Zamach w Berlinie

Aktualizacja:
Do ataku doszło w grudniu 2016 r. w Berlinie Wikipedia

19 grudnia 40-tonowa ciężarówka wjechała w tłum zgromadzony na jednym ze świątecznych jarmarków w Berlinie. W zamachu zginęło 12 osób, a 48 zostało rannych. Jedną z ofiar jest polski kierowca, którego ciało znaleziono w szoferce. Domniemany sprawca ataku, Tunezyjczyk Anis Amri, został zastrzelony cztery dni później w Mediolanie, dokąd uciekł z Niemiec.

Jarmark świąteczny na Breitscheidplatz jest jednym z najpopularniejszych w Berlinie. 19 grudnia o godz. 20.14 w tłum spędzających tam wieczór osób wjechała 40-tonowa ciężarówka. Tragedia przypomniała natychmiast o lipcowym zamachu w Nicei, kiedy rozpędzony pojazd taranował w tłumie spacerowiczów na nadmorskiej promenadzie, zabijając 84 osoby.

Już w pierwszych godzinach wiele wskazywało na to, że także w niemieckiej stolicy doszło do ataku terrorystycznego. Ostatecznie dzień później potwierdzili to śledczy.

W Berlinie zginęło 12 osób, a 48 zostało rannych. Do zamachu przyznało się tzw. Państwo Islamskie.

Berlin. Miejsce tragediitvn24.pl, Google Earth, Targeo

Zamachowiec

Tuż po zamachu zatrzymano 23-letniego Pakistańczyka, który przyjechał do Niemiec pod koniec grudnia 2015 r. i starał się o azyl w tym kraju. Mężczyzna nie przyznawał się do winy, a śledczy nie znaleźli dowodów jego winy. Ostatecznie wypuścili go po dobie przetrzymywania.

Pościg za prawdziwym sprawcą trwał kilka dni. 21 grudnia wydano list gończy za Tunezyjczykiem Anisem Amrim. Mężczyzna posługiwał się m.in. kilkoma różnymi wersjami zapisu swojego prawdziwego nazwiska. Podawał się także za obywatela Egiptu i Libanu - informowano.

Poszukiwany przyjechał do Niemiec w 2015 roku, od lutego 2016 roku przebywał głównie w Berlinie. Jak wyjaśniał szef MSW Nadrenii Północnej-Westfalii Ralf Jaeger, jego wniosek o przyznanie azylu został odrzucony w czerwcu, jednak przewidziana w takich przypadkach deportacja nie doszła do skutku ze względu na brak dokumentów potwierdzających jego tożsamość.

List gończy wydany za Anisem Amri PAP/EPA

Tunezyjczyk był od marca do września śledzony przez niemieckie służby. Dziennik "Sueddeutsche Zeitung" poinformował 29 grudnia, że zaledwie kilka dni przed zamachem oficerowie sporządzili raport dot. Amriego. Wynikało z niego, że stanowi potencjalne niebezpieczeństwo, jednak nie zdecydowano się na żadne działania.

Przed przyjazdem do Niemiec Amri przebywał we Włoszech, gdzie przyjechał w 2011 r. Pobić i niszczenia mienia dopuszczał się już w ośrodku dla nieletnich na Sycylii, w którym go umieszczono. Kolejne cztery lata spędził w więzieniach. Wiosną 2015 roku został zwolniony i wydalony z kraju.

Nie jest jasne, czy na jakimkolwiek etapie niemieckie służby zostały o tym poinformowane przez Włochów.

To właśnie we Włoszech znaleziono Amriego po ataku na jarmark. 23 grudnia został on zastrzelony przez włoskich policjantów pod Mediolanem. Zaatakował dwóch patrolujących ulicę funkcjonariuszy, którzy chcieli go wylegitymować. Oddał strzał, raniąc jednego z nich. Zabił go drugi.

Kilkanaście godzin później włoskie MSW poinformowało, że zabity to poszukiwany Tunezyjczyk.

Niemieckie służby podały, że na ciężarówce, która staranowała ludzi w Berlinie znaleziono jego odciski palców. Po informacji o śmierci domniemanego zamachowca w śledztwie nie wyznaczono żadnego innego podejrzanego. Niemiecka policja szuka jedynie ewentualnych współpracujących z Tunezyjczykiem osób.

