Zamieszkała przy Hali Gwardii. "Nie da się pomóc na siłę"

Warszawa

Mateusz Szmelter/ Artur Węgrzynowicz/ tvnwarszawa.plHistoria pani Hani

Stare ubrania, biżuteria, bibeloty, zabawki. Handlujący rupieciami pod Halą Mirowską i Halą Gwardii zarabiają kilkanaście złotych dziennie. Jedno ze "stoisk" jest szczególne. Gdy inni wracają do domów, "Pani Hania" zostaje. Rozkłada kartony i worki ze swoim dobytkiem, i kładzie się spać.

Naprawdę na imię ma Krystyna. Hania albo Ania - tak mówią na nią sprzedawcy z placu Mirowskiego. Ma ponad 60 lat, przez całe życie pracowała, głównie w gastronomii. Rodzina? - Pierwszy mąż zmarł, z kolejnymi mam trzech synów. Są w jeszcze gorszej sytuacji niż ja - macha ręką na samo wspomnienie.

Na ulicę trafiła w lipcu 2013 roku. - Źle się poczułam, poszłam się przebadać. Kiedy wracałam ze szpitala, przysnęłam na skwerku. A gdy się obudziłam, zobaczyłam, że skradziono mi torbę z dokumentami - opowiada.

- Powiadomiłam policję, dzwoniłam do banku, żeby zastrzec dokumenty i czekałam na jakąś odpowiedź. Do dzisiaj jej nie dostałam. Przebywam koło Hali Mirowskiej, staram się nie opuszczać tego terenu i nie przemieszczać, to mnie łatwo znajdą. Mam częste kontrole policji i straży miejskiej. Wiedzą, że śpię w parku już dwa lata. Chcą, żebym poszła do ośrodka albo do noclegowni, a ja nie po to całe życie pracowałam na emeryturę, żeby na starość iść do ośrodka - tłumaczy w rozmowie z nami.

Nie wiemy, jak pani Krystyna znalazła się na ulicy. Od zgubienia dokumentów do znalezienia się na życiowym zakręcie droga jest długa, a jej historia rwie się i w wielu miejscach jest niejasna. Jak było naprawdę i czy ma dokąd wracać? Tego nikt nie sprawdzał. - Nie mamy ani obowiązku, ani możliwości, by sprawdzać przeszłość osoby bezdomnej. Naszym obowiązkiem jest zareagować, jeżeli zadeklaruje, że pomocy potrzebuje i chce ją przyjąć - tłumaczy rzecznik straży miejskiej Monika Niżniak.

"Na siłę nie pomożemy"

Straż miejska zapewnia, że jest na placu Mirowskim codziennie. Patrole przejeżdżają obok "Pani Hani", parkują, mundurowi się uśmiechają, mówią "dzień dobry". Dobrze ją znają, tak jak wszyscy kręcący się codziennie w okolicy. Czasem ktoś przyniesie jej drożdżówkę na śniadanie, da parę groszy, poczęstuje papierosem albo zaproponuje coś ciepłego do picia… Jak to możliwe, że w centrum dwumilionowego miasta, obok ruchliwego bazaru, starsza kobieta "mieszka" już dwa lata?

Przede wszystkim, pani Krystyna nie chce współpracować ze służbami, pomocą społeczną, ani z organizacjami pozarządowymi.

- Od wielu miesięcy oferujemy jej pomoc. Nasi funkcjonariusze wielokrotnie z nią rozmawiali i proponowali wsparcie, sugerując skorzystanie ze schroniska, noclegowni dla kobiet. Ale ona tej pomocy odmawia - rozkłada ręce Niżniak. - Dla nas jest to wyraźny sygnał. Nikogo na siłę nie możemy zmuszać do przyjęcia pomocy i zmiany określonego trybu życia - dodaje.

"Sytuacja życiowa niejasna"

Zwykle w takich sytuacjach do akcji wkraczają organizacje pozarządowe. Procedura i najlepiej spełniony obowiązek to nie wszystko – czasem pomaga wsparcie osoby, która wsłucha się w drugiego człowieka i zrozumie zawiłą życiową sytuację. Ale nie zawsze.

- Nasi streetworkerzy odwiedzili tę panią kilkukrotnie. Nam powiedziała, że pobiera emeryturę, ma środki do życia i dokumenty - mówi Aleksandra Kupczyk ze stowarzyszenia "Otwarte drzwi", które zajmuje się pracą z bezdomnymi bezpośrednio na ulicy. - Spotykał się z nią też pracownik Ośrodka Pomocy Społecznej. "Pani Hania" wielokrotnie była odwożona do ośrodka, ale za każdym razem wracała - dodaje.

I tłumaczy: - Tu najprawdopodobniej w grę wchodzi uzależnienie od alkoholu, może też zaburzenia psychiczne. Bardzo trudno pomóc, gdy sytuacja życiowa jest niejasna...

Ci, którzy chcą przyjąć pomoc, głodni nie będą. - Oferujemy - w miarę wolnych miejsc - pobyt z wyżywieniem i pomocą socjalną. Niezainteresowanym pobytem w schronisku oferujemy codziennie ciepły posiłek, możliwość kąpieli i uzupełnienia garderoby - tłumaczy z kolei Andrzej Czarnocki z ośrodka charytatywnego "Tylko" przy Żytniej, kilometr od Hali Mirowskiej.

Jak dodaje Monika Niżniak, strażnicy miejscy też robią to, co mogą. Sprawdzają, w jakich warunkach żyją osoby bezdomne, przekazują im informacje dotyczące noclegowni i jadłodajni, a w szczególnych przypadkach je tam przewożą.

Pół tysięcy bezdomnych

Według szacunków straży miejskiej w Warszawie jest około 130 miejsc, gdzie tymczasowe schronienie znajduje około 500 bezdomnych. W centrum miasta jest około 80 takich osób. Gdy temperatura spada poniżej zera, strażnicy dowożą im odzież, obuwie, koce, trwałą żywność i ciepłe posiłki. Zeszłej zimy rozdali ich ponad 10 tysięcy. Do noclegowni i schronisk przewieźli 955 osób. 502 - do izby wytrzeźwień. Do 170 wzywano służby medyczne.

Według szacunków w Warszawie jest około 130 miejsc, gdzie tymczasowe schronienie znajduje około 500 bezdomnych:

O działaniach straży miejskiej przed sezonem zimowym mówi Monika Niżniak
Mateusz Szmelter/ tvnwarszawa.pl
Miejsca gdzie przebywają bezdomni wytypowane przez straż miejską
straż miejska

Katarzyna Śmierciak k.smierciak@tvn.pl