Owce i kozy jak kosiarki

Warszawa

TVN24Miasta rozważają możliwość rezygnacji z koszenia trawników

Zamiast kosiarek – owce i kozy. Stolica sprawdza, czy zwierzęta skutecznie zjedzą niepożądane rośliny. Sprawie przyjrzał się Łukasz Wieczorek, reporter magazynu "Polska i Świat" TVN24.

Kosiarki na zwierzęta zamienił chociażby port pod Brukselą, żeby było bardziej ekologicznie. Ale również stolica idzie w tę stronę.

"Owce na wypasie. Trzymaj psa krótko" – takie tabliczki pojawiły się nad Wisłą na Golędzinowie.

To eksperyment, dzięki któremu miasto chce ustalić, czy kilkadziesiąt zwierzęta poradzi sobie z niechcianą roślinnością. - Pierwsze wnioski są takie, że owce czy kozy wygryzają je – mówi Mariusz Burkacki, rzecznik Zarządu Zieleni.

W Warszawie, w miejscach bardziej reprezentacyjnych trawa ma być jak na boisku. Do innych miejsc kosiarki mają wjeżdżać rzadziej. Podobnie jak w Gdańsku i Wrocławiu, chodzi o to, by miasto było gościnne dla wszystkich mieszkańców.- Inne małe organizmy, takie jak jeże, czy innego rodzaju zwierzęta też korzystają na tym, że nie kosimy, znajdują w wysokiej trawie schronienie – zapewnia Burkacki.

Bez spalin

Również eksperci podkreślają zalety takiego rozwiązania. - Koszenie, utrzymywanie tych terenów, to są również spaliny, które potęgują smog, potęgują zanieczyszczenia, a więc jeśli to jest rozsądne, przemyślane, to jak najbardziej tak – przekonuje dr Marcin Zych, dyrektor ogrodu botanicznego w Warszawie.Wrocław już zdecydował, że w tym roku pozwoli trawie rosnąć. 20 procent trawników ma być koszonych góra dwa razy w roku. Pomysł budzi kontrowersje, dlatego miasto przygotowało tabliczki z napisem: "Nie kosimy trawnika. Tutaj dokarmiamy owady".

Ślady przetarł też Gdańsk. Tu od kilka lat miasto pozwala trawie zakwitnąć. Walory estetyczne to jedno, bezpieczeństwo to drugie. Mieszkańcy boją się inwazji komarów i kleszczy. - To właśnie niskie i średnie trawy, czy też niskie zakrzaczenia, w takich właśnie miejscach najczęściej je możemy spotkać i to tez jest argument raczej za koszeniem traw aniżeli przeciw – twierdzi dr hab Wojciech Szewczyk, kierownik Zakładu Łąkarstwa Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie.

Łukasz Wieczorekran/r