Według agencji Reutera, niejawne śledztwo prowadzone przez administrację prezydencką trwało 18 miesięcy i zakończyło się wiosną tego roku. Miały w nim brać udział różne agencje federalne, badające doniesienia o domniemanym szpiegowaniu Huawei i ZTE na rzecz chińskich władz. Wyniki badania miały dla części "jastrzębi" być zawodem.Chińskie zdalne szpiegostwo?
- Zdawaliśmy sobie sprawę, że niektórzy przedstawiciele władz bardzo chcieli mieć dowody czynnego szpiegostwa - powiedział informator agencji. - Gdyby to rzeczywiście robili, to coś byśmy znaleźli - dodał. Zaprzeczył tym samym oskarżeniom wystosowywanym przez kongresmenów z Komisji ds. Wywiadu, którzy na początku października sugerowali, iż Huawei oraz ZTE są zaangażowane w szpiegostwo na rzecz władz Chin i "stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa USA".Zarzuty wystosowane przez polityków wywołały dającą się przewidzieć reakcję Chińczyków, którzy zdecydowanie zaprzeczyli oskarżeniom. - Jesteśmy wartą 32 miliardy dolary międzynarodową korporacją, która nie narazi swojego sukcesu i zaufania użytkowników, dla żadnego rządu - stwierdził rzecznik Huawei w USA, Bill Plummer.Według Reutera, wyniki śledztwa Białego Domu częściowo wspierają Chińczyków, ale stanowią dla nich też problem. Prezydenccy śledczy stwierdzili bowiem, że o ile nie ma dowodów na prowadzenie przez nich działalności szpiegowskiej, to sprzęt Huawei oraz ZTE (głównie routery, różne urządzenia sieciowe i telekomunikacyjne) jest bardzo kiepskiej jakości i może stanowić zagrożenie."Pełne dziur"Urządzenia produkowane przez Chińczyków mają być "dziurawe", głównie z powodu "słabego kodowania", które powoduje, iż znacznie łatwiej się do nich włamać hakerom, niż do urządzeń konkurencji. - Stwierdziliśmy, że ten sprzęt jest pełen dziur jak ser szwajcarski - powiedział agencji Reutera informator. - Można stwierdzić, że jest około pięć razy łatwiej znaleźć jakąś "dziurę" w sprzęcie Huawei, niż na przykład w Cisco - powiedział Felix Lindner, specjalista ds. bezpieczeństwa sieci.Inny anonimowy informator agencji Reutera stwierdził wręcz, że podczas wcześniejszych śledztw jego zespół znalazł "furtki" w urządzeniach Huawei, które "ktoś tam celowo umieścił". Miały służyć do zdalnego uzyskiwania dostępu do informacji przesyłanych siecią i ich wykradania.Śledczy Białego Domu w najnowszym dochodzeniu mieli nie znaleźć takich pułapek. Stwierdzili jednak, że z powodu licznych zidentyfikowanych zagrożeń urządzenia Huawei i ZTE nie powinny być dopuszczane do przetargów rządowych. Niepokój budzi zwłaszcza to, że w razie jakiegoś konfliktu, władze Chin mogłyby wymóc na swojej firmie "zawirusowanie" swoich urządzeń za pomocą automatycznych aktualizacji oprogramowania i praktycznie sparaliżować sieć, która korzysta z chińskiego sprzętu.
Autor: mk\mtom\k / Źródło: Reuters