Były szef Amber Gold: nigdy się nie zgodzę z zarzutem popełnienia oszustwa

Z kraju

Marcin P.: klientów interesował tylko zysk, a nie warunki umowyTVN24 BiS
wideo 2/4

Nie zgadzam z zarzutem popełnienia oszustwa i się z tym zarzutem nigdy nie zgodzę - mówił były szef Amber Gold Marcin P. przed komisją śledczą. Zaznaczył jednocześnie, że nie jest tak, iż nie czuje żadnej odpowiedzialności za to, co się stało, bo każdy ponosi odpowiedzialność za swoje czyny.

Wtorkowe przesłuchanie byłego szefa Amber Gold zakończyło się po ponad pięciu godzinach i było jego drugim przesłuchaniem przed sejmową komisją śledczą; pierwsze odbyło się 28 czerwca.

Marcin P. ocenił, że patrząc z perspektywy czasu, mógł stwierdzić, iż był parasol ochronny nad Amber Gold, ale o jego istnieniu w ogóle nie wiedział. Mówił o tym w kontekście działalności urzędów skarbowych.

- Nie umiem ocenić tego, czy to był faktycznie parasol ochronny czy nie, to są moje domysły. Czy ktoś liczył na spłatę tak zwanego długu, bo tak to można by było nazwać, podejrzewam, że jeżeli taki parasol ochronny by był, to tak - stwierdził P.

Szczęśliwe zbiegi okoliczności

Zaznaczył, że nie ma wiedzy, że taki "parasol" istniał, ale patrząc z perspektywy czasu widzi, że ze strony m.in. pomorskiego urzędu skarbowego było dla niego "wiele szczęśliwych zbiegów okoliczności", a on w takie nie wierzy. Spółka Amber Gold powstała na początku 2009 r. i miała inwestować w złoto i inne kruszce. Klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji. W 2011 r. firma zainwestowała też w linie lotnicze - linie OLT Express, które funkcjonowały przez kilka miesięcy 2012 r. 13 sierpnia 2012 r. Amber Gold ogłosiła likwidację; tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich. Według ustaleń, w latach 2009-2012 w ramach tzw. piramidy finansowej firma oszukała w sumie niemal 19 tys. klientów, doprowadzając do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł. Szef Amber Gold Marcin P. został zatrzymany i trafił do aresztu w sierpniu 2012 r., a jego żona Katarzyna została aresztowana w kwietniu 2013 r. Od marca 2016 r. przed gdańskim Sądem Okręgowym trwa ich proces. Obok oszustwa znacznej wartości zarzuca się im także pranie pieniędzy wyłudzonych od klientów parabanku.

"Czuję odpowiedzialność"

- Ja czuję odpowiedzialność i to zostaje tylko ze mną, ta odpowiedzialność i z nikim więcej, dlatego ja cały czas podkreślam, że ja nie oczekuję od państwa niczego takiego: zwolnienia z aresztu, w chwili obecnej jakiegoś układu politycznego, jak to niektórzy tutaj proponują, czy sugerują - może nie proponują, bo to zbyt duże słowo - sugerują, ja czegoś takiego nie oczekuję - mówił komisji b. szef Amber Gold. W trakcie przesłuchania przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann (PiS) pytała P. o wątek małego świadka koronnego oraz o to, czy prokuratura kiedykolwiek powróciła do takiej propozycji lub czy ewentualnie P. ją ponawiał. - Ja jej nigdy nie ponawiałem, prokuratura nigdy nie powróciła. Ja bym chyba nie chciał na ten temat opowiadać tutaj, bo dla mnie to było dość żenujące, bo zostałem potraktowany jak wariat i później jeszcze przyjechał do mnie funkcjonariusz ABW, który mnie przesłuchiwał w sprawie pana Korytkowskiego (Andrzeja, byłego prezesa Finroyal, parabanku działającego w czasie funkcjonowania Amber Gold - red.), który stwierdził - bo zaczęliśmy rozmowę nt. komisji śledczej, która w tamtym momencie miała powstać - ja mówię: dobrze może, żeby powstała, on stwierdził, że ta komisja nigdy nie powstanie" - powiedział P. Dopytywany, dlaczego komisja nie miałaby powstać, P. odpowiedział: "Bo nie ma takiej woli politycznej, żeby powstała, tak to zostało powiedziane". P. dodał, że te słowa padły w areszcie śledczym w Gdańsku.

- Ta rozmowa z tą komisją śledczą była już po protokole na sam koniec, to było w formie takiej, no jakby dano mi do zrozumienia, że: "i tak przecież nic ze swoją wiedzą nigdy nie zrobisz" - powiedział P. - Tak to odbieram, ale to jest moje odczucie, nie chcę tutaj nikogo oceniać - zaznaczył P.

