Środowy zamach w Jerozolimie nastąpił po serii ataków rakietowych i moździerzowych ze Strefy Gazy na terytoria izraelskie. 11 marca doszło też do masakry żydowskiej rodziny w osiedlu Itmar na Zachodnim Brzegu.
Jak pisze ośrodek STRATFOR, premier Izraela staje teraz przed dylematem: czy wrócić do stołu rokowań z prezydentem Autonomii Palestyńskiej Mahmoudem Abbasem (i narazić się na ostrą krytykę środowisk ortodoksyjnych), czy odłożyć plan pokojowy ad calendas graecas (co grozi kolejnymi atakami i krytyką społeczności międzynarodowej).
Jeszcze przed zamachem pojawiały się głosy w rządzie o rozważaniu rozwiązania siłowego. Wicepremier Silvan Shalom powiedział w środę w izraelskim radiu, że "być może będziemy musieli rozważyć powrót" do operacji "Płynny Ołów".
- Mówię to pomimo tego, że wiem, iż taka rzecz oczywiście sprawiłaby, że region znalazłby się w znacznie bardziej łatwopalnej sytuacji - stwierdził Shalom. Przeprowadzona na przełomie 2008 i 2009 roku inwazja na Strefę Gazy kosztowała życie 14 Izraelczyków i 1350 Palestyńczyków, w tym setki cywilów, kobiet i dzieci.
Moździerze i rakiety domowej roboty
Jak donosi ośrodek STRATFOR, w ostatnich latach przemoc Palestyńczyków względem Izraelczyków ograniczała się głównie do odpalania w kierunku przygranicznych miast domowej roboty rakiet czy ostrzałów moździerzowych. W zdecydowanej większości przypadków obywało się bez ofiar. Mimo wielu oskarżeń i domysłów, sprawcy podobnych ataków zazwyczaj pozostają nieznani.
Na terytoriach palestyńskich działa wiele organizacji nastawionych wrogo wobec Izraela. Są to między innymi Brygady Męczenników Al-Aksy, Hamas, Palestyński Islamski Dżihad czy Hezbollah. Na arenie międzynarodowej jednym z największych (i najgłośniejszych) przeciwników Tel Awiwu jest Teheran. Jednak prezydent Ahmendineżad i Iran, szczególnie w kontekście niepokojów wewnętrznych, nie ma realnych szans zagrozić Izraelowi.
Źródło: Stratfor