Włamania do śmigłowca dokonano na małym lokalnym lotnisku w Ukiah w Kalifornii. Maszyna należąca do Gwardii Narodowej pomagała w zwalczaniu licznych pożarów lasów trawiących okolicę.
Poirytowane wojsko
- To cholernie frustrujące - stwierdził płk Lou Carmona, dowódca jednostki śmigłowców transportowych, której większa część lata w Afganistanie, ale 12 maszyn zostawiono z różnych powodów w kraju.
CH-47, do którego się włamano, latał jako maszyna wspomagająca walkę z pożarami przez 12 dni. - Musieliśmy nieźle się natrudzić, żeby móc skierować tę maszynę tutaj, tylko po to, żeby ją okradli. Jestem cholernie wkurzony - powiedział płk Carmona. Wojskowy wyjaśnił, że Gwardia Narodowa była przekonana, iż lotnisko jest bezpieczne i ma swoją ochronę, więc nie wystawiono warty dookoła śmigłowca.
Straty wyceniono na kilka tysięcy dolarów. Zniknął między innymi telefon satelitarny, lotniczy odbiornik GPS i różnego rodzaju narzędzia. Maszyna została uziemiona na kilka dni.
Autor: mk//bgr / Źródło: ukiahdailyjournal.com