Europa nad przepaścią

30 listopada 2011
TVN24Tusk: Polska przystępuje do paktu fiskalnego

Będą trzy rodzaje szczytów: 27 państw całej UE, państw paktu fiskalnego czyli euro plus, oraz państw strefy euro, jeśli tematyka dotyczy wspólnej waluty - poinformowano w poniedziałkowy wieczór 30 stycznia, po szczycie UE w Brukseli. To mniej, niż chciała Polska, ale wystarczająco, by premier Donald Tusk zdecydował się na podpisanie traktatu ws. paktu fiskalnego. W sumie do paktu przystąpi 25 państw UE - wszystkie z wyjątkiem Wielkiej Brytanii i Czech.

Jak poinformował prezydent Francji Nicolas Sarkozy będą trzy rodzaje szczytów Unii Europejskiej: 27 państw całej UE, państw paktu fiskalnego czyli euro plus, oraz państw strefy euro, jeśli tematyka dotyczy wspólnej waluty.

W sumie każdego roku odbędą się dwa szczyty ws. euro. Zgodnie z wypracowanym porozumieniem kraje pozostające poza eurolandem, które ratyfikują nowy traktat (w tym Polska), będą uczestniczyć w szczytach dotyczących konkurencyjności oraz zmian w architekturze strefy euro, a także, jeśli to wskazane, w sprawie wdrażania traktatu przynajmniej raz w roku. Kraje spoza "17" będą miały prawo zabierać na nich głos. Szczyty jedynie dla krajów strefy euro będą następowały po szczytach całej UE.

Sarkozy zapewnił, że przyjęte na szczycie zasady nie oznaczają uznania Europy kilku prędkości, ale raczej, że wskazują one na "różne poziomy integracji".

Ustalenia szczytu nie są w pełni satysfakcjonujące dla Polski, która chciała, by kraje spoza strefy euro mogły uczestniczyć we wszystkich szczytach, ale nasz kraj zdecydował się na podpisanie traktatu. Poinformował o tym na konferencji prasowej po szczycie Donald Tusk.

Nicolas Sarkozy potwierdził, że 25 krajów już zadeklarowało, że podpisze traktat ws. paktu fiskalnego. Dwa kraje, które nie są zainteresowane, to Wielka Brytania oraz Czechy "ze względów konstytucyjnych". - 25 państw, które podpiszą traktat, to duże osiągnięcie, zważywszy, że strefa euro to tylko 17 państw - powiedział przewodniczący Rady Europejskiej Herman Van Rompuy na zakończenie szczytu.

Traktat ma zostać formalnie przyjęty na szczycie w marcu. Umowa ma wejść w życie 1 stycznia 2013 roku, przy założeniu, że do tego czasu będzie ratyfikowana przez 12 z 17 państw strefy euro.

Bez Wielkiej Brytanii

Poprzedni, ósmy w 2011 roku szczyt UE w Brukseli rozpoczął się nieformalną kolacją w czwartek 8 grudnia. Rozmowy trwały ponad 10 godzin i zakończyły się dopiero nad ranem.

Ustalono, że niezbędna dla ratowania euro większa integracja fiskalna nie zostanie wprowadzona za pomocą zmian w traktacie UE, lecz poprzez międzyrządowy pakt fiskalny, który podpisze 17 państw strefy euro oraz chętne państwa spoza eurolandu. Wtedy gotowość wyraziły Polska, Litwa, Łotwa, Bułgaria, Rumunia i Dania. Rządy Czech, Węgier i Szwecja wyraziły wstępne zainteresowanie, ale najpierw chcą przeprowadzić konsultacje w swoich parlamentach krajowych.

Zdecydowane "nie" powiedziała jedynie Wielka Brytania, co uniemożliwiło zmiany traktatowe dla całej Unii. Premier David Cameron zgodę na nie uzależniał bowiem od taryfy ulgowej dla brytyjskiego systemu finansowego, na co nie zgodziły się m.in. Niemcy i Francja.

