Liderzy partii opozycyjnych uważają, że władza nie pozwoli na przeprowadzenie uczciwych i demokratycznych wyborów. Podobnego zdania jest Aleksander Milinkiewicz - były kandydat na prezydenta. On ma jednak nadzieję, że władze zliberalizują swój stosunek do opozycji - i zaczą przestrzegać prawa. Według Milinkiewicza nie należy bojkotować całej kampanii wyborczej.
Opozycja bez przedstawicieli
Od poniedziałku na Białorusi trwa dyskusja dotycząca ewentualnego bojkotu wyborów. Liderzy opozycji twierdzą, że udział w kampanii wyborczej, a może nawet pojedyncze zwycięstwa opozycyjnych kandydatów będą jedynie uwiarygadniały reżim na arenie międzynarodowej.
Białoruska opozycja obecnie nie ma w parlamencie swych przedstawicieli i wątpi, by na Białorusi cokolwiek się zmieniło. Na ulicach Mińska już pojawiły się naklejki ze słowem "bojkot". Do bojkotu wyborów i wyjścia na ulice wezwali działacze opozycyjnej młodzieżówki Młody Front, a także Konserwatywno-Chrześcijańska Partia Białoruski Front Narodowy (BNF).
Zmanipulowane wybory
Od połowy lat dziwięćdziesiątych żadnych wyborów przeprowadzonych na Białorusi nie uznano za uczciwe. Ostatnie wybory prezydenckie w 2006 roku USA i Unia Europejska uznały za zmanipulowane i zabroniły wjazdu samemu Aleksandrowi Łukaszence i dziesiątkom przedstawicieli jego reżimu.
Demokratyczny przebieg wyborów we wrześniu to uznano warunek wznowienia dialogu Brukseli i Waszyngtonu z Mińskiem.
Źródło: IAR