Wyglądają niepozornie i wszyscy już przyzwyczailiśmy się do ich widoku, ale nie wszystkie słupy telekomunikacyjne służą do obsługi połączeń i przekazywania wiadomości. Część z nich to aparatura podsłuchowa. Namierza ona i śledzi wszystko, co robimy, używając naszych telefonów komórkowych.
Jak to działa?
Ci, którzy je zainstalowali, mogą słuchać, co mówimy, czytać nasze SMS-y i w każdej chwili ustalić, gdzie i z kim jesteśmy.
- One zbierają informacje o każdym, kto znajduje się w ich zasięgu. Nie mają na celu wyszukiwania podejrzanych ani śledzenia konkretnej osoby. Mają zbierać informacje o tysiącach niewinnych ludzi - powiedziała Sara Ogilvie, obrończyni praw człowieka.
Nasze telefony szukają najlepszego sygnału i kiedy go znajdą, logują się do wieży nadajnika, ale jeśli w pobliżu zainstalowana jest antena podsłuchowa, podłącza się do tego sygnału i przekazuje dalej nasze dane. Problem w tym, że nie wiadomo, do kogo.
W Stanach Zjednoczonych z takich urządzeń korzystają agencje odpowiadające za bezpieczeństwo kraju, w Londynie nikt nie chce się do nich przyznać.
- Mamy pewne sposoby dbania o bezpieczeństwo, które muszą pozostać tajemnicą, ponieważ mogą stać się celem ataku naszych wrogów - informuje Keith Bristow z Brytyjskiej Agencji Kryminalnej.
Krytyka
Fałszywe anteny można wyszukać dzięki aplikacjom przygotowanym przez specjalistów od zabezpieczeń sieci. W samym centrum Londynu program znalazł ich ponad 20.
Takie maszty, podobnie jak przechwytywanie e-maili i śledzenie poczynań mieszkańców Wielkiej Brytanii w sieci, nie podobają się autorowi raportu o przeciwdziałaniu terroryzmowi, który skrytykował rząd Davida Camerona za niedemokratyczne i niemożliwe do zaakceptowania zaostrzenie prawa.
- 30 proc. Brytyjczyków w badaniach opinii deklaruje, że jest zaniepokojonych naruszeniami prywatności, więc rząd powinien zadbać o komfortowe samopoczucie swoich obywateli - powiedział David Anderson, autor raportu o przeciwdziałaniu terroryzmowi.
Brytyjskie władze twierdzą, że dbają tylko o bezpieczeństwo obywateli.
- Nie chodzi o chronienie nas tylko przed terrorystami, ale również pedofilami i innymi bardzo niebezpiecznymi przestępcami - wyjaśniła Theresa May, minister spraw wewnętrznych Wielkiej Brytanii.
Coś za coś - dodaje szefowa ministerstwa spraw wewnętrznych i zapewnia, że nie ma powodów, by się temu sprzeciwiać. Niepokój budzi jedynie fakt, że będąc w brytyjskiej stolicy, wciąż nie wiemy, kto słucha rozmów i czyta wiadomości jej mieszkańców.
Fakty z Zagranicy w TVN24 Biznes i Świat o 20:00. Zobacz więcej.
Autor: mbd\mtom / Źródło: Fakty z zagranicy
Źródło zdjęcia głównego: Victor Maschek / Shutterstock.com