"Można było wyjść tylko jednym wyjściem"


Tylko jedno wyjście awaryjne było czynne w tupolewie, który wybuchł, a potem spłonął na lotnisku w mieście Surgut na Syberii - informują pasażerowie uratowani z pożaru. W katastrofie zginęły trzy osoby, a 43 zostały ranne.

- Można było wyjść tylko jednym wyjściem z samolotu. Środkowego nie dało się otworzyć, coś z nim było nie tak. Ludzie zaczęli wychodzić z samolotu na skrzydło. Tam później podstawili drabiny, ale wcześniej, niektórzy po prostu skakali ze skrzydła na ziemię i uciekali jak najdalej - mówiła reporterom Olga Sytnik, pasażerka tupolewa.

Wybuch w silniku

Tu-154 zapalił się podczas kołowania na pas startowy przed lotem na moskiewskie lotnisko Domodiedowo. Ogień wybuchł prawdopodobnie w trzecim silniku umieszczonym przy nasadzie statecznika pionowego. Świadczyć o tym mogą relacje pasażerów lotu: - Gdy silnik ruszył, usłyszeliśmy uderzenie z tyłu samolotu, to było prawdopodobnie spięcie. Potem poszycie samolotu zaczęło się palić - mówił jeden z nich.

Następnie doszło do wybuchu, a ogień ogarnął powierzchnię 1 tys. m kw. Maszyna spłonęła doszczętnie. Ocalały jedynie fragment ogona i skrzydła.

3 osoby zginęły

Jak poinformowały służby ratunkowe, w płomieniach zginęły trzy osoby, a 43 zostały ranne. Spośród nich sześć doznało poważnych poparzeń, a cztery groźnych złamań lub innych uszkodzeń ciała.

Na pokładzie samolotu było, według różnych źródeł, od 124 do 128 osób.

Rosjanie wszczęli już śledztwo w sprawie katastrofy.

Źródło: APTN, Reuters