Niemieccy eksperci z Berlińskiego Instytutu Populacji i Rozwoju opublikowali raport, z którego wynika że bez napływu imigracji w ciągu 40 lat całkowita liczba ludności na naszym kontynencie zmniejszy się do 447 milionów. Naukowcy w swoim raporcie jako miejsca najbardziej zagrożone wyludnieniem wymieniają Polskę, Rumunię i Bułgarię, a także tereny wschodnich Niemiec, północną Hiszpanię i południe Włoch.
Naukowcy zdefiniowali 24 wskaźniki, na podstawie których przeprowadzili swoje badania. Najlepiej, jeżeli chodzi o prognozowane zmiany demograficzne, wypadły Islandia, Szwajcaria i Szwecja.
Tylko 1,5 dziecka na kobietę
Przy nadzwyczaj niskim wskaźniku dzietności w Unii Europejskiej, który wynosi obecnie 1,5 dziecka na kobietę, każda kolejna generacja jest mniej liczna od poprzedniej o jedną czwartą.
Coraz większy spadek liczby ludzi czynnych zawodowo, połączony ze zwiększającą się rzeszą ludzi starszych, skutkować będzie większymi podatkami i wydatkami socjalnymi. Taki układ sprawi, że Europejczykom będzie coraz trudniej konkurować z innymi szybko rozwijającymi obszarami świata.
Eksperci z Instytutu Berlińskiego ostrzegają, że z powodów ekonomicznych niektóre tereny wiejskie i mniej zamieszkane za 50 lat zamienią się w bezludne pustynie.
W pierwszej kolejności wschód Niemiec?
Problem wyludnienia już dotknął obszary wschodnich Niemiec. Przede wszystkim z powodu nielegalnej, szarej strefy i tym samym olbrzymiej konkurencji na rynku pracy. Od upadku Muru Berlińskiego w 1989 roku wyjechało z tamtych obszarów 1,5 miliona ludzi, w większości kobiet. Do niektórych miejsc po powróciły nawet watahy wilków.
Nie tylko ekonomia
Wpływ na liczbę ludności Europy ma też przerywanie ciąży. Naukowcy z niezależnego hiszpańskiego Instytutu Polityki Rodzinnej (pisze o nim "Rzeczpospolita) twierdzą, że rocznie w krajach UE przeprowadza się 1,2 mln zabiegów usuwania ciąży. To tyle, ile wynosi populacja Malty i Luksemburga razem wziętych.
Źródło: Rzeczpospolita