Ukraina liczy na pomoc Zachodu. Ale "Kijów musi forsować trudne reformy"

Ze świata


- Zaatakowana przez Rosję i pogrążająca się w kryzysie Ukraina potrzebuje i zasługuje na pomoc Zachodu. Jednak problemy gospodarcze i instytucjonalne mogą być rozwiązane tylko w Kijowie - uważa analityk Dalibor Rohac z amerykańskiego think tanku Cato Institute.

Analityk z Cato Institute przypomina, że w minionym tygodniu w ciągu zaledwie kilkunastu godzin na Ukrainie doszło do wielu kluczowych wydarzeń: wstrzymano wymianę ognia między separatystami sponsorowanymi przez Kreml, a stroną ukraińską; Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) zgodził się udzielić Kijowowi pomocy w wysokości 17,5 mld dolarów. Ten pakiet może zwiększyć się do 40 mld dolarów.

Minister finansów Ukrainy Natalia Jaresko podkreśliła w poniedziałek, że rząd nie przedyskutował jeszcze dokładnej kwoty kolejnej transzy pomocy finansowej z Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Szansa na zmiany

"Wydarzenia na kijowskim Majdanie z zeszłego roku otworzyły okno na nowe możliwości. Pojawiła się szansa, aby zatrzymać dewastację gospodarczą i społeczną Ukrainy. Jest poparcie społeczne, aby ograniczyć skalę korupcji i naprawić państwowe instytucje. Rząd Arsenija Jaceniuka przedstawił szereg obiecujących reform, więc jest nadzieja, że tym razem to wszystko może się udać" - pisze Dalibor Rohac. To, że Ukraina może przejść prawdziwą transformację i wprowadzić pełną demokrację opartą o gospodarkę rynkową, najlepiej pokazuje zachowanie Władimira Putina i eskalacja wojskowego konfliktu w regionie Donbasu. - Jeśli Ukrainie się uda, to może być groźny dla Rosji precedens w tym regionie - tłumaczy analityk.

Trzeba reform

- Zaatakowana przez Rosję i pogrążająca się w kryzysie Ukraina potrzebuje i zasługuje na pomoc Zachodu. Jednak problemy gospodarcze i instytucjonalne mogą być rozwiązane tylko w Kijowie. Zachodni darczyńcy nie powinni mieć żadnych złudzeń. Ukraina już wcześniej korzystała z programów pomocowych MFW, ale rządy nie wywiązywały się z obietnic reform. Teraz nowa władza musi udowodnić, że różni się od poprzedników - uważa Dalibor Rohac. Analityk uważa, że nie można lekceważyć dramatu, który wynika z zainicjowanego przez Putina konfliktu zbrojnego, ale przyszłość Ukrainy zależy głównie od tego, czy uda się skierować kraj na właściwy tor gospodarczy. - Trzeba zniwelować poziom korupcji, zreformować instytucje rządowe i polityczne, aby nie były zależne od Kremla - uważa Rohac.

Dobry czas

Ekspert twierdzi, że w obliczu agresji obcego mocarstwa społeczeństwo jest gotowe na większe poświęcenia, a rząd powinien wykorzystać ten czas na wprowadzenie reform. - To czas, aby forsować politycznie trudne reformy - uważa. Analityk przypomina, że rząd podjął w zeszłym roku pierwsze kroki w kierunku ograniczenia państwowych wydatków. - Dokonano pewnych cięć w sektorze edukacji i zdrowia. Kolejne planowane są w tym roku. O wiele większe oszczędności można osiągnąć nawet bez obniżania jakości usług. Należy rozwiązać problem ogromnego marnotrawstwa, przerostu zatrudnienia, czy oszustw w sektorze publicznych - wymienia Rohac.

Roztrwonią pieniądze?

Ivan Miklos, były minister finansów Słowacji, który w ubiegłym roku doradzał ukraińskim władzom, przypomina, że kiedy rządził resortem w swoim kraju, zmniejszył liczbę pracowników o 30 proc. Jego zdaniem nie wpłynęło to na efektywność pracy ministerstwa. - Ukraina powinna zmniejszyć liczbę urzędników o 30-40 proc. - uważa Miklos. Dalibor Rohac uważa, że nie będzie zaskoczeniem, jeśli porozumienie z Mińska będzie krótkotrwałe. - Kijów nie ma na to wpływu. Są powody, aby uważać, że wsparcie finansowe dla Ukrainy zostanie roztrwonione, ale jest też szansa, aby skierować Ukrainę na drogę wieloletniego sukcesu - uważa.

Autor: msz//km / Źródło: cato.org