Amerykański admirał: Sygnały o islamistach wśród rebeliantów

Aktualizacja:

Choć przywódcy rebelii przeciwko Kaddafiemu wyglądają na "odpowiedzialnych", to pojawiły się niepotwierdzone sygnały, że wśród powstańców mogą działać ludzie powiązani z Hezbollahem i Al-Kaidą - powiedział przed amerykańskim Senatem Naczelny Dowódca Połączonych Sił Zbrojnych NATO w Europie admirał James Stavridis. Czy Libia po upadku Kaddafiego może stać się drugim Afganistanem? Jak silni są islamscy ekstremiści w Libii?

- Na tę chwilę nie mam wystarczająco szczegółowych danych, by mówić o znaczącej obecności Al-Kaidy (wśród rebeliantów) - zastrzegał się admirał Stavridis. Ale mówiąc o możliwej obecności Hezbollahu i Al-Kaidy na wschodzie Libii, przypomniał jedną z największych obaw, jakie Zachód ma w związku z możliwym obaleniem Kaddafiego.

Czujne oko wodza

Libia nigdy nie była krajem priorytetowym dla Al-Kaidy. Działająca od połowy lat 90. XX wieku Libijska Islamska Grupa Bojowa (ang. LIFG), która w 2007 roku sprzymierzyła się z Al-Kaidą, została w 2009 roku pokonana przez siły reżimu i w zasadzie wyłączona z walki. Dlatego nie jest w stanie odegrać znaczącej roli - twierdzi ośrodek analityczny Jamestown Foundation.

Choć wielokrotnie pojawiały się oskarżenia o to, że Libia sprzyja terrorystom, to jednak władze w Trypolisie raczej starały się ich "eksportować" za granicę, wychodząc z założenia, że dżihadysta działający za granicą nie będzie stanowił zagrożenia w kraju.

Z kolei libijskie siły bezpieczeństwa czujnym okiem patrzyły na bojowników islamskich wracających z takich państw jak Irak czy Afganistan.

Jednak nie ulega wątpliwości, że przy bezrobociu sięgającym w niektórych regionach 60-70 proc. istniał podatny grunt dla działania ekstremistów.

Odrodzenie LIFG?

Dlatego, w trakcie walki i po ewentualnym upadku Kaddafiego dżihadyści mogą zyskać znacznie większą zdolność do działania i stanowić większe zagrożenie. Co nie oznacza, że są w stanie samodzielnie przejąć władzę w kraju.

LIFG może się wszak odrodzić, a w wojennym chaosie, gdy plądrowane są składy amunicji, ekstremiści mogą uzyskać dostęp np. do ciężkiego uzbrojenia. W najgorszym przypadku, przy "próżni" władzy w Libii, sytuacja może zacząć przypominać Irak czy Afganistan, gdzie niemal nie ma dnia bez zamachu i gdzie przyjeżdżają dżihadyści z całego świata.

Nawet jeśli ekstremiści nie zdecydują się wykorzystać zdobytego podczas walk sprzętu wojskowego (materiałów wybuchowych, ciężkiego uzbrojenia) do atakowania celów w Libii, możliwa jest jego sprzedaż do organizacji terrorystycznych w innych krajach.

OPERACJA LIBIJSKA W PONIEDZIAŁEK - czytaj więcej

ZOBACZ: LIBIA JAK BOŚNIA?: PORÓWNANIE AKCJI ONZ

Źródło: tvn24.pl, Reuters