Podczas niedzielnej konferencji prasowej prezes Wód Polskich przekazał, że "miastu nie udało się wypompować z tunelu wody, a MPWiK deklarował, że uda się to zrobić w dniu dzisiejszym rano".
- Biorąc pod uwagę fakt, że MPWiK twierdzi, że dokonał wcześniej kompleksowego przeglądu rurociągu, jak również fakt, że nie mogą wypompować tej wody, nam się wydaje, i to jest pewna koncepcja, którą należy sprawdzić, że mogło dojść do rozszczelnienia osnowy tego tunelu. Jeżeli rzeczywiście do tego doszło, to w zasadzie mamy już sytuację taką, że ten rurociąg się do niczego nie będzie nadawał, jest do wyrzucenia - powiedział Daca i zastrzegł, że należy to jeszcze sprawdzić.
"Jesteśmy w stanie udostępnić rury z poprzedniego rurociągu"
Prezes Wód Polskich podkreślał, że rurociąg pod dnem rzeki nie żadnym novum w skali europejskiej czy światowej. Wskazywał na tunel metra przebiegający pod Wisłą oraz toczące się prace nad rurociągiem i tunelem przesyłowym pod Tamizą. - To nie jest kwestia koncepcji naszym zdaniem, ale to to jest kwestia błędnego potem zaprojektowania, wykonania i dalszego nadzoru - ocenił Daca.
Poinformował też, że przekazał do MPWiK odpowiedź na wcześniejsze pismo, w której zadeklarował pełną współpracę. - Jesteśmy w stanie udostępnić rury, które posiadamy z poprzedniego rurociągu, naszą wiedzę fachową, dokumentację. Pomóc miastu i MPWiK w przygotowaniu i uzyskaniu niezbędnych decyzji - pozwolenia wodno-prawnego, decyzji środowiskowej - mówił.
Daca podkreślił, że obecnie najważniejszą rzeczą jest, by jak najszybciej wybudować rurociąg zastępczy. - Jeślibyśmy szli tym trybem, jakim cały czas idzie miasto, gdzie nie mają jeszcze przygotowanej koncepcji, to ten rurociąg powstanie za cztery lata. Do takich rzeczy nie możemy dopuścić - podkreślił prezes Wód Polskich.
Ekspertyza za siedem milionów złotych
Odpowiadając na pytania dziennikarzy wskazał, że wyjaśnienie, dlaczego i z jakiego powodu doszło do awarii należy do MPWiK-u. - Nie może to być zrobione w ten sposób, jak w poprzednim roku, gdzie ekspertyza zlecona tak zwanym ekspertom zewnętrznym, niezależnym trwała rok, kosztowała siedem milionów złotych i tak naprawdę po naszej analizie nic z niej nie wynika - zaznaczył Daca.
Tłumaczył, że napisano w niej o błędach konstrukcyjnych i w wykonaniu. - Takie rzeczy to myśmy mogli stwierdzić jeszcze rok temu. Z naszego punktu widzenia ta ekspertyza była tak naprawdę wyrzuceniem pieniędzy w błoto. Powinny się tym zająć prokuratura czy inne służby - stwierdził.
Kolejna awaria w Czajce
"Naprawa może trwać nie tylko miesiące, ale i lata"
Z kolei wiceprezes Wód Polskich Krzysztof Woś podczas konferencji mówił, że dwie z pomp, które zostały zainstalowane w ubiegłym roku, należą do Wód Polskich.
- Zadeklarowaliśmy wypożyczenie. Na warunkach oczywiście uzgodnionych wzajemnie. Jesteśmy te pompy gotowi użyczyć na czas trwania tego awaryjnego przesyłu, natomiast bardzo nam zależy na kompleksowym rozwiązaniu tego problemu, a on będzie wtedy możliwy, kiedy dowiemy się, co tak naprawdę się wydarzyło i jakie są podejmowane tutaj rozwiązania i projektowe, i techniczne, co do tego, aby ten problem rozwiązać raz na zawsze - mówił. I dodał, że "naprawa, w zależności od rozmiaru szkód, może trwać nie tylko miesiące, ale i lata".
Zaznaczył przy tym, że dlatego tak ważny jest rurociąg awaryjny, który przejąłby na czas uporządkowania i odbudowy zasadniczego przesyłu i byłby wykorzystywany do tego, aby przerzucać ścieki. - Ale żeby on spełniał swoją funkcję, musi zostać rzeczywiście zbudowany w sposób solidny i bardzo przemyślany, tak by mógł pełnić tę funkcję zastępczą na czas trwania przebudowy i remontu tego rurociągu zasadniczego - podkreślił.
- Tutaj tracimy około trzech miesięcy na to, aby co najmniej zrobić ten przewiert, a nas nie stać, bo dzisiaj te ścieki lecą po prostu do Wisły. Dlatego proponujemy, aby równolegle prowadzić przewiert, a jednocześnie wykorzystać albo wkopanie rurociągu w dno, ale to się wiąże z pewnymi ryzykami, albo też zastosować most pontonowy, który także wiąże się z pewnymi ryzykami - mówił wiceprezes Wód Polskich.
Kilka godzin wcześniej prezydent Rafał Trzaskowski, opisując dwa scenariusze awaryjne, informował o rurociągu na dnie rzeki lub na moście Północnym (Skłodowskiej-Curie). Rozwiązanie z mostem pontonowym uznał za nieracjonalne. Jak przypomniał wymiana 100-metrowego odcinka trwała trzy miesiące. I zauważył, że wymiana kilometrowej całości musi zająć znacznie dłużej. Są wątpliwości, czy most pontonowy może funkcjonować zimą.
Awaria w rocznicę awarii
O awarii kolektora przesyłającego ścieki z lewobrzeżnej Warszawy do oczyszczalni "Czajka" i prowadzonym w związku z tym zrzucie ścieków do Wisły prezydent stolicy poinformował w sobotę. Do rzeki wpływa kilka tysięcy litrów ścieków na sekundę (a po intensywnych opadach nawet kilkanaście tysięcy). Rafał Trzaskowski zapewnił, że awaria nie ma wpływu na jakość wody dostarczanej warszawiakom.
W sobotę późnym wieczorem w związku z awarią odbyło się posiedzenie sztabu kryzysowego, w którym uczestniczyli prezydent Warszawy i przedstawiciele rządu, w tym Wód Polskich, które zadeklarowały możliwość udostępnienia elementów do budowy alternatywnego kolektora wraz z dokumentacją.
Poprzednia awaria układu przesyłowego doprowadzającego ścieki do oczyszczalni "Czajka" miała miejsce rok temu - pierwszy kolektor uległ awarii 27 sierpnia, drugi - 28 sierpnia i wtedy MPWiK rozpoczęło zrzut ścieków do Wisły. Ścieki popłynęły naprawionym kolektorem dopiero w połowie listopada.
Awaria w "Czajce" [2019 rok]
Autorka/Autor: kz/b
Źródło: PAP