Trzy godziny w kolejce do urny. Dlaczego? "Pięć powodów"

Warszawa

Kolejki w ŚródmieściuTVN24
wideo 2/3

Niektóre lokale wyborcze w Warszawie przypominały sklepy, do których stoi się po promocyjne towary. Mieszkańcy Śródmieścia musieli stać nawet trzy godziny w kolejce, by oddać cztery głosy, a nie byli pewni, czy w ogóle się uda. Jak tłumaczył komisarz wyborczy, na taki stan rzeczy złożyło się kilka elementów.

Ulica Okrąg, obwodowa komisja numer 30. Ci, którzy zjawili się tam po zmroku, mogli mocno się zdziwić. Przed lokalem wyborczym ciągnęła się długa kolejka.

Słowo klucz: nigdy

- Absolutnie jeszcze nigdy w życiu nie widziałem takiej kolejki. Policzyliśmy tę kolejkę niedawno i wyszło, że stało w niej ponad 500 osób. Wielu ludzi mówi, że głosują tu od wielu lat i nigdy tak nie było - przekonywał przed kamerą TVN24 jeden z mieszkańców.

- Nigdy nie było kolejki. Wręcz przeciwnie, zawsze wchodziłam do pustego lokalu - przekonywała jedna z głosujących.

- Czekałam prawie trzy godziny w kolejce. Nigdy tak nie było, nigdy nie stało się tyle czasu w kolejce - nie kryła kolejna mieszkanka.

Na zegarach wybiła godzina 21 i kolejka wciąż stała. Jednak oczekiwanie nie było na darmo, ponieważ osoby, które chciały zagłosować, mogły to zrobić. Komisja pracowała po zakończeniu ciszy wyborczej.

- Wszystkie osoby, które stawiły się do lokalu wyborczego, otrzymały wydane przez komisję wyborczą białe karteczki z pieczęcią, co nam zapewnia możliwość weryfikacji, kto był o czasie w komisji obwodowej. I te osoby wszystkie, niezależnie od tego, ile czasu to będzie trwało, będą mogły oddać swój głos - mówił przed kamerą TVN24 sędzia Rafał Wagner, komisarz wyborczy w Warszawie.

Nie tylko na ulicy Okrąg

W lokalu było tłoczno. Gdy jedni wychodzili, kolejni byli wywoływani po nazwach ulic, przy których mieszkają, by mogli podejść do odpowiedniej osoby z komisji, złożyć podpis pod listą, otrzymać karty i zagłosować.

Wagner nie krył, że sytuacja jest najgorsza z całej Warszawy. - Jeszcze w jednym w obwodzie na ulicy Andersa pojawiła się kolejka, która sprawiła, że ta komisja obwodowa pracuje dłużej - relacjonował w niedzielę wieczorem komisarz wyborczy.

Zdaniem Jarosława Jóźwiaka (były wiceprezydent Warszawy, w niedzielę pełnił rolę członka miejskiej komisji wyborczej) w stolicy odnotowywano wyjątkowo dużą frekwencję. - W tym roku w wielu komisjach przekracza 70 i więcej procent. Wielu wyborców przyszło na koniec działania komisji - zaznaczył.

Dodał, że z jego informacji wynika, że taki problem był w niedzielę wieczorem w czterech komisjach.

Pięć powodów

Więcej o przyczynach tworzenia się kolejek mówił Rafał Wagner. W jego opinii złożyło się na to pięć czynników.

- Po pierwsze nastąpiła zmiana w wielkości obwodów - do tej pory były planowane na trzy tysiące mieszkańców, w tej chwili mogą być planowane do czterech tysięcy mieszkańców. I nastąpiła w Śródmieściu redukcja liczby obwodów - tłumaczył przed kamerą TVN24.

Po drugie wskazał fakt, że wybory samorządowe zajmują wyborcom najwięcej czasu przy urnie - warszawiacy dostawali do ręki cztery karty do głosowania (na prezydenta, radnych dzielnicy, miasta i województwa).

- Prawdopodobnie również trochę większa frekwencja wpłynęła na kolejki. Sytuacja mogła również ulec zmianie w związku z dopisywaniem się osób do rejestru wyborców, natomiast obwody wyborcze planowane są na pół roku przed wyborami, w związku z tym nie uwzględniają zmian, które następują w ostatnim czasie - tłumaczył Wagner.

Jako ostatni, piąty powód podał funkcjonowanie komisji wyborczych. - O ile ustawodawca przewidział dla komisji dziewięcioosobowy skład, to on może powstać tylko wtedy, kiedy komitety wyborcze zgłoszą nam dziewięciu kandydatów. W przypadku, gdy komitety wyborcze nie przestawiają swoich kandydatów, komisarz wyborczy powołuje komisję w minimalnym, pięcioosobowym składzie - wyjaśnił Wagner.

I podkreślił, że z taką liczbą członków pracowała od rana komisja przy ulicy Okrąg.

ran/pm