Zakaz handlu w niedziele. Widmo bałaganu i długa lista strat

Z kraju

Mordasewicz o zakazie handlu w niedzieletvn24
wideo 2/35

Nie jesteśmy społeczeństwem tak bogatym jak Szwajcarzy, Niemcy czy Austriacy i nie powinniśmy tego kroku robić - powiedział w TVN24 ekspert Konfederacji Lewiatan Jeremi Mordasewicz o propozycji zakazu handlu w dwie niedzielę w miesiącu. Z kolei zdaniem rzeczniczki PiS Beaty Mazurek ta propozycja "nie jest niczym złym".

W czwartek projektem - zgodnie z którym zakaz handlu w niedzielę i święta dotyczyłby większości placówek handlowych, w tym sklepów wielkopowierzchniowych - zajmowała się sejmowa podkomisja ds. rynku pracy.

Przewodniczący podkomisji Janusz Śniadek (PiS) poinformował, że ws. projektu prowadzone są "bardzo istotne prace, uzgodnienia" z Komitetem Inicjatywy Ustawodawczej. Ich głównym zagadnieniem jest stopień ograniczenia handlu w niedziele. Dodał też, że jest autorem poprawki, aby było to "w drugą i czwartą niedzielę miesiąca".

Mniejsze dochody

Zdaniem Jeremiego Mordasewicza jest to złe rozwiązanie. - Poniesiemy wprawdzie mniejsze straty niż gdyby sklepy były zamknięte przez wszystkie niedziele, ale jednak je poniesiemy. Nie jesteśmy społeczeństwem tak bogatym jak Szwajcarzy, Niemcy czy Austriacy i nie powinniśmy tego kroku robić - powiedział.

Argumentował, że w ten sposób zmniejszą się dochody mieszkańców miast przygranicznych. - Niemcy, Rosjanie, Ukraińcy, Czesi czy Białorusini przyjeżdżają do nas robić zakupy. Dzięki temu rośnie sprzedaż, przyjeżdżający kupują na przykład paliwa na stacjach benzynowych, jedzą obiad w restauracji. W związku z tym, jeżeli zamkniemy handel w niedziele albo wprowadzimy bałagan, zamykając go w co drugą niedzielę to utracimy część dochodów - tłumaczył.

Chodzi o komfort zakupów

Jak mówił Polacy chętnie robią zakupy w niedziele. - Jeżeli kupujemy meble to bardzo często idziemy po zakupy właśnie w niedzielę, bo to jest jedyna możliwa opcja. Nie będziemy chodzić po zakupy wieczorami w dni powszednie. Jeśli zamkniemy sklepy z meblami w niedziele to po prostu w sobotę się nie pomieścimy. Komfort tych zakupów znacznie spadnie - dodał.

Mordasewicz wyjaśniał, że "jeżeli chcemy pogodzić interesy konsumentów i jednocześnie pracowników handlu to moglibyśmy zamiast zamykać sklepy w niedziele dokonać zmiany w kodeksie pracy". - Gwarantowałby on pracownikom co najmniej dwie wolne niedziele w miesiącu, a handlowcy musieliby na weekendy znaleźć dodatkowych pracowników, np. studentów albo emerytów, którzy chcą sobie dorobić - powiedział ekspert Konfederacji Lewiatan.

Oczekiwanie na kompromis

W piątek do sprawy odniosła się w rozmowie z dziennikarzami w Sejmie rzeczniczka PiS Beata Mazurek. - To co zaproponował Janusz Śniadek nie jest niczym złym, bo trzeba równoważyć tych, którzy chcą robić zakupy i tych którzy nie chcą pracować w niedzielę - powiedziała. - Jakie będzie ostateczne rozwiązanie w tej sprawie, tego nie wiem, bo jak państwo wiecie kontynuacja pracy nad projektem nastąpi 11 października - dodała zwracając się do dziennikarzy. Zapewniła jednocześnie, że zostaną przyjęte takie rozwiązania, które "mogą zadowolić wszystkich, które będą kompromisowe".

W czwartek Śniadek zapowiedział, że 9 lub 10 października odbędzie się spotkanie z Komitetem Inicjatywy Ustawodawczej, podczas którego poprawki zgłoszone do projektu będą dyskutowane. Kolejne posiedzenie podkomisji ds. rynku pracy, na którym zostanie rozpatrzony projekt ustawy wraz z poprawkami, odbędzie się 11 października.

Długa droga projektu

Obywatelski projekt wprowadzający ograniczenia w handlu w niedzielę trafił do Sejmu jesienią zeszłego roku. Projekt autorstwa Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej, w którego skład wchodzi m.in. NSZZ "Solidarność", zakłada ograniczenie handlu w niedzielę w większości placówek handlowych, z pewnymi odstępstwami. Miałyby one dotyczyć m.in. niedziel przedświątecznych, a także np. stacji benzynowych (z pewnymi obostrzeniami), sklepików z pamiątkami. W czwartek wicepremier, minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki ocenił, że zakaz handlu w co drugą niedzielę to "dobry kompromis". "Optującym za tym, by wszystkie niedziele były wolne zdarzają się dni, gdy kupują coś w niedzielę, a przedsiębiorcy, którzy chcą, by wszystkie niedziele były pracujące, chyba nie pracują we wszystkie niedziele" - mówił wicepremier. "Patrząc przez pryzmat osobistych doświadczeń myślę, że szukanie kompromisu jest tutaj właściwe" - dodał. Zdaniem OPZZ zamiast zakazu pracy w części jednej branży lepiej walczyć o wyższe płace we wszystkich branżach. "OPZZ konsekwentnie domaga się wprowadzenia 2,5 razy wyższych stawek za pracę w niedzielę niż za pracę w dni powszednie. Nasz postulat dotyczy wszystkich branż i wszystkich regionów kraju. Dzięki wdrożeniu naszej propozycji poprawiłaby się sytuacja setek tysięcy pracowników gastronomii, handlu, ochrony, transportu czy służby zdrowia" - podkreślało OPZZ odnosząc się do propozycji. Minister rodziny i pracy Elżbieta Rafalska mówiła pod koniec czerwca, że rozsądną propozycją jest "etapowanie" ograniczania handlu w niedziele i wprowadzenie dwóch niedziel wolnych od handlu w miesiącu. Jej zdaniem, realne jest wejście w życie tych rozwiązań w 2018 r. W większości państw Unii Europejskiej przez cały tydzień zakupy można robić w zasadzie bez ograniczeń. Restrykcje obowiązują tylko w kilku - niemal całkowity zakaz handlu w niedzielę i święta jest w Niemczech i Austrii. Częściowe ograniczenia mają Belgia, Francja, Grecja, Holandia i Luksemburg. Z zakazu pracy w te dni wycofały się w kwietniu Węgry. Poza UE w Europie zakaz handlu w niedzielę obowiązuje w Szwajcarii i Norwegii.

Autor: tol/gry / Źródło: TVN24, PAP