Premium

Boczarska: COVID-19 przeszłam naprawdę ciężko

Zdjęcie: Materiały prasowe z serialu "Żywioły Saszy - Ogień", produkcja Player Original, 2020 rok

Jej mama jest pielęgniarką, babcia i ciocia położnymi, więc ze szczególną troską myśli o pracownikach ochrony zdrowia w czasie pandemii. Czym jest koronawirus, przekonała się na własnej skórze. Magdalena Boczarska spotkała się z Eweliną Witenberg chwilę po ciężkim przechorowaniu COVID-19 i na moment przed premierą serialu Player Original "Żywioły Saszy - Ogień", w którym tworzy główną kreację.

ZOBACZ CAŁĄ ROZMOWĘ Z MAGDALENĄ BOCZARSKĄ >>>

Ewelina Witenberg, TVN24: Podobno marzyłaś o roli Saszy Zauskiej. Co tak cię w tej postaci pociągało?

Magdalena Boczarska: Pierwszy raz zetknęłam się z Saszą pięć lat temu. Podczas wywiadu jedna z dziennikarek powiedziała, że ukazała się książka Katarzyny Bondy (z cyklu "Cztery żywioły Saszy Załuskiej" - red.) i jej zdaniem bardzo bym pasowała do głównej bohaterki. Chwilę później w zupełnie abstrakcyjnych okolicznościach poznałam Kasię [Bondę – przyp. red.], która stwierdziła, że jestem jej wymarzoną Saszą. Ten projekt zaczął mi oddychać na karku. Wychodzę z założenia, że nie wolno ignorować znaków, a ta postać przez długi czas silnie wokół mnie krążyła.

Czytelnicy po lekturze książek Katarzyny Bondy na pewno mieli już swoją wizję Saszy…

Bardzo się tego obawiam, ale tak już jest, kiedy wcielam się w kultowe dla czytelników postaci. Teraz na ekranach jest też serial "Król" na podstawie prozy Szczepana Twardocha, gdzie gram Ryfkę. Tam również mierzę się z oczekiwaniami czytelników i mam świadomość, że w przypadku Saszy będzie podobnie. To jest lubiana postać i są co do niej duże wymagania. Począwszy od wyglądu – czy będzie się zgadzał z tym, co jest zapisane w książce, aż po to, jak wypełnię sobą tę bohaterkę.

Magdalena Boczarska i Katarzyna BondaMateriały prasowe z serialu "Żywioły Saszy - Ogień", produkcja Player Original, 2020 rok

Dziś jesteś jedną z najbardziej rozchwytywanych aktorek w kraju, ale kiedyś na przykład jeździłaś w obsłudze karetki pogotowia. Skąd w ogóle pomysł na takie zajęcie?

To były nastoletnie, licealne czasy. Miałam wtedy 15 lat. Wylądowałam w szpitalu z własnej głupoty. Postanowiłam się odchudzić i "troszeczkę" przesadziłam. Miałam anoreksję. Mówię o tym otwarcie, bo wyszłam z tego obronną ręką, ale wiem, jak było blisko od naprawdę niebezpiecznego stanu. Osoby, które były wtedy obok mnie, wzbudziły we mnie fascynację pomaganiem innym. Zaczęłam się w tym bardzo spełniać. To była "Pomoc Maltańska", więc doszły jeszcze do tego krótkofalówki czy odpowiednie stroje. To wydawało mi się takie poważne i bardzo mi imponowało. Moja mama jest też pielęgniarką, babcia i ciocia są położnymi, więc mam głęboki szacunek do służby zdrowia. Szczególnie teraz w czasie pandemii.

Czytaj bez ograniczeń

premium

Uzyskaj dostęp do tego artykułu i innych treści specjalnych. Za darmo