PAKT FISKALNY

Uzgodniony nowy pakt fiskalny zakłada m.in. ściślejszą kontrolę budżetów narodowych przez instytucje europejski i automatyczne kary za nadmierny deficyt budżetowy. Szczegóły i to, jaką formę prawną ma przyjąć porozumienie, zostaną jednak dopiero ustalone.

Jak zapowiedział na zakończenie szczytu szef Rady Europejskiej Herman van Rompuy, zapisy zostaną sformalizowane "w najbliższych dniach". Następnie mają się odbyć konsultacje w poszczególnych parlamentach narodowych, po których poznamy dokładną liczbę krajów, które będą w porozumieniu uczestniczyć. Najpóźniej na początku marca porozumienie ma zostać podpisane. Ratyfikacja miałaby nastąpić maksymalnie do połowy 2012 r.

Oprócz tego, pierwszego dnia szczytu zdecydowano, że:

Państwa UE przekażą 200 mld euro do MFW, który ma szybko je uruchomić dla zagrożonych państw strefy euro , Przyspieszone zostanie uruchomienia Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego do lipca 2012 r. , Bruksela zmieni podejście do zaangażowania sektora prywatnego w ratowanie strefy euro , Kwestia euroobligacji zostanie na razie odłożona ,

CZYTAJ WIĘCEJ O SZCZEGÓŁACH USTALEŃ SZCZYTU

PRZED SZCZYTEM

CZYTAJ WIĘCEJ O TYM JAKIE BYŁY STANOWISKA POSZCZEGÓLNYCH PAŃSTW PRZED SZCZYTEM

Już przed szczytem wiadomo było, że rozmowy nie będą łatwe. Inne stanowisko zajmowali eurosceptyczni Brytyjczycy, inne przewodniczący Rady Europejskiej Herman Van Rompuy, a jeszcze inne Angela Merkel i Nicolas Sarkozy. Ta ostatnia dwójka na tydzień przed szczytem przedstawiła swoje stanowiska w specjalnych wystąpieniach:

POMYSŁY FRANCJI

Podczas swojego wystąpienia w ubiegły czwartek Sarkozy mówił, że "w UE potrzeba "więcej dyscypliny, więcej solidarności (...) prawdziwego rządu gospodarczego". - Francja walczy z Niemcami o nowy traktat europejski, aby w świecie jutra głos Europy był nadal słyszalny, bo kryzys może zmieść Europę, jeśli ona nie zapanuje nad sobą. Musimy wszystko stworzyć na nowo, wszystko przebudować - zaznaczał. - Europa to nie mniej, ale więcej suwerenności niż dotychczas, gdyż oznacza ona zwiększenie możliwości działania - przekonywał.

POMYSŁY NIEMIEC

W podobnym tonie, a nawet idąc nieco dalej, wypowiadała się dzień później Angela Merkel. W niemieckim Bundestagu oświadczyła, że jej celem na szczycie w Brukseli będzie przeforsowanie zmiany unijnych traktatów, co jest jedyną drogą do budowy "unii fiskalnej". - Rozwiązaniem drugim w kolejności jest zawarcie całkiem nowego traktatu między państwami euro - dodała.

Niemiecka kanclerz podkreślała, że "do Brukseli jedzie z celem przeforsowania zmiany traktatów UE, ale w takim duchu, by uniknąć podziału między państwami euro a państwami spoza strefy euro". - Pozostawimy krajom, które nie są członkami strefy wspólnej waluty, możliwość przyłączenia się do mocniejszych zobowiązań przyjętych przez strefę euro. Nikt nie może chcieć takiego podziału - powiedziała.

WSPÓLNE STANOWISKO FRANCJI I NIEMIEC

5 grudnia Merkel i Sarkozy spotkali się w Pałacu Elizejskim i rozmawiali na temat wspólnych propozycji uzdrowienia sytuacji w strefie euro przed szczytem Rady Europejskiej.

Po tym spotkaniu prezydent Francji powiedział, że Francja i Niemcy opowiadają się za "automatycznymi" sankcjami dla krajów UE, które złamią unijny Pakt Stabilności i Wzrostu. Paryż i Berlin wykluczyły emitowanie euroobligacji.

Jak podkreślił na konferencji prasowej po spotkaniu Sarkozy, Francja i Niemcy "preferują" zmianę traktatu europejskiego przez 27 państwa, aby wzmocnić dyscyplinę finansową w eurogrupie. Szef francuskiego państwa zaznaczył jednak, że jeśli okaże się to trudne, możliwe jest alternatywne wyjście: umowa przyjęta przez państwa eurogrupy, ale otwarta dla innych państw spoza niej. Według Sarkozy'ego, Paryż i Berlin oczekują, że do marca przyszłego roku państwa strefy euro porozumieją się co do nowego traktatu dotyczącego zarządzania eurolandem.

Francja i Niemcy pragną także wprowadzenia w prawodawstwie wszystkich krajów strefy euro tzw. złotej reguły, czyli zasady utrzymywania w ryzach równowagi budżetowej przez dane państwo. Oceną realizacji "złotej reguły" miałby zajmować się trybunał konstytucyjny danego kraju. Liderzy obu państw potwierdzili, że Europejski Trybunał Sprawiedliwości nie będzie mógł "anulować" budżetów narodowych naruszających równowagę budżetową.

Sarkozy ogłosił także, iż krokiem w stronę wzmocnienia zarządzania eurogrupą będzie zwoływane od tej pory co miesiąc spotkanie przywódców krajów eurolandu.

POMYSŁY POLSKI

Prezentację przez Sarkozy'ego i Merkel swoich pomysłów na nową Europę poprzedziło wystąpienie szefa polskiego MSZ - Radosława Sikorskiego. Pod koniec listopada podczas swojego przemówienia na forum Niemieckiego Towarzystwa Polityki Zagranicznej w Berlinie wezwał on Niemcy do większej odpowiedzialności za Europę i zadeklarował nawet gotowość do zrzeczenia się części niezależności, głównie budżetowej, w zamian za zwiększenie bezpieczeństwa finansowego. CZYTAJ RAPORT: SIKORSKIEGO POMYSŁ NA EUROPĘ. I choć wypowiedź została mocno skrytykowana przez opozycję z prawej strony, to premier Donald Tusk powiedział, że minister konsultował z nim tezy swojego przemówienia i uzyskały one pełną akceptację.

Szef rządu zadeklarował jednocześnie, że "że Polska podejmie wysiłki na rzecz ratowania strefy euro". - Wszyscy zdają sobie sprawę, że żarty się skończyły i nie ma już czasu na dalsze zwlekanie. Decyzje lub - nie daj Boże - ich brak, mogą rozstrzygnąć o przyszłości całego kontynentu - mówił o swoich oczekiwaniach co do szczytu. Podkreślał też, że Polska opowiada się za szybką zmianą unijnego traktatu. - Opowiadamy się za zmianą traktatu, szybką, bez zbędnej, przedłużającej się i jałowej dyskusji. Ta zmiana traktatu musi służyć wzmocnieniu dyscypliny finansowej strefy euro, twardego, skutecznego zarządzania gospodarczego w strefie euro - powiedział premier Tusk. Jak zaznaczył, polskim postulatem na rzecz zachowania integracji Europy, przy wzmocnieniu zarządzania strefą euro będzie także przyjęcie zasady "participate not vote", czyli - wyjaśnił Tusk - "obecności (w eurogrupie -red.) bez możliwości głosowania w sprawach strefy euro przez państwa członkowskie niebędące w strefie euro, ale będące członkami UE".

Wydaje się, że w tym postulacie polski premier może liczyć na poparcie niemieckiej kanclerz. Zdaniem Merkel bowiem eurogrupa, czyli forum ministrów finansów eurolandu, powinna być otwarta dla każdego, kto chce się przyłączyć i wziąć na siebie zobowiązania związane z dyscypliną finansową i budżetową - na przykład Polski. - Polska zawsze mówiła wyraźnie, że choć nie ma jeszcze euro, to chce przyjąć mocniejsze zobowiązania. W trakcie rozmów, które teraz przeprowadziliśmy, Polska także powiedziała jasno, że chce iść tą drogą unii stabilności - powiedziała Merkel.

