Mugabe rządzi nieprzerwanie od 28 lat, czyli od momentu uzyskania przez Zimbabwe niepodległości. Od tamtego czasu jego kraj, uznawany za jeden z kilku potencjalnie najbogatszych w Afryce, borykał się z różnymi typowymi dla postkolonialnych państw problemami.
Nigdy nie było jednak tak źle jak teraz. Gospodarka Zimbabwe jest w stanie rozkładu. Oprócz hiperinflacji, 100 580 proc.!, kraj jest nękany 80-procentowym bezrobociem i dramatycznym spadkiem produkcji. Bank centralny kilkakrotnie dewaluował walutę - dolara zimbabweńskiego. W styczniu wprowadzono do obrotu banknoty o nominale 10 mln dolarów zimbabweńskich.
Precz z białymi
Problemy zaczęły się osiem lat temu, gdy rozgoryczony narastającą krytyką Zachodu Mugabe, chcąc przypodobać się weteranom walk o niepodległość, rozpoczął wielką operację wysiedlania białych.
Setki farmerów zostało wyrzuconych z prosperujących gospodarstw i plantacji, które napędzały miejscową ekonomię. Ich ziemię i nieruchomości, po niekiedy krwawych eksmisjach, zajmowali czarni weterani nieobeznani z gospodarką.
Po tych wydarzeniach w kraju zaczął się kryzys, a Mugabe nie mógł już liczyć na pomoc Zachodu. Od tej pory prowadzi izolacjonistyczną politykę, a kontakty utrzymuje jedynie z innymi afrykańskimi jedynowładcami.
Kolejne wybory w marcu
Chociaż w kraju panuje i powiększa się bieda, to Mugabe jest faworytem w zaplanowanych na 29 marca wyborach prezydenckich. Przeciwko sobie ma jednak groźnego rywala - wywodzącego się z tej samej partii 58-letniego Simbę Makoniego, którego niegdyś nazwał prostytutką.
Być może zimbabweńskie elity zdecydują, że gorzej być nie może i poprą rywala Mugabe. Z drugiej jednak strony komentatorzy zastanawiają się, czy zamiana Mugabe na Makoniego nie będzie tylko nic nieznaczącą wymianą jednego dyktatora na drugiego.
W Zimbabwe żyje 13 milionów ludzi.
Źródło: Reuters, PAP, TVN24