Lider Ruchu Węgierskiej Solidarności Peter Konya powiedział na wiecu, że "z radością wita długo nieobecną współpracę pomiędzy ugrupowaniami społecznymi i partiami demokratycznej opozycji". - Orban i jego rząd zapomnieli, że władza należy do ludzi, i my ją im odbierzemy - podkreślił.
"Zakończenie procesu demokratyzacji"
Orban i jego rząd zapomnieli, że władza należy do ludzi, i my ją im odbierzemy Peter Konya
Ustawa zasadnicza, która obowiązuje od 1 stycznia tego roku, wprowadza nowe regulacje, które Fidesz nazywa "zakończeniem procesu demokratyzacji", rozpoczętego wraz z upadkiem komunizmu w 1989 roku.
Poniedziałkowy wiec, w którym wg szacunków udział wzięło ok. 100 tysięcy osób, zorganizowała Koalicja Demokratyczna (DK) byłego socjalistycznego premiera Ferenca Gyurcsanya, socjaliści (MSZP) i zieloni z LMP (Polityka Może Być Inna) oraz ruchy społeczne.
Socjalistyczny poseł do parlamentu Timor Szanyi zaapelował do uczestników wiecu, aby powstrzymali się od własnych apeli i skupili się pod wspólnym hasłem: "Republika Węgierska pewnego dnia powróci", nawiązując do nowej konstytucji, która zmieniła nazwę pastwa na "Węgry".
Nie umieją wykorzystać niskich notowań
W ostatnich dniach w węgierskim parlamencie przegłosowano ustawy o banku centralnym, swobodach religijnych, zbrodniach komunistycznych oraz funkcjonowaniu parlamentu. Ta ostatnia ustawa wyraźnie faworyzuje rządzącą partię. Ustawa o banku centralnym zwiększa wpływ rządu na politykę pieniężną. Wcześniej ograniczono uprawnienia Trybunału Konstytucyjnego.
W grudniu poparcie społeczne dla Fideszu spadło do 18 procent, jednak podzielona opozycja nie jest zdolna do wykorzystania tej sytuacji, a 54 procent społeczeństwa nie wie, kogo poprze w kolejnych wyborach. Analitycy uważają, że elektorat ten mogą zagospodarować oddolne ruchy społeczne, jak właśnie Ruch Węgierskiej Solidarności, wzorowany na polskiej Solidarności.
Źródło: PAP