CO NAS CZEKA? Krytyczny okres, dramatyczne scenariusze

- Bez trafnych i stanowczych decyzji strefa euro nie przetrwa - to główny wniosek pojawiający się w komentarzach, których codziennie są dziesiątki. Niektórzy przygotowują się już nawet na taki scenariusz. Prezes banku centralnego Wielkiej Brytanii Mervyn King poinformował, że ma "plan ratunkowy", aby stawić czoło ewentualnemu rozpadowi strefy euro. - Istnieje wiele możliwych scenariuszy:

- możliwe, że strefa euro nie wybuchnie, , - możliwe, że będzie działać w innych formach, , - możliwe, że upadnie ,

- Nikt z nas nie wie, więc nie będę spekulować. Możliwe też, że burza nadejdzie spoza strefy euro - mówił King. Podkreślił, że każda opcja jest możliwa i rolą jego instytucji jest rozważenie wszystkich wariantów.

Bo w to, że niebezpieczeństwo jest blisko, nie wątpi nikt. - Wchodzimy w krytyczny okres 10 dni, by dokończyć i uzgodnić odpowiedź UE na kryzys - powiedział 30 listopada unijny komisarz ds. walutowych Olli Rehn. Jak dodał przed unijnym szczytem potrzebne są prace na "dwóch frontach": pierwszy to zapewnienie, by strefa euro miała wiarygodne środki reagowania na turbulencje na rynku finansowym (m.in. fundusz ratunkowy), drugi to dalsze wzmacnianie gospodarczego zarządzania strefą.

Czas goni

Tyle, że dni uciekają, a niepewności się mnożą. 29 listopada szef eurogrupy Jean-Claude Juncker ogłosił, że z powodu pogorszenia sytuacji na rynkach finansowych najprawdopodobniej nie uda się zwielokrotnić z 440 mld do ok. biliona euro mocy pożyczkowych funduszu ratunkowego - Europejskiego Funduszu Stabilizacji Finansowej (EFSF). EFSF to, jak na razie, główne narzędzie eurolandu do walki z kryzysem, ponieważ Europejski Bank Centralny wciąż nie chce rozpocząć masowego drukowania pieniędzy na wykup obligacji krajów, od których rynek żąda rekordowego oprocentowania, czym pogrąża je jeszcze bardziej. Zwiększenie mocy rażenie EFSF, z którego m.in. wypłacana jest pomoc dla Grecji, było jedną z decyzji szczytu przywódców eurolandu z 27 października.

Początek końca złudzeń

Bo koniec października miał być początkiem końca problemów Europy. Po kilku tygodniach dyskusji o stojącej na krawędzi bankructwa Grecji zdecydowano się na plan ratunkowy mający uratować Ateny i w efekcie zatrzymać rozprzestrzenianie się kryzysu na inne państwa. Kluczowe ustalenia, które miały umożliwić Europie i strefie euro przezwyciężenie problemów, to:

- Zredukowanie długu Grecji o około 100 miliardów euro z obecnego poziomu 350 miliardów. Prywatne instytucje finansowe posiadające greckie obligacje stracą 50 procent zainwestowanych w nie pieniędzy. , - Podniesienie wartości planowanej na początek 2012 roku transzy pomocy dla Grecji. Zamiast 109 miliardów euro miało to być około 130 miliardów. , - Zwiększenie Funduszu Ratunkowego Strefy Euro (EFSF) z obecnych 440 miliardów euro do około biliona. , - Podniesienie o 100 proc. własnych środków w bilansach europejskich banków. Tak zwaną stopę kapitałową zwiększono z pięciu procent do dziewięciu. Według oceny Europejskiego Urzędu Nadzoru Bankowego (EBA), oznacza to, iż banki będą musiały zostać dokapitalizowane 106,4 miliardami euro. ,

W zamian za pomoc Grecja miała zgodzić się na drakońskie oszczędności i reformy przeprowadzane pod okiem Brukseli, co miało w perspektywie kilku lat wyprowadzić kraj na względną prostą.

