Można po prostu sięgnąć po telefon, pstryknąć fotę i wstawić do sieci, żeby pochwalić się znajomym wizytą w modnej knajpie. Można też doszlifować kadr i zadbać o to, żeby talerz był ładnie doświetlony przez słońce. Można wreszcie - jak zawodowcy - sięgnąć po triki i upiększyć fotografię przy pomocy lodu, który się nie topi i piany, która nigdy nie opada. Jak to zrobić? Na krótką wycieczkę wśród dań, które nie zawsze są jadalne, zaprasza Jakub Wilczek, fotograf kulinarny.
Scena
Po bokach stołu stoją już lampy. Z przodu Jakub Wilczek kończy ustawiać statyw pod aparat. Obok, w gotowości, jest już laptop. Ekran komputera otoczony jest ekranami tłumiącymi światło z zewnątrz. Chodzi o to, żeby pokazywane obrazy z aparatu miały oryginalne, niezniekształcone barwy.
- Sporo już zrobiłeś – rzucam na powitanie fotografowi. Odpowiada, że najbardziej żmudną pracę wykonał wcześniej – żeby przygotowana dla nas prezentacja nie ciągnęła się godzinami.
Bo - jak mówi - fotograf zaczyna pracę dużo wcześniej niż kucharz, który przygotowuje danie do sesji zdjęciowej. Zaczyna się od… sprawdzenia prognozy pogody.
- Jak robimy sesję w pomieszczeniu ze światłem naturalnym, to musimy mieć pewność, że warunki w trakcie dnia się nie zmienią. W czasie pochmurnego lub deszczowego dnia ustawiamy więc światła, które w razie problemów pogodowych zasymulują nam światło w kadrze – opowiada Jakub.
Czytaj dalej po zalogowaniu
Uzyskaj dostęp do treści premium za darmo i bez reklam