Ostatnią ofiarą jest mężczyzna, który niósł drewno do nielegalnego obozu drwali. Dzień wcześniej dwóch jego kolegów zostało zaduszonych przez wielkie drapieżniki.
Z pierwszych ustaleń śledczych wspieranych przez obrońców przyrody wynika, że tygrysy atakują z jednego powodu - czują się zagrożone przez ludzi, którzy coraz bardziej wchodzą w ich terytorium.
Rusza obława
Jednak, gdy giną ludzie, z oczywistych powodów komfort życia tygrysów schodzi na drugi plan. Dlatego też leśnicy zorganizowali obławę na wielkie drapieżniki, by odłowić je i przesiedlić na nienaruszone ludzką ręką tereny.
Robią to dla dobra tygrysów, które należą do najbardziej zagrożonych gatunków na świecie. W połowie lat 70. XX wieku było ich na Sumatrze ponad tysiąc, teraz zostało tylko niecała połowa.
Źródło: Reuters