Pasażerów podróżujących "Norman Atlantic" i załogę promu udało się ewakuować dopiero w poniedziałek po południu. Jako ostatni pokład opuścił kapitan Argilio Giacomazzi - po 36 godzinach od nadania sygnału SOS.
Teraz sprawą doholowania promu do brzegu zajmuje się włoska marynarka. Wciąż nie wiadomo, jakie mogły być przyczyny wybuchu ognia. Wiadomo tylko, że najpierw pojawił się w tej części promu, w której przewożono samochody.
Dramatyczne relacje pasażerów
W wyniku tragedii zginęło 10 pasażerów jednostki. Osoby, które udało się uratować, opisywały włoskim dziennikarzom dramatyczną sytuację na pokładzie.
- Spałam, obudziła nas syrena alarmowa. Potem zaczęła się jedna wielka ucieczka - mówiła w rozmowie z "La Repubblica" 12-letnia dziewczynka, która trafiła do szpitala w Copertino.
- Przypominało to Titanica - dodawała inna nastolatka.
Wśród uratowanych osób kilkanaście ma różne obrażenia i objawy hipotermii.
Godziny w wodzie
56-letnia Teodora Douli usiłowała wraz z mężem uciec ze statku. Oboje wpadli do wody, spędzili w niej cztery godziny. - Próbowałam go ratować, ale nie dałam rady. Patrzyłam, jak umiera mój mąż. Krwawił z nosa, prawdopodobnie dlatego, że podczas skoku uderzył głową o burtę - mówiła agencji Ansa. Ciało 62-letniego Gheorgiou Douliego zostało wydobyte z wody w niedzielę.
Grecki kierowca Christos Perlis wspomina, że akcja ratunkowa była chaotyczna, a alarm pożarowy włączył się, gdy większość pasażerów była już na pokładzie.
- Płomienie paliły nas w stopy - opowiadał. Dodał, że w chwili, gdy w okolice statku doleciał pierwszy helikopter, wśród pasażerów wybuchła panika. - Wszyscy niemal skakali po sobie, by dostać się na pokład śmigłowca.
Złe warunki
Inna pasażerka, Vassiliki Tavrizelou, uratowała się wraz z dwuletnią córeczką.
- Dzieci i kobiety miały ewakuować się jako pierwsze, ale statki ratunkowe nie mogły podpłynąć bliżej z powodu deszczu i wiatru. Przez co najmniej cztery godziny czekaliśmy na pokładzie w zimnie i deszczu - relacjonowała w rozmowie z dziennikarzami. - Tuż przed rozpoczęciem ewakuacji słyszeliśmy sygnał alarmu i widzieliśmy ogień na pokładzie. Później usłyszeliśmy eksplozje.
Ewakuację utrudniały wyjątkowo złe warunki pogodowe - porywisty wiatr i wysokie fale, a także gęsty dym, wydobywający się z epicentrum pożaru. Mimo to akcja prowadzona była przez całą noc. Operacja z użyciem śmigłowców i statków ratunkowych przebiegała wyjątkowo powoli. Służby ratunkowe podkreślają, że była to walka z czasem.
"Prom był sprawny"
Prokuratura z Bari w Apulii wszczęła w poniedziałek śledztwo w sprawie nieumyślnego doprowadzenia do katastrofy morskiej z powodu pożaru. Nikomu nie postawiono dotąd zarzutów. Nie wiadomo na razie, jak doszło do wybuchu ognia.
Włoski armator promu, spółka Visemar, zadeklarował gotowość współpracy z władzami i wymiarem sprawiedliwości w celu wyjaśnienia okoliczności katastrofy i zapewnił, że jednostka była w pełni sprawna.
Wcześniej media informowały, że kontrola stanu technicznego przeprowadzona w połowie grudnia wykazała sześć usterek, w tym kłopoty z drzwiami przeciwpożarowymi. Armator wyjaśnił, że problemy te zostały rozwiązane zanim "Norman Atlantic" wyszedł w morze.
Burzliwa podróż
Do portu w Bari wpłynął w poniedziałek rano statek z 49 rozbitkami. Rejs tej jednostki przebiegał z poważnymi problemami. Około godz. 3 statek dotarł w rejon Brindisi, ale nie mógł wpłynąć do tamtejszego portu z powodu wzburzonego morza, dlatego też został skierowany do Bari. Wśród rozbitków jest dwoje nielegalnych imigrantów z Afganistanu - podała agencja Ansa.
Greckie ministerstwo żeglugi podało, że na pokładzie "Norman Atlantic" byli pasażerowie z wielu krajów - oprócz Włoch i Grecji, także z Rosji, Austrii, Węgier, Szwecji, Kanady, Ukrainy, Niemiec, Francji, Holandii i Belgii. Na liście nie ma Polaków.
Autor: MAC, dln, msz, nsz/kka,rzw//plw / Źródło: Reuteres, PAP, La Repubblica, BBC