- Prezydentem Rzeczpospolitej został wybrany Komorowski Bronisław Maria - 5 lipca po południu ogłosił szef Państwowej Komisji Wyborczej Stefan Jaworski. W powyborczą noc wcale nie było to takie pewne. Po pierwszych danych z Państwowej Komisji Wyborczej przewaga Komorowskiego stopniała, a chwilę potem wyprzedził go Jarosław Kaczyński. Ostatecznie jednak, po zliczeniu 100 procent głosów, PKW podała, że na marszałka zagłosowało 53,01 procent wyborców, a na prezesa PiS - 46,99 procent.
Spośród 30.833.924 uprawnionych zagłosowało 17.054.690 osób, z których 197.396 oddało głos nieważny. Frekwencja wyniosła 55,31 procent
Na Bronisława Komorowskiego zagłosowało 8.933.887 Polaków, co stanowi 53,01 procent głosów ważnych. Jarosława Kaczyńskiego natomiast poparło 7.919.134, czyli 46,99 procent.
Pierwsze wyniki: przewaga minimalna
To wyniki ostateczne, ale pierwsze wyniki badań sondażowych poznaliśmy już chwilę po zakończeniu głosowania. Pierwsze badanie MillwardBrown SMG/KRC wskazywało, że w dniu wyborów sympatie Polaków podzieliły się niemal po równo. Kandydat PO wziął 51,8 procent, a kandydat PiS - 48,2.
Nieomal identyczne wyniki przyniosło badanie Homo Homini dla telewizji Polsat: 51,6 proc. głosów dla Komorowskiego, 48,4 proc. dla Kaczyńskiego. Większą przewagę marszałka prognozował TNS OBOP dla TVP. Według tego sondażu Komorowski uzyskał 53,1 proc. głosów, a Kaczyński - 46,9 proc.
Mały szampan wystrzelił
Pierwsze wyniki wywołały ostrożną radość w sztabie kandydata Platformy Obywatelskiej. Pamiętając o sondażowych porażkach z pierwszej tury i w wyborach sprzed pięciu lat, politycy PO podeszli do sondaży z lekkim dystansem.
- Chociaż pewnie z największą butelką szampana przyjdzie poczekać do jutra, bo widać, że jesteśmy blisko remisu, to mamy powód do dumy i radości - w chwilę po ogłoszeniu sondażowych wyników mówił Bronisław Komorowski. Jego przemówienie co chwilę przerywały okrzyki "Bronek, Bronek!" i oklaski. Nowy "sondażowy" prezydent dziękował wszystkim wyborcom, ale też konkurentom - przede wszystkim Jarosławowi Kaczyńskiemu. I apelował o współpracę.
PiS walczy dalej
Prezes Prawa i Sprawiedliwości porażkę przyjął z godnością. - Gratuluję Bronisławowi Komorowskiemu, ale przede wszystkim dziękuję tym, którzy mnie poparli - powiedział Kaczyński.
Podkreślił, że do wyniku, jaki uzyskał, przyczynił się ruch, który wyrósł na śmierci Lecha Kaczyńskiego, i innych ofiar smoleńskiej tragedii. Jarosław Kaczyński stwierdził też, że wynik niemal pół na pół, wskazuje na to, iż Polska się zmieniła. W tej sytuacji - jak stwierdził - jest szansa na zwycięstwo w następnych wyborach. - Aby zwyciężyć, trzeba pamiętać o maksymie Józefa Piłsudskiego: "Zwyciężyć i spocząć na laurach, to klęska. Być zwyciężonym a nie ulec, to zwycięstwo" - mówił prezes PiS.
Huśtawka wyników PKW
Po pierwszych chwilach radości, przyszło nerwowe oczekiwanie na potwierdzenie wyniku przez Państwową Komisję Wyborczą. I zaczął się horror powyborczej nocy.
Pierwsze wyniki z jednej-piątej obwodów wyborczych zmroziły krew w żyłach zwolenników Komorowskiego. Ich kandydat wciąż prowadził, ale jego przewaga stopniała do nieco ponad jednego punktu procentowego. Komorowski - 50,61 proc., Kaczyński - 49,39 - usłyszeliśmy od szefa PKW, Stefana Jaworskiego o godz. 23.
Prawdziwe trzęsienie ziemi przyniosły kolejne doniesienia z PKW. Kiedy członkowie w chwilę po północy zaprezentowali dane z nieco ponad połowy obwodów, wybuchła euforia w sztabie PiS - Jarosław Kaczyński na prowadzeniu. Przewaga 50,41 proc. do 49,59 nie była duża, ale wystarczyła, by ponownie rozpalić nadzieje na zwycięstwo kandydata PiS.
Radość w obozie Kaczyńskiego nie trwała długo. Następne wystąpienie Stefan Jaworskiego było zimnym prysznicem dla Kaczyńskiego. Po przeliczeniu głosów z 80 proc. obwodów kandydat PiS znowu przegrywał i to bardziej znacząco, niż dotychczas. Komorowski - 51,32 proc., Kaczyński - 48,68.
Resztki nadziei w sztabie Kaczyńskiego musiały zniknąć wraz z ostatnim nocnym wystąpieniem PKW. W chwilę po godz. 2 Stefan Jaworski odczytał zestawienie z ponad 905 proc. obwodowych komisji wyborczych. Przewaga Komorowskiego wzrosła i wynosiła 52,63 proc. wobec 47,37 proc. Jarosława Kaczyńskiego.
Polacy się spisali
Obok samego wyniku, kluczową kwestią podczas głosowania była frekwencja wyborcza. Lipiec to okres wakacyjnych wyjazdów i nie brak było obaw, że Polacy zamiast pójść do urn, wybiorą wylegiwanie się na plaży. Stało się jednak inaczej. Frekwencja wyniosła 55,31 proc. i okazała się być wyższą, niż w pierwszej turze wyborów (54,94 proc). Była również wyższa od wyborów w 2005 roku (w drugiej turze 50,99 proc.), ale daleko jej do rekordu z 1995 roku, kiedy podczas drugiej tury do urn poszło 68,2 proc. wyborców.
Źródło zdjęcia głównego: TVN24, PAP