"Fala rasizmu przetacza się przez Polskę"

Warszawa

TVN 24Marsz przeciwko rasizmowi

W Warszawie odbył się marsz pod hasłem "Solidarni przeciw rasizmowi. Nie damy się podzielić". Okazją był zbliżający się Międzynarodowy Dzień Walki z Dyskryminacją Rasową.

Zgromadzenie rozpoczęło się o godzinie 13.00 przy pomniku Kopernika na Krakowskim Przedmieściu. Stąd manifestanci przeszli Nowym Światem, Al. Jerozolimskimi, Marszałkowską, Świętokrzyską i ponownie wrócili na Krakowskie Przedmieście.

Demonstracje zorganizowała koalicja "Zjednoczeni Przeciwko Rasizmowi", w skład której wchodzą m.in. organizacje pozarządowe, religijne i ugrupowania polityczne. - Jest spokojnie. Nie odnotowaliśmy żadnych incydentów - mówił Mariusz Mrozek, rzecznik Komendy Stołecznej Policji.

Według policji w demonstracji wzięło udział około 300 osób.

Ataki, bójki, obrażanie

- Nie damy się podzielić przez skrajną prawicę, która wraz z częścią mediów próbuje szczuć ludzi przeciw sobie. Nie damy się podzielić, przez nienawiść i strach - deklarowała na konferencji prasowej zapowiadającej sobotnie akcje jedna z organizatorek Ellisiv Rognlien z Pracowniczej Demokracji.

"Fala rasizmu przetacza się przez Polskę. Osoby o ciemniejszym kolorze skóry są atakowane, bite, obrażane. Trwa nagonka na uchodźców. Nienawiść rodzi przemoc" - piszą na portalu społecznościowym organizatorzy manifestacji.

"Nie damy się podzielić cynicznym politykom szczującym nas na siebie nawzajem. "Nie damy się podzielić, rasistowskim piewcom nienawiści i pogardy. Nie damy się podzielić mediom, handlującym strachem i tanią sensacją" - deklarują.

W sobotę w Warszawie protestowali też przeciwnicy przyjmowania do Polski imigrantów.

W różnych miastach Polski

Manifestujący pojawili się nie tylko w Warszawie. Podobne zgromadzenia organizowane są w Toruniu, Wrocławiu, Lublinie, Gdańsku, Szczecinie, Słupsku, Łodzi i Krakowie. To część Międzynarodowego Dnia Walki z Rasizmem ustanowionego przez ONZ W 1966 r. i obchodzonego 21 marca.

Dzień ten ma przypominać o tragicznych wydarzeniach, jakie miały miejsce 21 marca 1960 r. w miasteczku Sharpeville w Republice Południowej Afryki. W trakcie odbywającej się tam manifestacji policja zaczęła strzelać do demonstrantów, w wyniku czego zginęło 69 osób.

Protestowano wówczas przeciw wprowadzonemu osiem lat wcześniej tzw. prawu o przepustkach, które stanowiło jeden z elementów polityki apartheidu. Prawo to zmuszało czarnoskórych obywateli do noszenia specjalnych przepustek, które zawierały fotografię, szczegóły dotyczące miejsca urodzenia, zatrudnienia, płaconych podatków oraz kontaktów z policją. Przepustki musiały być okazywane na każde wezwanie policji, a poruszanie się bez nich było praktycznie niemożliwie.

Ostatnio pisaliśmy o ataku na kawiarnię w śródmieściu:

Właściciel o incydentach
Tomasz Zieliński, tvnwarszawa.pl

PAP/kz/pm