PRZECZYTAJ DEKLARACJĘ SZCZYTU

Sukces niewystarczający

Na czym polega plan ratunkowy strefy euro?/TVN24TVN24

I choć w wielu komentarzach po szczycie podkreślano, że ustalenia są niewystarczające, to politycy ogłosili sukces. - Dla Grecji wstał nowy dzień. Przetrwaliśmy. To sukces całej Europy, ale i każdego Greka. Bez ogromnego wkładu moich obywateli Grecja zbankrutowałaby już w maju - mówił jeden z głównych zainteresowanych, ówczesny premier Grecji Jeorios Papandreu.

Przekonana o słuszności decyzji była też grająca pierwsze skrzypce w decydowaniu o losie Starego Kontynentu kanclerz Niemiec Angela Merkel. - Strefa euro spełniła oczekiwania i zrobiła dla wspólnej waluty to, co należało. (...). Jest jasne, że cały świat patrzył na nasze spotkanie. Wszyscy czekali na odpowiedź, czy znajdziemy sposób na to jak walczyć z kryzysem. Pokazaliśmy Europejczykom, że potrafimy wyciągać wnioski i nazywać rzeczy po imieniu - mówiła wówczas.

W jeszcze mocniejsze tony uderzał dzierżący drugie skrzypce prezydent Francji Nicolas Sarkozy. - Gdyby nie decyzje szefów państw strefy euro w nocy ze środy na czwartek, to w katastrofie pogrążyłaby się nie tylko Europa, ale cały świat - mówił po szczycie.

Chiny pomogą?

Optymizm unijnych przywódców wzmogła też pogłoska, że w ratowanie strefy euro włączą się Chiny, które ze swych niewyobrażalnych rezerw walutowych sięgających 3,2 biliona dolarów wspomogą EFSF kwotą ok. 100 miliardów dolarów. I mimo, że rozpoczęto już debaty, jaka może być cena chińskiej pomocy, to pogłoska tak szybko jak się pojawiła, tak szybko zniknęła. Pekin wprawdzie nie zaprzeczył planom inwestowania w Europę, ale zasugerował, że wolałby to robić, gdy ta trochę "ozdrowieje".

Zadłużenie wybranych krajów UE po drugim kwartale w relacji do ich PKB (w proc.)/eurostat 

Wisienką na torcie sukcesu było zazielenienie się giełd na krótki czas. Optymizm inwestorów był jednak krótkotrwały, gdyż szybko nastąpiło zderzenie z rzeczywistością.

Powrót do rzeczywistości - nowej i gorszej

Ustalenia szczytu unijnego miał potwierdzić, a nawet rozszerzyć, rozpoczynający się 3 listopada dwudniowy szczyt G20, czyli 20 największych gospodarek świata i Unii Europejskiej w Cannes. Dzień przed jego rozpoczęciem zaczęły się jednak kolejne problemy. Premier Grecji dość nieoczekiwanie poinformował, że o przeprowadzeniu reform, a tym samym, o otrzymaniu międzynarodowej pomocy, powinni zdecydować w referendum sami Grecy. Jak podkreślał, wierzy, że jego rodacy podejmą słuszną decyzję. Wiary tej nie podzielali inni przywódcy europejscy, zwłaszcza, że z sondaży wynikało, iż prawie dwie trzecie Greków jest przeciwna zaciskania pasa na długie lata.

