Żadne z ugrupowań irackich nie wzięło dotąd na siebie odpowiedzialności za wysadzenie ropociągu kilka kilometrów od Basry. Przedstawiciele Southern Oil Company mówią o "sabotażystach", ale to właśnie wokół tego południowoirackiego miasta trwają najcięższe walki wojska z Armią Mahdiego, szyicką milicją dowodzoną przez radykalnego duchownego Muktadę as-Sadra.
Szacuje się, że w wyniku uszkodzenia rury eksport ropy z Basry (w lutym 1,54 miliona baryłek dziennie) spadnie o 1/3, zanim ropociąg nie zostanie naprawiony.
Przemoc rozlewa się poza Basrę
Walki toczone początkowo właśnie w Basrze, gdzie armia skoncentrowała główne siły swojej ofensywy przeciw milicjom, rozlały się na cały zamieszkany w większości przez szyitów obszar.
Walki rozgorzały m.in. w Hilli, Diwaniji, Amarze i Karbali, a także w zamieszkanych przez szyitów dzielnicach Bagdadu. Według najnowszego bilansu zginęło w nich dotąd ok. stu ludzi, setki odniosły obrażenia.
Cel: ambasada
Być może również sadryści stoją za atakiem moździerzowym na silnie strzeżoną bagdadzką Zieloną Strefę. Pociski spadły niedaleko pałacu byłego dyktatora Iraku Saddama Husajna, gdzie teraz zakwaterowany jest personel amerykańskiej ambasady.
Według Reutera, pociski eksplodowały wewnątrz należącego do ambasady kompleksu, ale najprawdopodobniej sam budynek ambasady nie został uszkodzony.
W ciągu ostatnich dni silnie ufortyfikowana i chroniona Zielona Strefa kilkakrotnie była celem ostrzałów moździerzowych. W środę w jej kierunku wystrzelono 16 pocisków. Cztery osoby zostały ranne, w tym dwaj amerykańscy cywile.
Źródło: PAP, tvn24.pl