Druga tura jest łatwiejsza do przygotowania. Mamy tylko dwóch kandydatów, w pierwszej było ich dziesięciu. Dużo łatwiej wytłumaczyć wszystko wyborcom no i dużo łatwiej i szybciej odbywa się liczenie głosów Adilio Ramos, przewodniczący Komisji Wyborczej nr 51 w Paryżu
Do głosowania uprawnionych jest ok. 46 mln Francuzów na ponad 65 mln mieszkańców kraju. Już w sobotę głosowanie rozpoczęło się we francuskich terytoriach zamorskich, m.in. na Gwadelupie, Martynice, w Gujanie Francuskiej oraz w niektórych innych częściach świata, zamieszkanych przez obywateli francuskich.
W metropolii punkty wyborcze w merostwach, szkołach i innych budynkach użyteczności publicznej są otwarte w niedzielę od godz. 8 do 18, a w dużych miastach - do 20. Wtedy też podane zostaną pierwsze sondażowe wyniki wyborów.
- Druga tura jest łatwiejsza do przygotowania. Mamy tylko dwóch kandydatów, w pierwszej było ich dziesięciu. Dużo łatwiej wytłumaczyć wszystko wyborcom no i dużo łatwiej i szybciej odbywa się liczenie głosów. Poza tym wszyscy członkowie komisji wyborczej mają już doświadczenie z pierwszej tury więc teraz przy drugiej jest sprawniej i łatwiej - mówi dla TVN24 Adilio Ramos, przewodniczący Komisji Wyborczej nr 51 w Paryżu.
Kto przejmie głosy Le Pen?
Sondaże i większość specjalistów dają większe szanse na zwycięstwo Hollande'owi, który wygrał w pierwszej turze 22 kwietnia, uzyskując 28,6 proc. głosów, wyprzedzając centroprawicowego Sarkozy'ego (27,2 proc.). Za tą dwójką, która przeszła do decydującej rundy, uplasowali się wtedy: szefowa skrajnie prawicowego Frontu Narodowego Marine Le Pen z 17,9 proc. poparcia, lewicowy radykał Jean-Luc Melenchon (11,1 proc.) oraz centrysta Francois Bayrou (9,1 proc.). Według ostatnich badań opinii publicznej w drugiej, decydującej turze socjalista może liczyć na triumf z pięcio- lub sześciopunktową przewagą nad konkurentem.
Eksperci są zdania, że urzędującemu prezydentowi będzie bardzo trudno nadrobić stratę i pokonać Hollande'a. Na korzyść socjalisty przemawia fakt, że cała lewica niezależnie od jej wewnętrznych podziałów chce mieć wreszcie pierwszego od epoki Francois Mitterranda - który wygrał dwukrotnie w 1981 i 1988 roku - "swojego" prezydenta.
Źródło: TVN24, PAP