System księgowy

Świadek zwracał ponadto uwagę, że podczas śledztwa nikt nie badał danych systemu księgowego Agnet. - Prokuratura twierdzi, że zawarto lokaty na wartość 850 mln zł. Zgodnie z systemem Agnet i ilością umów, zawarto lokaty na kwotę prawie 1,5 mld złotych (...) to jest ta zasadnicza różnica, której prokuratura w ogóle nie badała i nie wskazała w akcie oskarżenia - zeznał. Jego zdaniem zbadana powinna być też działalność syndyka, który - jak stwierdził P. - "nigdy nie zapoznał się z 99 tomami akt sprawy karnej, w których były dokumenty związane z lokatami". Marcin P. podtrzymał również swoje zeznania z czerwca, w których twierdził, że "głównym przedmiotem działania spółki Amber Gold była oferta lokat w złoto i inne metale szlachetne". Jak mówił faktury za zakup złota były w spółce i zostały zabezpieczone. Wartość zakupionego złota, według Marcina P., to 394 mln zł. Zeznał też, że zawierane umowy z klientami spółki, jego zdaniem "nie nosiły znamion oszustwa".

- To wszystko było jasno, wyraźnie, czytelnie opisane (...), poza tym spółka prowadziła bloga, na którym wyjaśniała te kwestie (...), większość świadków w chwili obecnej, jak przychodzi na salę rozpraw, mówi, że ich to w ogóle nie interesowało. Ich nie interesowało to, ile złota będzie, ich interesował tylko zysk, a nie warunki umowy i to jest główny problem, że nikt praktycznie nie zapoznał się z warunkami umowy i chyba myślał, że nie trzeba się z tym zapoznawać, i że będzie mógł zarabiać w nieskończoność - powiedział Marcin P.

Nie czytali umów

Marek Suski (PiS) pytał jednak, czy klienci Amber Gold "mieli jasno w projekcie umowy wpisane, że lokatę w złoto mają w wysokości 1 proc. lub, być może 2 proc. swojej lokaty". - Mieli to wpisane. Było to we wszystkich informacjach na stronach internetowych, łącznie z aplikacjami, które pokazywały jak mniej więcej wygląda cały proces inwestycji - odparł. Zaznaczył jednocześnie, że klienci mogli o tym nie wiedzieć, "bo nie czytali umów".Suski pytał ponadto o czerwcowe zeznania świadka, w których twierdził on m.in., że środki na inwestycje Amber Gold pochodziły z różnicy kursów między złotem zakupionym a sprzedanym. Suski dopytywał, jakie zyski udało się spółce osiągnąć w ten sposób. - Odmawiam odpowiedzi. Mogę tylko tyle zobrazować, że kurs złota i dolara w stosunku do złotówki w ciągu dwóch lat wzrósł o około 200 proc. - powiedział. - Ja się nie zgadzam z zarzutem popełnienia oszustwa i się z tym zarzutem nigdy nie zgodzę - podkreślił świadek. B. szef Amber Gold powiedział też, że księgowość spółki była prowadzona w sposób rzetelny - prowadziło ją 14 osób, a odpowiadał za nią on sam.

Chcieli stworzyć bank

W trakcie przesłuchania Marcin P. przyznał, że docelowo Amber Gold miał zostać przekształcony w bank. - To nie jest jakaś wielka tajemnica i to było oficjalnie mówione wszystkim. Zresztą rozmowy i poszukiwania takiego biznesu był prowadzone. W tej kwestii nawet zgłaszały się firmy, które proponowały nam w pierwszej kolejności np. zakup Providenta - zeznał. Dodał, że prowadzone były rozmowy o zakupie angielskiej spółki, która jest właścicielem polskiego Providenta. - Te rozmowy zostały przerwane w 2012 roku, w czerwcu mniej, więcej - powiedział P. P. odniósł się też do inwestycji Amber Gold w OLT Express. - Jeżeli chodzi o inwestowanie w branżę lotniczą, tło tej inwestycji, to była moja decyzja, która była związana z tym, że mi się działalność lotnicza bardzo podoba - powiedział Marcin P. Dodał, że jego głównym celem było wypromowanie linii lotniczych, zdobycie rynku i odsprzedaż z zyskiem. - Ja tego nie ukrywam - zaznaczył. W połowie 2011 r. Amber Gold przejęła większościowe udziały w liniach lotniczych Jet Air, następnie w niemieckich OLT Germany, a pod koniec 2011 r. w liniach Yes Airways. Powstała wtedy marka OLT Express, pod którą działały linie OLT Express Regional (z siedzibą w Gdańsku, wykonujące rejsowe połączenia krajowe) oraz OLT Express Poland (z siedzibą w Warszawie, które wykonywały czarterowe przewozy międzynarodowe). Linie OLT Express rozpoczęły działalność 1 kwietnia 2012 r.

Kogo miał wozić OLT?