Po tej zapowiedzi na Jeorjosa Papandreu posypały się gromy. Krytyka przywódców europejskich była stanowcza, choć dość stonowana. - Stabilizacja euro jest ważniejsza niż ratowanie Grecji - mówiła Angela Merkel, a Nicolas Sarkozy dodawał: Nasi greccy przyjaciele muszą się zastanowić, czy chcą kontynuować z nami podróż. Politycy niższego szczebla nie byli tak zachowawczy. - Ewentualne wyjście Grecji ze strefy euro nie jest "najbardziej pożądanym scenariuszem", ale jesteśmy na to "absolutnie przygotowani" - powiedział zef eurogrupy, premier Luksemburga Jean-Claude Juncker. - Strefa euro może się obyć bez Grecji - dodawał francuski minister ds. europejskich Jean Leonetti.

W końcu pod naciskiem Europy, a także części członków swojego rządu, podczas szczytu G20 premier Grecji wycofał się z planów o referendum. Sam szczyt okazał się jednak rozczarowaniem, podczas którego nie ustalono nic przełomowego.

Po spotkaniu w Cannes w Europie rozpoczęło się polityczne rozliczanie. Premier Grecji podał się do dymisji, a na czele nowego - koalicyjnego rządu stanął Lukas Papademos. Jego gabinet zaprzysiężono 11 listopada.

Choroba wychodzi u giganta

Dwa dni później nastąpiła kolejna polityczna roszada. W swojej skali i znaczeniu jeszcze większa od pierwszej. Do dymisji podał się premier Włoch Silvio Berlusconi, którego gabinet utracił większość w parlamencie po odejściu z partii rządzącej grupy posłów. Misję nowego rząd otrzymał Mario Monti.

Poza problemami w kraju Berlusconi znalazł się też na cenzurowanym Brukseli, gdyż jego kraj okazał się drugim najbardziej zadłużonym krajem eurolandu. I choć dług w wysokości 120 proc. PKB to mniej niż 160 proc. w przypadku Grecji, to Włochy są trzecią gospodarką strefy euro odpowiadającą za 18 proc. jej PKB, a Grecja tylko za trzy proc. Konieczność niesienia pomocy Italii byłaby o wiele bardziej kosztowna dla krajów strefy tym bardziej, że Berlusconi jedynie zapowiadał reformy mające nie doprowadzić jego kraju na skraj bankructwa, a w efekcie niewiele robił. Monti zapowiedział, że na szczyt 8 grudnia stawi się z gotowym programem reform i oszczędności.

Rynki w kryzysie zmiatają rządy/TVN24
Włoski problem z długiem/TVN24

Co dalej, Europo?

Grudniowy szczyt ma być rozstrzygający nie tylko dla Włoch, ale dla całej Europy, a zwłaszcza strefy euro. Muszą oni znaleźć rozwiązanie nie tylko tego, jak gasi pożary, które już wybuchły, ale także jak zapobiegać im na przyszłość. Bo ogień pochłania coraz więcej. Przede wszystkim pieniędzy. Okryte niesławą agencja ratigowe niemal codziennie donoszą o obniżeniu wiarygodności kredytowej jakiegoś kraju, czy całych sektorów gospodarki - np. bankowego, lub zapowiadają, że zaraz to zrobią. Skutkuje to tym, że rentowności obligacji poszczególnych krajów, uznawanych nawet za stabilne, osiągają na rynku rekordowe poziomy, a i tak są problemy z ich sprzedaniem. Sygnalizowane pomysły, jak temu zapobiegać, są różne i rzucane dość zdawkowo. Od większej aktywności Europejskiego Banku Centralnego, przez emisję euroobligacji, czyli wspólnych papierów dla całej strefy euro, czemu sprzeciwiają się choćby Niemcy, po silniejsze związanie się wewnątrz strefy euro, za czym są Niemcy, a także polski rząd, co wyraził niedawno minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. Skutkiem tego byłaby większa ingerencja unijnych instytucji w sprawy poszczególnych państw, choćby w sferze pilnowania dyscypliny budżetowej.

Wielka trójka rządzi światem/TVN24
Na ratunek strefie euro/TVN24
Jak Europa zaciska pasa?/TVN24

Maciej Góźdź,ant/bgr//mat

Źródło zdjęcia głównego: TVN24