amerykanów o zgodę na współudział. Starania miały przynieść skutek dopiero po interwencji i wsparciu Brytyjczyków przez Nicolasa Sarkozy'ego.
- To było klasyczne wymachiwanie szabelką, pozbawione jakiegokolwiek realnego znaczenia wojskowego - twierdzi źródło gazety.
Źródło: telegraph.co.uk