Zakupy w niedzielę droższe. "Za podatek od marketów zapłacą konsumenci"

Z kraju

TVN24 Biznes i ŚwiatEksperci o podatku od marketów: To jakaś pokraka

- Ustawodawca chce zniechęcić polskich konsumentów do robienia zakupów w dni wolne od pracy i w dużych sklepach. To jest dla nich niekorzystne - mówi o podatku od marketów Jeremi Mordasewicz z Konfederacji Lewiatan. Z kolei Wojciech Warski z Business Centre Club nazwał podatek "polityczno-ekonomiczną pokraką" i "ingerencją polityków, którzy o gospodarce mają bardzo blade wyobrażenie".

W poniedziałek po południu resort finansów opublikował komunikat, z którego wynika, że markety będą płacić trzy stawki podatku od obrotów - 0,7 proc., 1,3 proc. i 1,9 proc. Podatek będzie też zawierać kwotę wolną wynoszącą 18 mln zł rocznego obrotu.

Tańszy koszyk

- Ustawodawca chce zniechęcić polskich konsumentów do dokonywania zakupów w dni wolne od pracy i do dokonywania zakupów w dużych sklepach, czyli w sieciach o dużych obrotach. To jest zdecydowanie niekorzystne dla konsumentów - mówi Jeremi Mordasewicz z Konfederacji Lewiatan.

- Po pierwsze, wielu z nas ciężko pracuje, w związku z tym musimy robić zakupy w dni wolne. Po drugie, to nie jest fanaberia ludzi, że chodzą do dużych sieci handlowych, one po prostu mają niższe ceny. Jak popatrzymy na koszyk podstawowych produktów, które możemy porównać w różnych sieciach to wyraźnie widzimy, że w tych większych koszyk jest tańszy - wyjaśnia.

Dodaje, że "rząd działa wbrew interesom konsumentów, ponieważ to właśnie oni zapłacą ten podatek". - Oczywistym jest, że jeżeli obłożymy podatkiem piekarnie to chleb zdrożeje, jeżeli obłożymy sieci handlowe podatkiem to przełoży się to na ceny produktów - zaznacza.

Presja pośrednia

Mordasewicz podkreśla, że sytuacja, w której konsumentom narzuca się do jakich sklepów mają się udać jest niedobra. - Jest to presja pośrednia. Jeżeli na [duże] sklepy nakłada się podatek to oznacza, że staramy się przepchnąć konsumentów do sklepów mniejszych - mówi gość TVN24 Biznes i Świat.

Dodaje, że nikt dzisiaj nie jest w stanie przewidzieć dokładnie, które sieci zamkną handel w dni wolne. - Każdy przedsiębiorca, biorąc pod uwagę specyfikę swojej działalności, np. lokalizację czy asortyment, będzie optymalizował stopę zwrotu z zainwestowanego kapitału. Nikt przecież nie będzie chciał działać charytatywnie - argumentuje Mordasewicz. Zaznacza, że jeżeli będziemy podtrzymywać 100-200 tys. małych sklepów to "oczywiście ich właścicielom zrobimy dobrze, ale będzie to wbrew konsumentom, a poza tym będziemy powstrzymywać naturalny proces koncentracji handlu".

"To jakaś pokraka"

Wojciech Warski z Business Centre Club nazwał podatek od marketów "barczystej wody ingerencją polityków, którzy o gospodarce mają bardzo blade albo czasami wręcz żadne wyobrażenie". - Co więcej politycy sprawy gospodarcze traktują jako wtórne i zupełnie nieistotne z punktu widzenia swoich celów politycznych. To jest ruch polityczny - podkreśla. Dodaje, ze próbuje się teraz wymyślać "jakieś karkołomne rozwiązanie, które z jednej strony nie realizują tych źle skutkujących rozwiązań". - To nawet politycy są w stanie to dostrzec. Z drugiej strony puszcza się oko do elektoratu i do sponsorów, że w trudnej sytuacji usiłujemy coś zrobić w temacie. Powstaje w ten sposób pokraka ekonomiczno-polityczna - mówi Warski.

Co ciekawe, kilka dni temu Solidarności zapowiedziała, że wraca z projektem dotyczącym zakazu handlu w niedzielę. - Opowiadamy się za specjalną ustawą o handlu, która regulowałaby te kwestie - poinformował niedawno w rozmowie z tvn24bis.pl Alfred Bujara, przewodniczący Sekretariatu Krajowego Banków, Handlu i Ubezpieczeń NSZZ "Solidarność". - Chcemy, żeby pracownicy handlu mogli odetchnąć po ciężkiej tygodniowej pracy i mieli kilkanaście wolnych niedziel, na co ci z niecierpliwością oczekują - deklaruje.

Autor: ToL//km / Źródło: TVN24 Biznes i Świat

Źródło zdjęcia głównego: Schutterstock