Ruchy miejskie przeciwko zmianom w ordynacji

Warszawa

Archiwum TVN / Miasto Jest NaszeAktywiści przeciwko zmianom w ordynacji

Chaos, pośpiech, brak konsultacji społecznych i manipulacja okręgami wyborczymi - takie zarzuty wobec planowanych zmian w ordynacji wyborczej wysuwają przedstawiciele ruchów miejskich. Wspólnie piszą petycję do posłów Prawa i Sprawiedliwości, aby wstrzymali się z uchwalaniem ustawy i najpierw zapytali mieszkańców o zdanie.

Pod listem podpisały się takie organizacje jak: Miasto Jest Nasze, Ochocianie, Stowarzyszenie Mieszkańców Miasteczka Wilanów, Bemowiacy, Kooperacja Miejska, Rembertów Bezpośrednio i Razem dla Wawra.

"Zmiany nad głowami obywateli"

Pierwszy argument, który wysuwają aktywiści to sposób, w jaki przeprowadzane są zmiany. Wypominają rządzącym pośpiech i brak konsultacji społecznych. "To stoi w sprzeczności z deklarowanym celem zwiększania udziału obywateli w życiu publicznym" - stwierdzają w swoim liście. I dodają: "tak ważne zmiany nie mogą być przyjmowane ponad głowami obywateli, w tym organizacji społecznych od lat zaangażowanych w sprawy samorządowe".Kolejna niepokojąca kwestia to czas. Według społeczników, zmiany w ordynacji nie powinny być wprowadzane na mniej niż rok przed wyborami, których dotyczą. Jednak to, czego aktywiści obawiają się najbardziej to zapowiadana zmiana wielkości okręgów wyborczych i liczby mandatów do obsadzenia. Obecnie z danego okręgu do wzięcia jest od pięciu do dziewięciu mandatów. Tymczasem projekt ustawy dopuszcza wyznaczenie okręgów mniejszych - od trzech do siedmiu mandatów. A wiadomo, że im mniejsza liczba miejsc z danego okręgu, tym więcej procent poparcia trzeba zdobyć, aby dostać się do rady. W rezultacie formalny próg pięciu procent - nawet jeśli osiągnięty - i tak nie gwarantuje zwycięstwa.

"W praktyce będzie to oznaczać, że szanse na wejście do rady miasta czy rad dzielnic będą mieli tylko przedstawiciele dwóch lub trzech największych ugrupowań politycznych. Wiązać się to będzie z ryzykiem całkowitego upartyjnienia samorządu na jego najbardziej lokalnym szczeblu" - przekonują w swoim piśmie społecznicy.

Kandydaci przywożeni "w teczkach"

Dodatkowo, ruchy miejskie zwracają też uwagę na przepis umożliwiający start do rad gmin osobom, które nie mieszkają na ich terenie. "Oznacza to możliwość przywożenia partyjnych kandydatów w teczkach" - piszą aktywiści i dodają, że negatywne aspekty takiej praktyki warszawiacy widzą już dziś na przykładzie rotujących między dzielnicami burmistrzów i ich zastępców. Nieraz jest tak, że polityk, który w jednej kadencji jest szefem zarządu na Woli, w następnej przerzucany jest do Ursusa czy Ursynowa (o ile dana partia w tej dzielnicy zwycięży).

"To mieszkańcy powinni mieć jak największy wpływ na samorząd lokalny, co umożliwia wybór radnych spośród swoich sąsiadów, osób, które zasłużyły się lokalnej społeczności, a nie strukturom partyjnym" - przekonują przedstawiciele ruchów miejskich. I o ile cel wprowadzania zmian, (czyli zwiększenie udziału obywateli w procesie wyborczym) uważają za słuszny, tak metody ich wprowadzania już nie.

"Apelujemy do Sejmu o nieuchwalanie projektu w obecnie proponowanym kształcie oraz o przeprowadzenie rzetelnych konsultacji społecznych nad proponowanymi zmianami" - puentują.

Sejm był "za", teraz Senat

Tymczasem zmiany w ordynacji zostały już przegłosowane przez Sejm. Teraz pracę nad nimi zaczynają senatorowie. Nowe rozwiązania - oprócz wyżej wymienionych przez aktywistów - zakładają też m.in. dwukadencyjność wójtów, burmistrzów i prezydentów miast oraz jednomandatowe okręgi wyborcze (JOW) w gminach do 20 tysięcy mieszkańców. Zniesiono natomiast możliwość głosowania korespondencyjnego.

W kontekście tego ostatniego prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz napisała na Twitterze, że miasto zorganizuje dojazd dla wszystkich niepełnosprawnych warszawiaków, którzy będą chcieli wziąć udział w wyborach.

Nowoczesna o zmianach w ordynacjiTVN24
wideo 2/4

kw/b