Tunezyjczyk, który zabił w Berlinie 12 osób został zastrzelony 23 grudniaPolizia di Stato/Twitter

CZYTAJ WIĘCEJ O ANISIE AMRIM

Polski kierowca

Ciężarówka, którą wykorzystano w ataku miała polskie tablice rejestracyjne. Tuż po zamachu szef firmy transportowej, do której należał samochód relacjonował, że 19 grudnia od godziny 16. nie miał kontaktu z kierowcą. - Mój scenariusz, jaki ja widzę teraz, to jest tak, że jemu po prostu coś tam zrobili, porwali ten samochód, bo był praktycznie w centrum Berlina, i mieli fajne auto, którym można zrobić to, co zrobili. Ten, który jechał to nie był mój kierowca. Oni mojemu kierowcy po prostu coś zrobili, nie daj Boże, coś poważnego - mówił Ariel Żurawski.

[object Object]
Bundestag uczcził ofiary zamachu na jarmark bożonarodzeniowy. Nagranie TVN24 z 19 stycznia tvn24
wideo 2/13

Ciało kierowcy Łukasza Urbana znaleziono w szoferce użytej w ataku ciężarówki. Niemiecki "Bild" informował, że zamachowiec zastrzelił Polaka, który łapiąc za kierownicę usiłował przeszkodzić mu w zamachu. Później jednak ta sama gazeta podawała, że kierowca miał zginąć postrzelony w głowę kilka godzin przed atakiem. Informację tę zdementowała naczelnik zachodniopomorskiego wydziału Prokuratury Krajowej w Szczecinie, Aldona Lema. W tamtejszym zakładzie Medycyny Sądowej przebadano przewiezione do Polski zwłoki Urbana.

29 grudnia niemiecka Prokuratura Federalna poinformowała, że ciężarówka tuż po ataku zatrzymała się prawdopodobnie w wyniku reakcji automatycznego systemu hamowania pojazdu, który włączył się po uderzeniu w przeszkody.

CZYTAJ TEŻ: Chcą niemieckiego orderu dla polskiego kierowcy

Problemy Merkel

Po zamachu pojawiły się głosy nawołujące do tego, by kanclerz Angela Merkel zmieniła zbyt otwartą - zdaniem niektórych - politykę imigracyjną. Już dzień po ataku wzywał do tego szef bawarskiej CSU Horst Seehofer, siostrzanej partii CDU, do której należy kanclerz.

Z niedawnego sondażu ośrodka Insa wynika, że po tragedii na jarmarku wzrosła popularność antyimigranckiej i antymuzułmańskiej partii Alternatywa dla Niemiec (AfD). Debata o tym, jak Niemcy powinny poradzić sobie z napływem uchodźców i imigrantów będzie zapewne jedną z najważniejszych przed wyborami parlamentarnymi w 2017 r.

Źródło zdjęcia głównego: Wikipedia

Pozostałe wiadomości

Prezydent USA Donald Trump w pierwszą podróż zagraniczną uda się do Arabii Saudyjskiej, a także do Kataru i być może innych państw regionu. Jak stwierdził, wyboru dokonał ze względu na obietnicę saudyjskich inwestycji w Stanach Zjednoczonych.

To tam Trump pojedzie w pierwszą podróż zagraniczną. Zdecydowały pieniądze

To tam Trump pojedzie w pierwszą podróż zagraniczną. Zdecydowały pieniądze

Źródło:
PAP

Rok po likwidacji obowiązkowych zadań domowych sprawdzamy, jak ich brak odmienił szkolną rzeczywistość. Kto się cieszy, a kto buntuje? Pytamy też ministrę edukacji Barbarę Nowacką, czy było warto. Bo twardych danych na ten temat nie ma.

Szkoła bez zadań domowych. A w niej: kartkówki, projekty, zadania "doskonalące" i "wyzwania"

Szkoła bez zadań domowych. A w niej: kartkówki, projekty, zadania "doskonalące" i "wyzwania"

Źródło:
tvn24.pl