Tylko dwóch naprawdę się liczy
Formalnie w wenezuelskich wyborach prezydenckich startuje sześciu kandydatów. Liczą się jednak dwaj - obecny prezydent Hugo Chavez i Capriles-Radonski. Niektóre z ostatnich sondaży przedwyborczych dawały ubiegającemu się o kolejną kadencję lewicowemu szefowi państwa jedynie dwa punkty procentowe przewagi nad przeciwnikiem.
Pierwsze głosowanie z wyboremDo głosowania uprawnionych jest około 19 mln Wenezuelczyków. Lokale wyborcze otwarto o godzinie 6 lokalnego czasu (12.30 czasu polskiego). Głosowanie potrwa do godziny 18 czasu lokalnego (00.30 czasu polskiego), ale lokale nie zostaną zamknięte, jeśli w kolejkach wciąż będą chętni do głosowania.
Pierwsze wyniki poznamy w nocy z niedzieli na poniedziałek czasu polskiego.Już o świcie zwolennicy Chaveza klaksonami "wzywali" obywateli, by jak najwcześniej poszli do urn, tak by prezydent mógł ogłosić zwycięstwo "jeszcze przed południem". 58-letni szef państwa apelował o to do zwolenników podczas ostatnich wieców przedwyborczych.W celu zapewnienia bezpieczeństwa w całym kraju rozmieszczono 139 tys. żołnierzy.
"Problem" z PolskiWenezuelskie wybory po raz pierwszy od dekady mają w sobie pierwiastek niepewności. Rządzący od 1999 roku Chavez, nawiązujący do Simona Bolivara i Fidela Castro, po raz pierwszy ma rywala z szansami na zwycięstwo. Pomimo niemal całkowitego oddania prezydentowi silnych mediów państwowych.40-letni Capriles jest kandydatem około 30 partii opozycyjnych. Ma za sobą sukcesy polityczne i doświadczenie w rządzeniu. Do czerwca był gubernatorem drugiego co do znaczenia stanu Miranda, położonego na północy kraju.
Capriles to syn Holendra i Moniki Cristiny Radonski-Bochenek, której rodzice byli pochodzącymi z Polski Żydami. Dziadkowie kandydata, Lili Bochenek de Radonski i Andres Radonski przetrwali warszawskie Getto. Dziadek był działaczem podziemia, dzięki czemu udało mu się wraz z żoną wydostać na wolność. Niestety rodzice babci zostali zamordowani w Treblince. Po wojnie dziadek założył jedno z pierwszych kin w Warszawie. W 1947 roku para zdecydowała jednak wyemigrować do Wenezueli, gdzie Andres został potentatem w branży filmowej i kinowej.
- Byłem bardzo zżyty z moją babcią - opowiada Capriles-Radonski "Rzeczpospolitej". - Słuchałem tych wszystkich historii wojennych z wielką uwagą. Myślę, że to co dziadkowie wtedy przeżyli, nauczyło mnie determinacji w walce z przeciwnościami i niesprawiedliwością. Równie ważny jest też szacunek dla innych narodowości i religii, którego uczyła mnie babcia. Moja rodzina znalazła w Wenezueli dom i możliwość rozwoju. Zawsze o tym pamiętam.
Nowy sposób na wygranąPodczas intensywnej kampanii wyborczej obaj rywale proponowali podobne rozwiązania skierowane głównie do mas ubogich wyborców. Politolodzy są zaskoczeni, gdyż sądzili, że podczas kampanii Capriles wystąpi z jakimś programem "reprywatyzacji kraju", w którym Chavez znacjonalizował połowę prywatnych przedsiębiorstw i rozbudował do niebywałych granic aparat państwowy.Tymczasem obietnice dotyczące polityki wewnętrznej, które składali wyborcom dwaj rywale, różniły się głównie stylem wypowiedzi. Kandydat opozycji nie tylko starannie unikał w swych wystąpieniach słowa "neoliberalizm", ale demonstrował wobec tej koncepcji urządzenia świata głęboki krytycyzm.Zaniepokojony Chavez przedstawiał w kampanii swego rywala jako "fałszywego postępowca", który ukrywa przed Wenezuelczykami swe "niecne neoliberalne plany reprywatyzacyjne". - Nie pozwolimy Caprilesowi zniszczyć dzieła rewolucji boliwariańskiej - wołał na wiecach.Ku zakłopotaniu zwolenników Chaveza, kandydat opozycji obiecywał w dziesiątkach wystąpień swej intensywnej kampanii, że realizowane dotąd przez rząd programy społeczne będą nie tylko kontynuowane, ale ulepszane. Wymieniał konkretnie program Barrio Adentro, tj. zapewnienia bezpłatnej opieki lekarskiej i lepszych warunków życia mieszkańcom dzielnic biedoty i operację Mercal - utrzymywanie dofinansowywanej z funduszy publicznych sieci bazarów i punktów sprzedaży taniej żywności.
Autor: mk//kdj / Źródło: PAP, tvn24.pl, "Rzeczpospolita"