Szefowa komisji zapytała, czy były plany, aby OLT rozpoczęło przewóz osób w ramach Kancelarii Sejmu czy Senatu bądź Kancelarii Prezydenta. Marcin P., odpowiedział: "Tak, był taki plan", ale nie pamiętał dokładnie kiedy on powstał. P. potwierdzał także, że zapytania o wykorzystanie samolotów OLT Express przychodziły z innych podmiotów, m.in. z Komendy Głównej Policji w związku z transportem osób podlegających ekstradycji. Witold Zembaczyński (Nowoczesna) zapytał byłego szefa Amber Gold, czy w ogóle istniał biznesplan dla tej spółki. - Tak istniał, ale w pozostałym zakresie odmawiam odpowiedzi na to pytanie - odpowiedział Marcin P. Jednocześnie Marcin P. oświadczył, że chce sprostować zeznania złożone przez Andrzeja K. byłego prezesa spółki Finroyal. Finroyal był to parabank działający w czasie funkcjonowania Amber Gold. Marcin P. przekazał też komisji maile - swą korespondencję z ówczesnym prezesem Finroyal. - Nie jest prawdą to, że pan K. (...) ustalił ze mną, że ja kupię spółkę Finroyal. Z maili bezpośrednio wynika, że ja wyraziłem zgodę maksymalnie na udzielenie 12 mln zł kwoty pożyczki w 10 transzach po 1,2 mln zł każda. Warunkiem zawarcia takiej umowy było podpisanie przez spółkę Amber Gold w ostateczności kontraktu lokacyjnego sporządzonego przez spółkę Finroyal i nigdy nie miało dojść do zamiany tego na umowę - powiedział Marcin P.

Zapytany, czy ktoś mu kazał przelać 12 mln zł na rzecz ówczesnego prezesa Finroyal, Marcin P. odpowiedział, że "nigdy nie zostało przelanych 12 mln zł". Na pytanie o przelanie transzy w wysokości 1,2 mln zł, odpowiedział: "Było sugerowane, żeby uspokoić sytuację - tak to określę".

Wassermann spytała, z jakiego środowiska płynęła ta sugestia, żeby Marcin P. przelał te pieniądze. - Z wewnątrz spółki Amber Gold i na pewno nie ze środowiska przestępczego. W pozostałym zakresie odmawiam odpowiedzi na to pytanie - odpowiedział były szef Amber Gold.

Dodał, że prezes Finroyal otrzymał ratę pożyczki - 1,2 mln zł - i został poproszony o przysłanie szczegółowych danych na co rozdysponował te środki, ale nigdy tego nie zrobił. Wtedy Wassermann powiedziała, że "te pieniądze zostały natychmiast wyprowadzone zagranicę i zniknęły".

Pytania o Michała Tuska

Podczas przesłuchania komisja pytała Marcina P., czy w jakiejkolwiek sprawie dotyczącej Amber Gold prowadzonej przez ABW lub prokuraturę był pytany o syna b. premiera Donalda Tuska, Michała, który współpracował z OLT Express. Były szef Amber Gold przyznał, że na początku września 2012 roku, gdy siedział w areszcie, prokurator z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku odwiedziła go i zadała m.in. kilka pytań o Michała Tuska. - Nikt nigdy więcej mnie o Michała Tuska nie pytał - wskazał. Jak mówił świadek, prokurator z gdańskiej prokuratury okręgowej interesowało, "czy Michał Tusk mógł narazić port lotniczy na szkody i czy wynosił jakiekolwiek dane z portu lotniczego". Marcin P. powtórzył przy okazji, że to co Michał Tusk przekazywał z portu gdańskiego było "tajemnicami przedsiębiorstwa", a nie było powszechnie dostępne, jak zeznawali niektórzy świadkowie, m.in. prezydent Gdańska Paweł Adamowicz. Przyznał, że śledztwo, w ramach którego był o to pytany, "to była inna sygnatura, to była inna sprawa, inny wątek, jakby nie wiążący się ze sprawą Amber Gold". - To był tydzień, półtora po moim tymczasowym aresztowaniu - doprecyzował. W innym momencie przesłuchania P. przyznał też, że nigdy nie był pytany o b. szefa MSW Jacka Cichockiego. Wiceszef komisji Marek Suski (PiS) pytał natomiast Marcina P., czy podczas jakiegokolwiek przesłuchania w prokuraturze, czy w ABW, pytano go o źródło przecieku dot. wejścia do Amber Gold funkcjonariuszy ABW bądź innych służb. - Nigdy ten temat nie był poruszany - powiedział P. Dopytywany, skąd wiedział o wejściu ABW, P. odmówił odpowiedzi na to pytanie w związku z toczącym się postępowaniem karnym. Suski dopytywał jedna z ilu źródeł P. pozyskiwał wiedzę dot. wejścia ABW. - Z co najmniej pięciu - odpowiedział świadek. Marcin P. przekonywał, że "nigdy nie był ofiarą żadnych nacisków". Dopytywany, czy nigdy "nie pukał" do niego świat przestępczy, odparł: "nigdy nie pukał żaden świat przestępczy". Na zakończenie przesłuchania Zembaczyński zapytał świadka, co będzie robił po wyjściu na wolność. - Ale ten dzień nastąpi za około 10 lat, więc jeszcze się nad tym nie zastanawiam - odparł Marcin P.

Autor: tol/ms / Źródło: PAP

Tagi:
Raporty: