Kobiety chcą do Kongresu

Aktualizacja:

Rekordowa liczba kobiet postanowiła ubiegać się o stanowiska w tegorocznych wyborach do Kongresu. Jednak według przewidywań, liczba kobiet, które zostaną wybrane, może spaść po raz pierwszy od 1978 roku.

W sumie blisko 300 kobiet postanowiło stanąć w wyścigu do Kongresu w 2010 roku – tym samym pobity został poprzedni rekord z 1992 roku, kiedy to startowało 47 kobiet mniej.

Rok republikanek?

Sytuacja taka spowodowana jest w dużej mierze większą ilością republikańskich kandydatek. Nie bez powodu 2010 rok został nazwany przez republikanów „Rokiem republikańskich kobiet”. Niektóre z tych kobiecych republikańskich twarzy były najbardziej widocznymi w całej kampanii. Wśród nich znalazły się była prezes Hewlett-Packarda Carly Fiorina, która walczy o fotel senatora z Kalifornii, Linda McMahon ubiegająca się o senatorskie stanowisko w Connecticut oraz chyba największa gwiazda tegorocznych wyborów, przedstawicielka Tea Party Christine O’Donnell. Ta ostatnia stara się o mandat z Delaware.

Analitycy zwracają uwagę na jedno: liczby tak naprawdę nie muszą o niczym świadczyć. – By może, republikanie mają wiele kandydatek, które startują w wyborach, jednak jest różnica między kandydatką startującą a kandydatką wygrywającą – wskazał Dawid Wasserman, który śledzi wyborczy wyścig dla niezależnego Cook Political Report.

W sumie 145 kobiet chciało być kandydatkami republikanów w głosowaniach do Senatu (17) bądź do Izby Reprezentantów (128) – prawie dwa razy więcej niż w dwa lata wcześniej. Jednak większości z nich nie udało się uzyskać nominacji. Prawybory do wyższej izby parlamentu wygrało pięć republikanek (w sumie o stanowiska senatorskie ubiega się ich sześć; senator Lisa Murkowski po przegranej wstępnej walce startuje jako kandydat dodatkowy), do niższej - 47.

Demokratki stanęły do walki

Jak się przedstawia sytuacja po stronie demokratów? Liczba kandydatek, które ubiegały się o nominację i wygrały prawybory w 2010 roku była nieznacznie niższa niż w 2006 i 2008 roku. W szranki walki o fotele senatorskie stanęło 19 pań, chęć zostania reprezentantem zadeklarowało 134, co łącznie daje 153 demokratek.

W finałowej rozgrywce udział weźmie dziewięć kandydatek do Senatu i 91 do Izby Reprezentantów.

Mimo tej "kobiecej ofensywy", eksperci przewidują, że liczba obecnie zasiadających w Kongresie kobiet (jest ich 90) spadnie o 5-10. Jaki jest powód tego, że kandydatki republikanów nie odniosły sukcesu w prawyborach oraz, że będzie mniej kobiet w amerykańskim parlamencie? Z pewnością nie jeden, analitycy mówią o kilku czynnikach. Pierwszy to taki, że wiele z kandydatek albo dopiero co pojawiło się na politycznej scenie albo sprawowały funkcje przez krótki czas. Eksperci wskazują również na fakt, że niektórzy z wyborców uważają, że to mężczyźni mają lepsze predyspozycje by rozwiązać palące problemy gospodarcze. Kolejny powód: Partia Demokratyczna ma zwyczajowo więcej kandydatek - a bardzo prawdopodobne jest, że demokraci stracą sporo stanowisk w tych wyborach.

Gubernatorki

Nie brakuje też kobiet, które chciałyby być gubernatorkami. O władze w ośmiu stanach ubiega się dziesięć kandydatek.

Źródło: bbc.co.uk, APTN, tvn24.pl